poniedziałek, 26 grudnia 2011

Zaniedbałam was drodzy czytelnicy ostatnio niemożebnie. Bardzo was za to przepraszam i obiecuję poprawę!
Nadal siedzę w swoim rodzinnym mieście i teoretycznie świętuję urodziny Jezusa. Niby miło niby przyjemnie, chodzę nażarta jak dzikie prosie ale jakoś nie czuję magii świąt. Pojawiam się zwykle na chwilę, uśmiechnę się do gości i wracam do swojej nory tworzyć prace zaliczeniowe, plany, konspekty i wiele innych ciekawostek. Sesja sesja sesja...już czuję jej zapach w powietrzu.
Swoją drogą wracając do tematyki świątecznej...strasznie irytuje mnie obłuda z nimi związana...okej rozumiem czas miłości czasem miłości ale pamiętanie o biednych i poszkodowanych przez 3 dni w roku to dość średni żart i ogólnie słyszałam lepsze. Skoro już chcemy bawić się w zbawianie świata i filantropię róbmy to cały rok a nie miejmy postawy z serii "zrobię sobie piękne zdjęcie z tymi najmniejszymi i automatycznie wezmą mnie do nieba...albo chociaż rady miasta". Zwykle nie interesuje mnie polityka, uważam w myśl zasady Orwella, że została ona stworzona tylko po to, żeby kłamstwo brzmiało jak prawda i ostatecznie zawsze chodzi o to żeby dostać się do żłoba i nażreć, jednak zawsze kiedy musimy dostawiać po kilka nakryć dla panów radnych pokazuje że wybory idą. W telewizji widać to samo. Naród z królem, król z narodem...aż śmiać się chce. Szkoda że to śmiech przez łzy.
Dobra dzieci kapnęłam na was jadem i żółcią mogę iść dalej pracować. Już niedługo nowy cykl postów pod tytułem 'Polska kupuje Rudej taczki na brzuch' Tak zdecydowanie świąteczna kuchnia mojej mamy doprowadziła mnie do stanu gdzie brzuch zacznę wozić na taczce przed sobą. No i przybrałam kształt kuli.W sumie nie mam co narzekać. W końcu przecież kula to też figura...i jaka symetryczna:D także tego ja idę jeść i pisać wy idźcie jeść i czytać. Adios Misie;*

