sobota, 23 czerwca 2012

Tomku: Gdzieś Ty tak daleko zawędrował?! Już nawet zapomniałam o tym wpisie. Masz rację, w Polsce trudno o dobrego specjalistę. Nie wiem dlaczego pierwszym skojarzeniem w tym temacie są dla mnie lekarze. Może dlatego, że samochód z bólem serca ale można kupić nowy. Uszkodzone zdrowie albo i życie to nieco droższa impreza. Najlepszego przykładu dostarczyła mi ostatnio znajoma, która z anginą wybrała się na pogotowie, gdzie zmanierowana pani doktor kazała jej wybrać sobie antybiotyk, "bo ona nie wie co jej zapisać" ciekawe co by było, gdyby wybrała taki, którym się bydło uśmierca. "Na szczęście" dziewczyna miała już do czynienia z antybiotykami, więc poprosiła o taki, który już jej kiedyś pomógł. W moim poście chodziło mi raczej o ludzi, którzy nie mając pojęcia na dany temat prawią morały tym, którzy coś o tym wiedzą. Nie mam się za guru nauk pedagogicznych, ale mimo wszystko szlag mnie trafia jak jedna z moich znajomych neguje wszystko co powiem na ten temat. Choćbym przedstawiała jej gotowe raporty, dokumenty, opracowania i tak będzie mnie przekonywała bezsensownymi argumentami do swoich racji.

Anonimie: Mam nadzieję, że sesja pozwoli i znajdziesz czas na byle konstruktywną polemikę. 

Carl: Pozdrów znajomą! Już ją lubię, mimo że stanowi dla mnie poważną konkurencję :D Co do inteligencji jest moim atutem z powodu niedorozwoju urody, więc siłą rzeczy muszę ją wykorzystywać. Przeważnie do odstraszania ludzi. Dziś kobieta nie tylko powinna ważyć mniej niż 50 kilo, ale zaczyna być źle widziane kiedy potrafi się podpisać.

Ech. Sesja, sesja, sesja. Jeszcze tylko mam nadzieję 1 egzamin (tu uśmiecham się błagalnie do wykładowczyni, u której zdawałam ostatnio) i wreszcie będę miała czas na czytanie książek, obcowanie ze sobą i niespotykanie się ze społeczeństwem. Swoją drogą mam zamiar co jakiś czas polecać Wam (lub nie) czytane książki. Pora żeby kultura zajrzała pod strzechy i Ruda pokazała, że umie czytać. A tymczasem dziś znowu słodko- kwaśno, damsko- męsko. Ruda potrafi zepsuć wszystko, co znajdzie się w zasięgu ręki. Ostatnio uszkodziłam wieszak w łazience i zrobiłam to tak mocno, że spadł. Po długich i mozolnych próbach przykręcenia go na miejsce, kilku pokaźnych wiązankach, doszłam do wniosku, że mężczyźni jednak są potrzebni. I nie chodzi tu o to, że nie poradziłam sobie z tym czelendżem. Poradziłam sobie i zrobiłam to wręcz wyśmienicie (wieszak dalej jest na ścianie, mimo że minęły już 2 dni) ale czy nie lepiej i ekonomiczniej byłoby powiedzieć 'się zepsuło napraw' i mieć dodatkowe pół godziny na robienie innych, ciekawszych rzeczy? Oczywiście że tak! Podobnie jak radzę sobie z ciężkimi walizkami, bo kiedy je taszczę, wszyscy usłużni dżentelmeni są akurat na L4. Podobnie jak w przypadku niedosięgania do wysokich regałów i zabijania owadów, gdzie łatwiej uznać mnie za histeryczkę niż po prostu zabić paskudztwo. No i jak tu dzisiejsza kobieta nie ma być silną, niezależną skoro nigdy Was nie ma kiedy jesteście potrzebni? Ja to w ogóle myślę, że teoria o 2 połówkach jabłka jest przereklamowana. A jeśli nie jest moja połówka albo mieszka 200000000000000000000 kilometrów ode mnie albo już zginął pod kołami jakiegoś samochodu. Innej opcji nie ma. Dlatego też postnowiłam sobie kupić psa. Pomóżcie myśleć nad imieniem.
Tymczasem idę dalej uczyć się na zupełnie nieśmieszny egzamin. Adios Misie!

