Przepraszam, jeśli Cię uraziłam Carl, nie chciałam. Niska tak, puszysta kwestia gustu ale w mojej opinii tak, jadowita i szydercza bywam, w okularach chadzam tylko ta zacięta mina. Owszem często bywa, ale ogólnie dość często się śmieję...wiem nie pasuje to do mojego opisu, ale tak, bywam uśmiechnięta, zwłaszcza wśród ludzi których znam. Jadzeg napisał mi kiedyś, że zupełnie inaczej zachowuję się wśród obcych a inaczej przy znajomych. To nie kwestia fałszywości, nie nie. Ja po prostu nie umiem podejmować relacji społecznych. Przypomina mi się tu sytuacja, kiedy któregoś dnia wychodziłam z mieszkania. Może już kiedyś to opisywałam, ale doskonale nadaje sie to do opisu mojego przypadku. Wychodząc z mieszkania spotkałam chłopaka. Schodził z góry, ja zamykałam drzwi. Powiedział cześć a ja odpowiedziałam. Szliśmy chwilę razem, w milczeniu. Próbowałam wymyślić cokolwiek logicznego, co mogłabym do niego powiedzieć- na próżno. Jedyne co przyszło mi na myśl to stwierdzenie, że zimno dziś i że fajnie się mieszka w tym naszym bloku, jednak jak wiadomo nie mogłam tego powiedzieć, bo jedynie pogorszyłabym swoją sytuację. Rozeszliśmy się nie mówiąc ani słowa. Często rozchodzę się z ludźmi bez słowa. Ja po prostu nie umiem z nimi rozmawiać ani ich zatrzymywać przy sobie. I szczerze mówiąc szlag mnie jasny trafia kiedy widzę jak moi znajomi układają sobie życie, wychodzą za mąż, rodzą dzieci, przeżywają romanse i zauroczenia a ja brnę sama jak ten lodołamacz, który musi pogodzić się z faktem, że resztę życia spędzi z buldożkiem francuskim, którego nawet jeszcze nie mam. Nieuniknione jest, że któregoś dnia zostanę sama. I wiem co powiesz, jestem taka młoda i mam całe życie przed sobą. Może nawet będziesz mnie zapewniał, że przecież jestem ładna i w ogóle wystarczy sie otworzyć a miłość na pewno czeka za rogiem. Nie czeka. Nie czekała nigdy ani nie zanosi się na to, żeby miała się zza niego wyłonić. Po prostu już nie wierzę w szczęście ani miłość...moje szczęście ani moją miłość. Czuję się nieco wypalona wewnętrznie swoją samotnością, tymi wszystkimi kobietami w moim otoczeniu. Uwielbiam je, ale z drugiej strony mam świadomość, że żyjąc tylko w ich świecie. Marzeniem wielu kobiet w tym moim jest chociaż raz zaprzeć dech w piersi jakiegoś mężczyzny. Ja nie zaparłam i nie zaprę. Blogi są jednak dla niezrównoważonych i nieradzących sobie z własnym życiem. Adios Misie.
I znów czuje się urażony, bo uważasz, że wiesz lepiej co myślę i co powiem.
OdpowiedzUsuńJeśli Twój los to bycie samą, to właśnie tak będzie. Jeśli jednak, ktoś tam na górze, czy też los zaplanował dla Ciebie męża i szczęśliwy dom to będziesz go mieć. Może spotkasz dopiero miłość w wieku 50 lat? nie wiem. Nie popędzaj losu, on tego nie lubi.
Mam wrażenie, czy Ty zazdrościsz ludziom, których kochasz, że kogoś mają? Nie lubisz szczęścia innych?
Mam znajomego, który nienawidzi właśnie za to ludzi. Za to, że oni są szczęśliwi, a on nie. Jeśli może to niszczy ich szczęście... przerażające. Ty też tak robisz? czy cieszysz się z nimi, choć to niełatwe dla Ciebie- osoby samotnej jak sama o sobie mówisz.
Carl
Nie jesteś samotna. Masz ludzi, na których możesz liczyć.
OdpowiedzUsuńA na jakiegoś fajnego samca przyjdzie pora :P
Owszem, masz problem z relacjami międzyludzkimi. Ale to nie jest kwestia tego, że nie potrafisz (chociaż może na chwilę obecną już tak niestety jest) ale raczej po prostu nie chcesz.
Jak Cię poznałem byłaś oschła, wredna, szydercza, niemiła. Jakbyś się przypadkiem bała, że mogłabyś mnie polubić. I mimo to ja polubiłem Ciebie :P I jest dużo więcej osób, które mogłyby Cię polubić, nawet Twoje humory i fochy na cały świat ("nienawidzę dzisiaj ludzi"). Tylko pokaż się ludziom, niech Cię poznają.
Jadzeg