środa, 21 grudnia 2011

Miło mi że tak myślisz Anonimie. Cieszy mnie, że podobają Ci się moje przemyślenia i komentarze do rzeczywistości. Czasem mam wrażenie, że jestem Nikiform słowa. Z tą różnicą, że on ył genialnym prymitywistą nawet ma swoje muzeum...ja jestem tylko prymitywistą i żadnego muzeum się nie doczekam, bo cóż mieliby po mnie wystawiać?
No i stało się. Nieszczęście zawitało do miasta. Doprawdy nie rozumiem dlaczego ludzie rzygają tęczą na samą myśl o śniegu. Nie dość, że to zimne, śliskie, nogę złamać można to jeszcze z łopatą trzeba biegać i prąd wyłączają bo kable oklejone. No i samochodem strach wyjechać z garażu. Znaczy przeciętnemu kierowcy to pewnie wszystko jedno ale ja z moimi umiejętnościami wolę dreptać.
Swoją drogą śnieg nie dodaje mi uroku. Nie mówię już nawet o tym, że moja grzywka przypomina smutny flaczek po każdym spacerze, ale o moim dreptaniu. Szłam dzisiaj do znajomej w płachcie na grzbiecie, czapce z pomponem i rękawiczkach bez palców (prawie jak modelki znanych marek tylko nie w szpilkach, idealnie skrojonym płaszczyku wiosennym bo przecież w zimowym grubo się wygląda, w czapce i bez anoreksji) i czułam się jak taki mały zakutany mongoł bez krzty polotu i finezji. Byłam taką małą kulką toczącą się przez świat. Jak jeszcze byłam piękna i młoda marzyłam o księciu z bajki, który oświadczy mi się na jakiejś uroczej alejce w gąszczu drobnych białych płatków tworzących lśniącą białą pierzynkę pod naszymi stopami. Dziś patrzę na siebie z politowaniem, myślę bycz plyz i zawijam się mocniej w koc. Koce i dresy to moi najlepsi przyjaciele zimą. No, poza pracami zaliczeniowymi, których mrowie towarzyszy mi co roku w tym magicznym okresie świąt i śniegu. Dzisiaj próbowałam nawet stworzyć jedną. Napisałam imię, nazwisko, kierunek, rok i grupę tytuł, wstęp iiiiiii....uleciało koniec. Nie mam ochoty na więcej. Drżę cała na myśl o pisaniu licencjatu. jestem parszywym nierobem. Pewnie nie będę zarabiać z tego tytułu fortuny w przeciwieństwie do moich znajomych z prawa czy medycyny, którzy nie potrzebują tyle snu co ja i mają w sobie na tyle samozaparcia. Co poradzić? jestem kotem. Koty potrzebują dużo snu i ciepła. No i potrzeby materialne mam niewygórowane. Na tyle ile potrzebuję mam nadzieję zarobić. I nigdy przenigdy nie zostać niczyją utrzymanką. Mogę porzucić wszystkie swoje cele i życiowe ideały ale niezależność finansową muszę zachować. Amen.
Dobra...znowu zaczynam schodzić na niebezpieczne tematy. Skończę monolog zanim zacznę odwoływać się do prof. Szackiej i różnicy w wynagrodzeniu między kobietą a mężczyzną. No i może pójdę poczytać jakąś nienaukową książkę. Ciesząc się ostatnimi spokojnymi chwilami przed sesją. Adios Misie!

wtorek, 20 grudnia 2011

Zastanawia mnie Anonimie, jaką mnie stworzyłeś w swoim świecie. Pewnie jestem znaczne doskonalsza niż w rzeczywistości. Swoją drogą to interesujące jak ludzie nas postrzegają. Zastanawiałam się kiedyś ilu ludzi zachwyciłam, ilu rozbawiła, wprawiłam w zażenowanie a ilu przeszło obok mnie obojętnie. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że tych pierwszych było najmniej. Chyba dlatego, że nie potrafię chodzić z gracją jak na kobietę przystało tylko sunę jak ten buldożer przez świat ze słuchawkami w uszach, zawsze za długą grzywką (broń Boże nie utożsamiać z emo) i nigdy w szpilkach...no może prawie nigdy...bynajmniej nie wtedy gdy idę pieszo polskim chodnikiem. Bycie niewidzialnym jest złe. Zwłaszcza w obliczu zakupów przedświątecznych. Nawet to, że jestem głośna jak syrena strażacka nie pomaga mi się przebijać przez gawiedź, która MUSI po prostu MUSI BO UMRZE mieć nowy komplet kleszczy dentystycznych, który zawsze spoko i na czasie jest w PROMOCJI (bo przecież na prezent też w sam raz się nada). Poszłam więc dzisiaj do jednego z większych marketów na wiosce z myślą. Hm...cóż Rudy Łbie wspaniały dziś dzień na kupowanie reszty prezentów. No i niestety...porwał mnie tłum ludzi...wkurzona zrezygnowałam uznając, że chamstwa nie zniese i poszłam do prywaciarzy. Okej zapłaciłam raz tyle ale przynajmniej bez kolejek i motłochu. Poza tym, zabrałam się za tworzenie pracy licencjackiej. Mam temat poproszę o brawa. Módlmy się, żeby dostał akceptację. Okej Misie "pora na dobranoc bo już księżyc świeci..." nie dokończę słowami misie lubią dzieci, bo w dobie pedobeara to dość ryzykowne i niepoprawne politycznie. Późno już! do łóżek marsz! Adios:*