poniedziałek, 18 czerwca 2012

No i jak to mówią euro, euro i po euro. Jestem trochę nie na czasie, ale kiedy tylko usłyszałam, że przegraliśmy już wiedziałam, że 17 czerwca będzie nie tylko imieninami Alberta i laury (wszystkiego najlepszego dla solenizantów) ale przede wszystkim świętem zdejmowania flag z okien, balkonów, samochodów i wyjmowania ich sobie z dupy, bo nie możemy być pewni czy nawet tam nie dotarły. Nie pomyliłam się. Dzień po meczu z Czechami nagle przestało być mi biało-czerwono przed oczami. Z pewnością jest z tego jedna korzyść. Nie słuchałam pijackich śpiewów i wuwuzeli do rana. Jednak prawdziwe przejawy polskości docierają do nas dopiero teraz. Niestety jak nasz kraj długi i szeroki nie umiemy zaakceptować faktu, że przegraliśmy bo byliśmy gorsi, albo po prostu mieliśmy pecha. Dziś każdy z nas obwinia działaczy sportowych, selekcjonera, pogodę, siebie wzajemnie. Ciekawe co zrobią kiedy się dowiedzą, że to moja wina bo kibicowałam Polandii a zawsze jest tak, że drużyna za którą jestem przegrywa. Śmiało więc blejm it on mi. A działaczy zostawcie w spokoju oni po boisku nie biegali...przynajmniej nie w meczu o wszystko.
Kolejnym plusem tego, że euro już za nami jest to, że mężczyźni wreszcie będą mogli poświęcić swoim kobietom więcej czasu. Swoją drogą muszę wam przytoczyć kolejną zabawną historię z mojego życia. Mną jako kobietą mało kto się interesuje, ale kiedy już to robi zwykle jest tak daremnie i żenująco że Jezu.
Od zeszłego roku towarzyszy mi plaga internetowych ruchaczy, którzy bawiąc się w znaną i lubianą zabawę 'zostałeś zaczepiony przez użytkownika (...)' próbują mnie zaciągnąć do łóżka uważając to za szczyt polotu i finezji. Nawet dzisiaj jeden odpowiadając na moje kultura;lne pytanie o co mu się przepraszam rozchodzi i jak mogę pomóc odpowiedział że ma na imię Stefan, ma 30 lat, lubi kobiety i seks bez zobowiązań. Nie wiem dlaczego automatycznie skojarzyło mi się to z tekstem cześć Aniu tu Wojtek, też mam 12 lat, chętnie Cię poznam. Albo co gorsza cześć, jestem Adam, piję od 10 lat. Nie zostało mi nic innego jak pozorując zachwyt inteligentnie kazać mu dać mi spokój. Jak się okazało stary, sprawdzony numer na mienie inteligencji, planów i ambicji jako dodatku do dupy i cycków okazał się jak zawsze skuteczny i niezawodny. Dlaczego tacy mężczyźni boją się takich kobiet? w sumie...dla mnie lepiej no ale dlaczego? Inna sytuacja, jeszcze bardziej groteskowa zdarzyła się ze 2 lata wstecz, kiedy to apsztyfikant najpierw wdał się ze mną w dyskusję na tematy ogólne a później zniknął. Po kilku dniach od jego rozpłynięcia zapytałam czy przypadkiem nie obraziłam go w jakiś sposób, bo czasem nieświadomie to robię więc jakby coś to przepraszam i w ogóle. Napisał że w sumie to szukał tylko dziewczyny do łóżka a ja jestem na to za inteligentna. Jeśli myślicie, że to jest koniec opowieści to nie. Jakiś czas później z rok temu, kiedy już na dobre zdołałam o nim zapomnieć (co wbrew pozorom nie było zbyt trudne) odezwał się znowu, płaszcząc się i posypując głowę popiołem. Pisał o trudnym okresie sprzed roku i o tym jaka to ja nie jestem wartościowa...jeśli dobrze pamiętam zahaczył nawet o wspólne starzenie się. Doprawdy, czekam tylko aż zbierze się ich tak z 10, bo narazie nie opłaca mi się odpalać komory. Panowie apeluję do Was! Nie idźcie tą drogą! Ja rozumiem, że romantyzm ssie i jest kiczowy, sama mam na niego alergię ale bez przesady. Trochę polotu, finezji...CZEGOKOLWIEK. Cóż. kolejny raz zniesmaczona rodzajem męskim udaję się na spoczynek. Adios Misie;*

środa, 13 czerwca 2012

Jestę humnanistą, wolno mi wszyską.

