niedziela, 8 stycznia 2012

Mój kochany pamiętniczku odniosłam dziś swój mały sukces. Udało mi się zapisać na egzamin. Nie lubię tego this..is...SPARTAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! kiedy wrzucają listę na maila rocznego. Ale gryzłam biłam kopałam i prześlizgiwałam się jak wąż...i się udało :) A tak poza tym nie chce mi się już sesji. I w ogóle. Jestem leniem...przynajmniej nie mam już kataru.
Zastanawiałam się dzisiaj nad tym co powiedział jeden z moich znajomych. Że we mnie można się zakochać...damn okej no rozumiem mogę się podobać...w końcu turpizm to nic nowego. Mogę fascynować nas psychopatów jest mało i zawsze fascynowaliśmy ale zakochać się we mnie? To by znaczyło, że ktoś lubi moją osobowość...a to już jest masochizm. Znaczy masochizm spoko...jak każda inność nie przeraża mnie zanadto ale bez przesady.
Swoją drogą wkurza mnie to że Polacy plują na każdą inność. Nie pasujesz do schematu odpadasz. Ja wychodzę z założenia, że jeśli nie krzywdzi się innych można być kim się chce. Oryginalność jest fajna. Ale po co podejsć do człowieka poznać go skoro można od razu z błotem zmieszać i wywalić gdzieś poza bezpieczną granicę? Tolerancja mieści się dziś w ramach konwenansu nic poza tym.
Okej może napiszę na ten temat więcej bo i czemu nie ale nie dziś. Dziś trzeba pozyskać pomoce do zajęć i iść spać:) tak więc dobranoc Misie;)

czwartek, 5 stycznia 2012

Wirusie a sio! a psik!

Chusteczki wszędzie, czerwony kran zamiast nosa i nieczucie smaku. Tak moi drodzy! Ruda ma katar. I jest zmierzła i nikogo dziś nie lubi. No może nie wszystkich nie lubi. Dziękuję Ci Aneczko kochana za podzielenie się ze mną mikrobem. Rozumiem, że to kolejny nietypowy Twój wyraz miłości do mnie xD;*
Cóż....praca praca praca. Egzaminy już niedługo, praktyki zaliczyć trzeba krótko mówiąc sesja patrzy mi w oczy. Niczyje spojrzenie mnie tak nie przeraża jak jej. Ach joo...ale przeżyłam już kilka i tę przeżyję. Chyba że umrę na katar co wcale nie wydaje mi się tak abstrakcyjne. Przynajmniej nie teraz.
Wiecie już co u mnie nowego a tymczasem idę przygotowywać kolejne pomoce naukowe. Czymać ććuki w przyszły czwartek!! Adios Misie;*

środa, 4 stycznia 2012

Okłamałeś mnie więc Anonimie, powiedziałam Ci kiedyś nie przywiązuj się a dziś mówisz mi o Cernie. Ale nie szkodzi wybaczam. Swoją drogą zdeklaruj swą płeć bo raz byłeś wzruszony a raz wzruszona. Jesteś mistrzem w sianiu zamętu.
Jestem ignorantką. Nie rozumiem sztuki współczesnej. Nie lubię iść do muzeum i zastanawiać się czy to krzesło to krzesło czy super ultra mega hiper drogi eksponat, za który nigdy w życiu nie zapłacę ze swojej nauczycielskiej pensji, Nawet gdy sprzedam nerkę, wątrobę i oko. Dzisiaj tego doświadczyłam. Dżdżownica malująca obraz swoim małym obłym ciałkiem? czemu nie?! Świetny pomysł ale bawcie się w to beze mnie. Futurystyczne kształty falliczne też nie wywołują u mnie drżenia kolan i poczucia orgazmu estetycznego. Wolałam Beksińskiego, Dali, Witkacego Abakanowicz...okej oni też są dość ekscentryczni ale przynajmniej jestem w stanie określić co poeta miał na myśli Nie jak w przypadku gwoździa wbitego w deskę z podpisem " Płacz świetego Hieronima (jest taki? o.O) nad agonią Horacego z Gwinei" no ludzie!
Ciężkie czasy nastały. Ruda pała pisze konspekty, uczy się do egzaminów i ogólnie poirytowana jest. Więc z góry przepraszam za najbliższy miesiąc i potoki jadu wylewające sie ze mnie. Jeśli nie będę pluć tu będę mordować w realu...tesco i tramwaju numer 67. Więc no. A teraz idę spać. Bo jutro znowu organizm przekona mnie żeby jechać późniejszym tramwajem i będzie nieszczęście. Jak dzisiaj i coraz cześciej ostatnio. Adios Amigos!:D:*

wtorek, 3 stycznia 2012

Teoretycznie zawsze jest o czym pisać ale praktycznie jakość się też liczy. Ostatnio więcej milczę niż mówię czy piszę, jednak nie oznacza to, że nie myślę i nie analizuję.
Zaskoczyłeś mnie mój Anonimie. Już myślałam że o mnie zapomniałeś, nie wiedząc że schnę bez Ciebie jak mokry chomik na patelni. Nie rób tego więcej.
Zastanawiające jest swoją drogą jak łatwo znikamy z czyjegoś życia. I jak trudno się z tym pogodzić i jakie to nieprzyjemne. Gorsze od zniknięcia jest chyba tylko powtórne spotkanie i siadomość, że to już nigdy nie będą te same świeże kotlety.
Idąc krok dalej czy lepiej jest z czyjegoś życia zniknąć czy nigdy się w nim nie pojawić? Być samotnym bez straty czy po niej? Z jednej strony bolesnym jest poczucie utraconego czlowieka a z drugiej czasem przychodzi takie uczucie, że chciałoby sie do kogoś należeć. Być dla kogoś i zapełnić pustkę jaka powstaje w życiu. Czy nie jest tak, że kiedyś stanowiliśmy całość a później z biegiem lat ktoś wyrywał po kolei nasze cząstki zabierając je odchodząc? Czy nie próbujemy niekiedy..często byle czym..kim zasypać te dziury?
Nie jestem bez winy...choć może jestem? Czy i ja kiedyś kogoś okradłam? Czy zabrałam cząstkę kogoś odchodząc? Jeśli tak chciałabym mu ją oddać...albo chociaż wrócić i znowu być. Żeby juz nie musiał zalepiać pustki po mnie wyżutą gumą. Jeśli kiedyś odeszłam bez pożegnania przepraszam...to się nie powtórzy...