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Nie masz za co przepraszać Anonimie. Cieszy mnie, że w kimkolwiek budzę jakiekolwiek emocje. Tylko błagam nie przywiązuj się do mnie. To niebezpieczne i grozi trwałym uszczerbkiem na zdrowiu.:)
Ech dramaty, dramaty, dramaty. Jestem od wczoraj wyjątkowo pociągająca a to za sprawą mojego nosa. Na szczęście nie jestem mężczyzną więc nie muszę jeszcze pisać testamentu...ale jak ja się pokażę przy karpiu niczym ten Rudolf z czerwonym odrapanym od chusteczek nosem? Papierowa torba to w sumie fajna opcja, ale ciężko się w niej oddycha a jeszcze gorzej je barszcz. Cóż...przynajmniej PKP mnie dzisiaj pozytywnie zaskoczyło. Dla odmiany mój pociąg do domu przyjechał uwaga uwaga...2 minuty przed czasem! iiiiiha milion i kisiel w majtach. Zachowajmy jednak powściągliwość. Młodej damie nie wypada ekscytować się byle czym.
Swoją drogą kto ma od dzisiaj wolne KTO, KTO, KTO???:D RRRRRUUDAA!:D Haters gonna (zarzut grzywką) hate. Pozostało tylko upiec ciastka, ubrać choina i cieszyć się domem rodzinnym, jedzeniem, wolnym od szkoły, jedzeniem, atmosferą świąt, jedzeniem, ciepłem rodzinnym i jedzeniem. Ech brzuszek najedzony to brzuszek szczęśliwy. A później znowu będziecie słuchać o moich życiowych tragediach i dodatkowych kilogramach...tonach. Cóż...będzie mnie wiecej do wielbienia i będę się toczyć jak ta kula, sunąć jak ten lodołamacz przez świat powalając wszystkich swoim blaskiem.
Dobra dzieci drogie. Trzeba iść się zakopać w kołdrę i przenieść na noc do wyższego wymiaru. Adios!:D

niedziela, 18 grudnia 2011

Anonimie:) Masz dużo racji ale to w sumie nie miejsce i nie czas na roztrząsanie mojej przeszłości. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Wywarło to pewien wpływ na mnie ale cóż. Nie zmienię już tego co było. Nie jest jednak tak, że nie da się do mnie w żaden sposób dotrzeć będąc pełnosprawnym dorosłym. Wystarczy po prostu wiedzieć którędy iść i które drzwi otwierać. Bardzo wiele osób do mnie dotarło i ze mną jest. Po prostu jestem z edycji limitowanej, nie dla każdego. Nie każdy może jeździć ferrari.
Lubię przedświąteczne wieczory z moją przyjaciółką w naszym mieszkaniu. Wtedy herbata lepiej smakuje a rozmowy schodzą na bardzo dziwne tory. Oglądałam sobie dzisiaj filmik z małym słodkim kotkiem, stwierdziłam, że mogłabym mieć takiego...w zamian dostałam pytanie 'a co, pogodziłaś się z tym, że będziesz miała tylko kota?' W tym momencie obie buchnęłyśmy śmiechem. Dobrze wiem, że nie zostanę z samym kotem. Ona zawsze będzie. W takiej czy innej postaci.
Nie ma drugiej takiej osoby jak ona. Nikt nie rozumie moich niesmacznych żartów tak jak ona, noce z nikim nie są takie długie i takie rozmowne, ciuchy najlepiej wybiera się z nią...nawet opluć i usmarkać nikt tak nie umie. Czytam jej teraz to zdanie, leży obok mnie i się śmieje i śpiewa...mimo że nie umie tak jak ja. Mimo to przerobiłyśmy już kanon polskiego rocka i nie tylko tysiące razy. Zebrałyśmy za to godziny owacji.
Uwielbiam iść z nią do sklepu po chleb. Zawsze kończy się przygodą na miarę wyprawy na Mount Everest.
Jeśli ktoś powiedziałby mi, że kobieca przyjaźń to słodycz i uściski....wyśmiałabym go. Zupełnie tak jak ona mnie mówiąc BITCH PLEASE! Nasza przyjaźń to wieczne wybuchy śmiechu, żarty o rzeczach niesmacznych, knucie teorii spiskowych i żadnego rzygania tęczą. Nie zamieniłabym jej na nikogo innego...nigdy...bo kto mnie zrozumie tak jak ona? Kto ma tak zniszczoną psychikę jak ona?
Dziękuję Ci, że jesteś Karzełku! Forever Yours!:D:*