Rozjuszyć mnie i doprowadzić mnie do ostateczności jest stosunkowo łatwo. Trzeba tylko wiedzieć gdzie uderzyć. Dziś po raz kolejny uświadomiłam sobie jak bardzo vintage jestem i jak bardzo nie pasuję do smutnych realiów rzeczywistości, gdzie nie bardzo liczy się to co nosi głowa a jedynie to co nosi stanik, majtki i co udekorowane ładną buzią made by photoshop. Jeśli nie chcesz mieć Rudej za wroga (a nie chcesz) nie należy mówić mi że jestem głupia. Możesz śmiało powiedzieć, że jestem gruba, brzydka i nieśmieszna, cóż zrozumiem, a nawet Ci przytaknę, jednak nigdy NEVER nie mów że jestem głupia. Ten strategiczny błąd popełnił dziś jeden z ludzi, których nazwiska nie podaje się głośno. Pragnę z tego miejsca przeprosić wszystkich Wybitnej klasy inżynierów, którzy są bardziej ludźmi niż ja i którym ze swoimi manualno- językowo- literackimi (?) zdolnościami zabieram tlen. Rodzi się jednak pytanie, czy Wasz mądry świat idei dalej byłby tak kolorowy gdyby nie my? Czy zniżalibyście się do poziomu dziecka, żeby kształcić nowe pokolenia inżynierów? Być może nie zarobię miliona, nie jestem ani w jednej czwartej tak boska a nawet jak Wy, ale cóż. Przynajmniej umiem narysować konia, który wygląda jak koń a nie pies (tu uśmiech w stronę mojego ojca- inżyniera, który zawsze przegrywał w konkursie na lepszego rodzica z moją nieścisłą mamą, która nie tylko ze mną rysowała, wycinała, wyklejała, ale też zdecydowanie lepiej czytała bajki i zarażała mnie umiłowaniem dla literatury i nauk przyrodniczych). Okej możecie mieć mnie za nic nie wartą szmatę, która w przyszłości będzie Wam podawać hamburgery, a na pewno nie zajdzie za daleko, bo przecież tylko matematyka się liczy, jednak nie zdziwcie się proszę, jeśli za kilka lat usłyszycie o mnie jako o tej, która zmienia świat ludzi niepełnosprawnych. Bo Wy to przecież macie w DUPIE. Wy jesteście na to ZA DOBRZY i ZBYT BOSCY i WYSZUKANI. Pluję dziś na was wszyscy zarozumiali ścisłowcy, którzy za nic macie moje zdolności, gardzę waszą wyższością i ciepłym strumieniem traktuję wszystkie potencjalne propozycje pracy w charakterze sprzątaczki w waszych zawszonych imperiach. Płońcie na stosie mendy. Pragnę jedynie przeprosić wszystkich tych, którzy mimo zdolności matematycznych dostrzegają coś jeszcze i którzy nie mają mnie za nic niewartego parcha. Wam podaję dłoń, reszta niech płonie. Pozdrawiam, Ruda. Tymczasem pora wrócić do polonistyki. Adios Misie.

sobota, 9 czerwca 2012

tarira Ojro.

No to moi drodzy mamy w Polandii Euro. Jako że leży mi na sercu dobro naszej ojczyzny, pragnąc wykazać się tradycyjną polską gościnnością pragnę powitać Was Bracia ze Wschodu, Zachodu, Południa i Północy. Witajcie, Welcome, hallo, Salut, Ahoj, привет (nie wiem czy dobrze przetłumaczyło, nie znam cyrylicy, w każdym razie jakby coś to co złego to nie ja) γειά σου, Sveiki, ¡Hola, ciao i tak dalej. Witam Was wszystkich Przybysze z dalekich stron w kraju, gdzie wódka jest zawsze zimna, kobiety gorące a orkiestra gra do końca. Na wstępie pragnę przeprosić za stan dróg, kolei, kulturę osobistą polskiej swołoczy i krakowskie gołębie. Pragnę zapewnić, że dołożę wszelkich starań, aby Wasz pobyt tu był udany i abyście wrócili do domów z przeświadczeniem, iż Polska to już nie komuna i białe niedźwiedzie na ulicach a kraina mlekiem i wódką płynąca. Po pierwsze gwarantuję, że na czas euro nie będę wychodzić z domu, żeby nie przełamywać mitu o urodzie Polek. Do Przyjaciół Moskali kieruję szczególne słowo NIE LĘKAJCIE SIĘ. Pan Jarosław nie jest szkodliwy. Pluje jadem na wszystkich, nie tylko Was. Na mnie też pluje, bo nie wspieram rozgłośni Radia M. i oglądam TVN. Przygotowałam dla Was również moi mili goście krótki niezbędnik pod tytułem jak przetrwać w Polsce:
  1. Nigdy nie odmawiaj wódki. Kto wódki nie pija ten jest wywrotowcem. Więc lej prosto w gardło i zapijaj.
  2. Nie karm gołębi krakowskich. Wszyscy staramy się ich pozbyć więc je głodzimy. 
  3. W Polsce zawsze wszystko jest złe, smutne i do dupy, więc nie próbuj nas przekonywać że jest inaczej.
  4. Przyswój słowo k***a jako słowo klucz, otwierające wszystkie zamki i pasujące do każdego kontekstu, 
  5. Tematy zakazane: Katyń, Smoleńsk (ku**a), teczki w IPN, polityka w ogóle, polskie kluby piłkarskie (pamiętajcie NIE WIECIE, NIE ZNACIE SIĘ, NIE STOICIE PO NICZYJEJ STRONIE) i jeszcze pewnie sporo innych. Najlepiej rozmawiajcie o pogodzie i chorobach. Te tematy są zawsze spoko, na czasie i chodliwe.
Czyli że spotykamy się w finale? Okej tyle ode mnie. Niestety poza powitaniem nie mam za wiele do powiedzenia, bo generalnie mam gdzieś ten cały cyrk i niemożebnie drażnią mnie wuwuzele. Więc bawcie się, imprezujcie, zwiedzajcie, kibicujcie i omijajcie rudy punkt na krakowskiej ulicy, bo nie chce mi się z Wami gadać i was oprowadzać. Adios Misie;* 