piątek, 16 grudnia 2011

Drogi Anonimie:) Tu nie chodzi o zakrywanie siebie czy udawanie kogoś innego...tu chodzi o to, że świat w którym na ogół musze funkcjonować nie znajduje miejsca na pokłady ciepła, miłości i zrozumienia. Tu jest wyścig szczurów a ja w nim biegnę czy tego chcę czy nie. Z własnej woli albo niesiona tłumem. Świat dzieci zwłaszcza niepełnosprawnych rządzi się zupełnie innymi prawami. Tam nie ma miejsca na konformizm, hipokryzję, fałszywość czy ogólnie rzecz biorąc syf w którym żyjemy. Głusi nie kłamią...a przynajmniej nie sami z siebie. Jeśli to robią jest to wyuczone, wpojone przez środowisko. My się tego uczymy słuchając bzdur, które serwują nam media czy ludzie wokół nas. Oni postrzegają świat zupełnie inaczej. Bardzo obrazowo, konkretnie. Nie czas jednak na wykłady z surdo czy psychologii. Osoba niepełnosprawna intelektualnie (a przynajmniej nie zawsze) nie będzie miała oporów z przytuleniem kogoś kogo kocha czy opluciem (i to nie w przenośni) kogoś kogo nie lubi, czy kto ją zirytuje. W świecie osób pełnosprawnych (nienawidzę tego dzielić ale cóż tu akurat chodzi o kontrast) to niemożliwe. Ludzie budują twierdze, z których nie wychodzą latami, bo środowisko w którym musimy funkcjonować coraz bardziej przesiąka oparami Czarnobyla i zgnilizną.
Pisałam już kiedyś o upadku wartości o zachwianym obrazie kobiety. Nie lubię być monotematyczna i się powtarzać ale percypuję świat z pozycji słabej płci i najłatwiej mi powiedzieć co mnie boli mówiąc właśnie z takiego punktu widzenia.
Niby zmieniły się obyczaje, niby każda z nas jest nie wiadomo jak wyzwolona a i tak kobieta, która ma jakieś tam swoje życie wewnętrzne, cele, plany, ambicje a zwłaszcza taka, która nie boi się powiedzieć, ze mężczyzna okej ale jak go nie ma to nie ma zamiaru ciąć sobie żył uchodzi za rebeliantkę. Mężczyźni boją się takich kobiet. Wolą zlewy na spermę, które otwierając usta łapią przeciąg z uszami, a co gorsza nie rozumieją zdań złożonych i nie potrafią ich formułować.
No i te wasze kanony piękna, kobieta ma mieć krągłości piersi tyłek ch*je muje dzikie węże a to wszystko zamknięte w 50 kilogramach. Kobieta kończy się na 50 kilo? DAMN...chyba jestem...nie wiem? W każdym razie kobietą na pewno nie. I tak jest mi czasem przykro z tego powodu i nie nie jest to przyjemne kiedy mężczyźni cię ignorują bo nie wyglądasz jak gwiazda filmowa, porno jakakolwiek ale cóż...skóra stwardniała ja przywykłam i w sumie już coraz rzadziej się tym przejmuję. Coraz więcej widzę i wiem a coraz mniej czuję. Okej tyle na dziś ode mnie. Adios!

czwartek, 15 grudnia 2011

Czy w więzieniach są toalety?

Lubię być z moimi dzieciakami. Mimo, że muszę wstawać w nocy żeby do nich dojechać i mimo, że w dalszym ciągu mam problemy z rozumieniem co mówią. Na szczęście coraz rzadziej. Zadziwia mnie ich kreatywność i pytania w stylu tych tytułowych. Drugim mistrzowskim stwierdzeniem dziś było 'obciachowy ten kilogram'.
W styczniu mam poprowadzić swoją pierwszą lekcję u Chłopaków. Generalnie poczuj magię tych świąt czyli konspekty między karpiem a opłatkiem, ale wiem że warto. Lubię pracować z dziećmi. Czasem mam wrażenie, że kiedy jestem w swojej grupie odkrywam uśpione na co dzień pokłady ciepła i miłości. Chyba jestem na właściwym miejscu. Zawsze byłam dość niedzisiejsza, wiedziałam, że nie zarobię milionów będąc nauczycielką, ale nie widzę się w innej pracy. Świat dzieci to moje środowisko naturalne. Skąd ja biorę te koszmarne teksty? o.O Chyba zaczyna mi się udzielać świąteczny klimat. W sumie w Krakowie o to nie trudno. Kiermasz na rynku, last xmas od maja w galerii iluminacje wszędzie...tylko śniegu nie ma. I NIECH NIE MA!!! przynajmniej tramwaje jeżdżą i jeszcze nie zaliczyłam ani jednej gleby.
Cóż...nie będę wam więcej pokazywać swojej słodszej milszej strony. To nie jest mój najlepszy stan. Tak więc Adios Amigos!

środa, 14 grudnia 2011

A ja jutro będę diabłem a Wy nie.e  nananananana:D
Okej..względnie dobry humor mi dziś Partia podarowała. W sumie powinnam się teraz uczyć na zaliczenie...ale z racji tego, ze mam już wszystkie dostępne na polskim rynku zaburzenia lękowe czas na przerwę czas na kitkat (program zawiera lokowanie produktu) Czekam tylko na mimowolne moczenie. Przepraszam...nie mogłam się powstrzymać od tego żartu poniżej krytyki. Czuję się oburzona i zniesmaczona poziomem swojego poczucia humoru. Swoją drogą zaliczyłam dzisiaj swoją chwilę chwały...wypełniłam cały test z matmy. Teraz tylko czekać na pozytywny wynik. Awwww yeaaahh...generalnie niby nic dziwnego, ale zawsze byłam człowiekiem, który nie ogarniając sinusów, cosinusów i innych funkcji oraz reszty badziewia długość boku iks wyznaczał za pomocą linijki a miarę kąta alfa kątomierzem. Ech liceum liceum liceum...co to były za czasy. Niby zawsze chciałam iść jak najdalej od tej szkoły ale teraz patrzę na ten okres z sentymentem. Osiemnastki, studniówka i czas spędzony z fajnymi ludźmi...ech łezka się w oku kręci. Nie to, zebym teraz narzekała na towarzystwo wręcz przeciwnie. Jak już kiedyś pisałam idealnie wpadłam w swoją niszę ekologiczną ale tamten okres jakiś taki wybitnie pozytywny jest. Jak mówią...dobre czasy są za nami, przed nami ale na pewno nie ma ich teraz...Paolo Cohello.
Ej naprawdę...nie rozumiem popularności faceta w ostatnim czasie. Okej jestem ignorantką, okej, nie przeczytałam ani jednej jego książki a czytając cytaty mam wrażenie ze jest mistrzem tworzenia głębi w rzeczach totalnie płytkich i generalnie znanych każdemu....ale mimo wszystko mi go szkoda. LEAVE PAOLO ALOOOOONE! Ej...podobno obrońca Britney grywa teraz w pornosach. Naoczny przykład upadku wartości i ideałów.
Okej Misie Pysie żarty żarty żarty...a zaliczenie samo się nie zaliczy. tako więc wracam do wmawiania sobie lęku uogólnionego w porywach zespołu paniki a was zostawiam samych sobie z traumą po przeczytaniu kolejnej prostackiej, pozbawionej wszelkiej myśli przewodniej i fabuły notki (Boszzzzzzzz jak ja nie lubię tego słowa ale ni jak inne nie pasowało Goddamnit.) Śpijcie dobrz bądźcie zdrowi i jedzcie dużo warzyw. Adios!

wtorek, 13 grudnia 2011

Terapia Gestalt to fajna sprawa. Na jeden dzień zaczęłam widzieć coś poza czubkiem własnego nosa i od razu jakoś mi lepiej. I nawet nie mam tylu czarnych chmur nad głową. Znaczy może dupy nie urywam, ale nie poczucie 'zgińcie wszyscy teraz w boleściach' jakoś mniej się dzisiaj przebijało.
Może czas zostać dobrym człowiekiem? Hmm...czy to już czas na takie wybryki?
Co do przyczyny mojego wczorajszego stanu...pewnie jeszcze troche mi zajmie wypracowanie szczerego I don't care...jednak doszłam do wniosku, że mężczyźni już tacy są...przychodzą, odchodzą taka ich dziwna maniera. Musimy to zaakceptować. W końcu nigdy nie było tak, żeby wspomnień nie wyparły nowe, maili nie zakrył spam a serce się nie zrosło. Trzeba sunąć przez życie jak ten lodołamacz. Tylko czasem w nocy przychodzi taki podły stan. Ale i on jest potrzebny żeby złapać pion. W końcu po burzy zawsze wychodzi słońce a po nocy wstaje dzień.

Anonimowy: I'll do my best jeśli chodzi o znalezienie celu i dotarcie do niego. Muszę tylko znaleźć jakiś logiczny punkt odniesienia.

Ania: Z Tobą na miód zawsze. Z Tobą wszędzie i na wszystko zawsze!

poniedziałek, 12 grudnia 2011

bad mood...

Znowu się wszystko pojebało. Znowu było dobrze a przecież być dobrze nie może. Nie mogę należeć nie mogę być z nie mogę żyć dla nic nie mogę. Mogę tylko tu siedzieć i czekać na nic, co nigdy się nie dzieje. Mogę też wstać iść ale nie mam dokąd nie mam z kim każdy ma z kim a ja nie, więc siedzę tu sama i czuję się tak żałośnie tak paskudnie i tak pusto...ale przecież nikomu o tym nie powiem, bo nikogo to nie obchodzi. Może nie czuję się wcale? Czekam na dzień kiedy wyjadę z tego miasta i chociaż wiem że tam gdzie będę nie stanie się nic będzie mi o wiele lepiej. Bo tam dom twój, gdzie serce twoje a ono jest tam...a może nie? może zostało u kogoś kto był a kogo nie ma? Albo zabrał je ktoś kto był tylko na chwilę? Ten ostatni przyszedł i wyszedł jak złodziej nie zabierając niby nic a jednak coś i nie zostawiając nic poza odciskiem, który na zawsze zostanie...bo wciąż czuję za mocno, myślę za dużo a skórę mam za cienką. Muszę wstać i iść do nikąd bez nikogo przed siebie bez celu,,,bo po co mi cel skoro i tak do niego nie dojdę bo im dalej idę tym dalej on jest i tym mniej wyraźny się wydaje.
Chciałabym już święta...albo chociaż tydzień przedświąteczny i wolne. Plan na najbliższe dni zapowiada się ciekawie...środa czwartek kolokwia, a ja siedzę i przeglądam zdjęcia kotów w internecie...zajebiście wieszczę sobie świetlaną przyszłość. Cóż...ze spraw bardziej ogólnych...odkryłam mega dizajnerską knajpę w okolicach rynku. Takiego miodu jak tam nie piłam nigdzie...ech...miejsce idealne na romantyczny wieczór ze swoją drugą połówką. Narazie muszę się zadowolić 0.7. I czekoladą. Swoją drogą przestałam liczyć na to, że kiedykolwiek zrozumiem mężczyzn. Zawsze kiedy już wydaje mi się że ogarnęłam ich prymitywne mózgi okazuje się, że jednak nie. I dlaczego oni zawsze pojawiają się w moim życiu kiedy mam na głowie milion zaliczeń egzaminów i innych zapychaczy czasu? damn...ech...psychologia sama się nie nauczy. Wracam do lęków i fobii.


<klik> słuchać i się czilować Adios Misie:*

sobota, 10 grudnia 2011

PKP Miszcz!

Jak czytam nowy rozkład jazdy pociągów na mojej trasie...mam ochotę podsumować to modnym ostatnio acz dość żenującym stwierdzeniem "CO JA PACZE?!" Cóż...nie wiem kto to układał, nie wiem co miał wtedy we krwi, ale monar powinien się nim zająć a już na pewno nie powinien rozwijać swojej kreatywności.
Przywykłam już do tego, że jeśli w naszym pięknym nadwiślańskim landzie cokolwiek się zmienia zawsze zmienia się na gorsze ale to już przesada. Czekam na kursy przez Kanary albo księżyc. Niedługo się pewnie takich doczekam. Nie rozumiem jak nasz kraj jeszcze się trzyma. Kradnie się tu co się da, ludzie nie mają pracy ale mają wyczesane w kosmos wille z dwudziestoma pokojami sauną i odźwiernym, żeby znaleźć pracę trzeba zataić fakt wyższego wykształcenia, ale i tak jest zajebiście.
Powiecie pewnie że nie jestem patriotką i że powinnam się cieszyć z tego co mam o zaborach, wojnach stanie wojennym (swoją drogą niedługo rocznica ech...kolejna okazja do picia) pewnie nawet będziecie mieli racje...zasada "(...)ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie co cię stracił(...)" możliwe. Są oczywiście rzeczy, osoby miejsca, dla których kocham ten kraj. No i jestem Polką. Polki są piękne. Ja jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę ale istotnie mam kilka ładnych koleżanek. Cóż...kolejna żenująca i jak zawsze wpół urwana notka stworzona. Teraz z czystym sumieniem mogę iść się obijać i jeść i tyć.
Adios Misiaczki:*

klik... zostawiam was z panem Kaziem i  w Polskę idę drodzy panowie.

piątek, 9 grudnia 2011

barbie girls.

Pnie, Panowie, Metroseksualiści oraz cała reszto! Przed nami kolejne święto lasu...wybory miss Polonia 2011.
Panie przyznam estetyczne dość. Wszystkie takie same jak dla mnie. Zawsze zastanawia mnie jakim cudem ludzie są w stanie wyselekcjonować, która kandydatka jest najładniejsza. Wymiary te same, fryzury te same nawet oczy tak samo puste. No i zęby "na latarkę" czyli spoko nie zapalaj światła olśniewająca biel mojego uśmiechu wystarczy. Nie chodzi wcale o to, że czuję się przy nich jak mały tłusty wieprz. Wolę być wieprzem niż mieć problemy ze zrozumieniem słów z większą niż dwie liczbą sylab. Anyway...zastanwia mnie co się stało?! Dlaczego dzisiejsza kobieta musi być nieziemsko piękna i nieziemsko głupia, żeby mężczyźni przestali mówić do niej w męskiej formie. Czuję się bardzo zasmucona słuchając osób, które nie potrafią składać zdań...to nie takie trudne wbrew pozorom jakieś orzeczenie, podmiot dla wtajemniczonych dopełnienie, okolicznik, przydawka i jazda! Trudne? nie. Ale żeby tworzyć zdania trzeba myśleć a z tym bywa różnie. Często mam wrażenie że Polacy upodobali sobie zasadę nie znam się ale się wypowiem. W sumie jest to jedna z moich ulubionych zasad sądząc po treści tego bloga. Przepraszam Cię więc drogi czytelniku za zgorszenie i wywołanie w Tobie negatywnych emocji. Jestem po prostu rodowitą Polką z krwi i kości więc i tradycje wypada mi kultywować. Muszę zainwestować w sandały do skarpet....zawsze spoko i na czasie. Aaaale wracając do Missek. kamień spadł mi z serca, kiedy okazało się, że wygrała jedna z bardziej zorganizowanych mentalnie zawodniczek. Dodatkowo sympatyczna z twarzy dość...dobra koniec na dziś mojego orędzia. Zmęczyłam się dziś życiem wśród ludzi idę więc być kokonem i mieć święty spokój. Pani Krysi...(jak ona miała na imię?) gratuluję, zdrowia życzę wam również. I cierpliwości do świata.
Adios Amigos!

środa, 7 grudnia 2011

Chodzą ploty, że śnieg ma padać...doprawdy nie widzę powodu do radości. Będzie jeszcze zimniej, ślisko a tramwaje znowu staną i się skończy dzień dziecka. Jedynie drogowcy poczują urozmaicenie i to miłe ściśnięcie w żołądku na widok niespodzianki. Na szczęście mam w perspektywie cały weekend w papierach i nie będę musiała nigdzie wypełzać.
Tymczasem zastanawia mnie, jaki jest sens zaczynać jakiekolwiek aktywności przed dziesiątą rano. Odważyłam się ostatnio wybrać na poranne zajęcia. Powieki były za słabe żeby się utrzymać i w sumie nikt nie był zadowolony. W nieogarnięciu swoim utopiłam nawet ulubione pióro w klozecie. Tłum skandował WYJMIJ WYJMIJ!!! Ale perspektywa miliarda wirusów bakterii i innych form życia mnie nie przekonała.
Boże co za żałosny tekst. Zastanawiam się dlaczego nie dostałam jeszcze pomidorem. Ja bym rzuciła...choć z drugiej strony pisanie o niczym jest fajne...czasem nawet produktywne dość i zabawne taka 'wojna polsko- ruska' dla przykładu. Film wybitnie przekopuje jaźń....jak ten buldożer. Ale w sumie lubię go. Tak samo jak "Ferdydurke" której plebs nie ogarnia a mnie śmieszy...Ferdudurke znaczy nie plebs...znaczy plebs też ale mimo wszystko pan Witek miał lepsze poczucie humoru.
Łazienka wolna...SHOWER TAAAAAAJM!:D

Adios.

Misie.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Welcome to my silly life...

Trzy, dwa, jeden AKCJA! Witamy na planie kolejnej raczej żenującej polskiej produkcji. Złotą malinę mam w kieszeni biorąc pod uwagę, że główną rolę gram ja, reżyseruję ja a scenariusz piszę...ja.
Przechadzam się powoli to tu to tam uliczkami dość pokaźnego miasta, które kiedyś olśniewało swą za*ebistością a dziś jest tylko miejscem do życia, gdzie ludzie okazali się nie mniej irytujący, może tylko ciut mniej małomiasteczkowi.
Wybrałam do studiowania przyszłościowy kierunek, który pewnie nie zapewni mi pracy, ale stworzył całkiem przyjemną niszę gdzie otacza mnie zbiór freaków takich jak ja (i nie jest to ASP a tym bardziej AGH tfu tfu na psa urok!)
Budzę się zwykle w nastroju zmiennym...dobrowku*wiennym, który na skutek licznych interakcji ze światem zewnętrznym szybko ewoluuje.
Chyba tyle na dziś. W najbliższym czasie więcej. Jeśli macie niedosyt...spoko niedługo będziecie prosili żebym przestała pluć słowotokiem cóż...haters gonna hate. Pozdrawiam wszystkie czytające misie. Idę być kokonem bo jutro długi dzień. adios!