niedziela, 27 maja 2012

Carl: Nie jestem osobą aż tak skrajnie złą, żeby nienawidzić ludzi za ich szczęście. Nigdy tez nie starałam się niczyjego szczęścia niszczyć. Więc wbrew obiegowej opinii nie jestem aż takim wcieleniem zła i szatana. Chociaż wiem, że się mną interesuje, bo jeszcze niedawno na mojej głowie jawił się żel...niestety nie mam już irokeza i nie muszę sklejać czupryny.

Jadzeg: byłam?

Dawno się do was nie odzywałam. Nie chcę raczyć was byle czym, byle napisać i byle stali bywalcy mieli co czytać. Co jakiś czas zbieram w całość swoje przemyślenia i wtedy do was wpadam. Poza tym jestem ostatnio dość zajęta,  bo mam praktyki, a dzieci zwłaszcza małe są dość jak wiadomo absorbujące. I w sumie o dzieciach dzisiaj słów kilka również będzie, bo temat macierzyństwa jest z dziećmi luźno bo luźno, ale wciąż związany. Wczoraj w nadwiślańskim kraju obchodziliśmy Dzień Matki. Tu składam wszystkim mamom na całym świecie, zwłaszcza tym, które czytają rudowłosy świat serdeczne życzenia. Ja wczoraj zaliczyłam powrót do przeszłości, bo kiedy przyszłam do mojej mamy z kwiatami, wiedziałam, że uśmiecha się tylko z grzeczności. Bukiet był paskudny. Nauczyło mnie to tylko tego, żeby nie kupować kwiatów na wyjątkowe okazje w dniu tych okazji, bo odwalają wyjątkową fuszerkę. Na szczęście mama, nauczona latami doświadczeń i otrzymywania paskudnych, dziecinnych laurek i figurek z plasteliny uśmiechnęła się ogarniając mnie ramieniem i zapewniając, że są piękne. Nie były. Uwierzcie nie były, a ja dawno nie wstydziłam się tak bardzo jak wczoraj za to co daję drugiej osobie. Jeśli sądzicie, że mam zamiar jechać dzisiaj po mojej mamie, jesteście w błędzie. Jest jedną z niewielu osób, które jeszcze w ogóle szanuję na tym świecie i która bądź co bądź trochę ze mną przeżyła. Okresy buntu, ,urazy, pierwsze próby z alkoholem (znaczy ona mnie ratowała a nie poiła), zakażenie gronkowcem...nie miała ze mną łatwo. Nadal nie ma, bo mnie do ideału wciąż sporo brakuje. Jakby na to nie spojrzeć, to ona odegrała główną rolę w moim byciu tutaj. Okej ojciec może i przyczynił się w pewnym stopniu do mojego powstania, ale to ona dała się za mnie pokroić, żebym przypadkiem nie urodziła się niedotleniona czy coś tam. Patrząc na jej i jeszcze kilku innych matek przykład dochodzę do wnioksu, że ja za cholerę nie nadaję się na rodzicielkę. Po pierwsze przez bite 9 miesięcy i kilkadziesiąt następnych po urodzeniu paskudy juniora, trzęsłabym się o potencjalne niepełnosprawności, które mogłyby się u niego rozwinąć, czym skutecznie trułabym życie nie tylko sobie, al i jemu i całemu otoczeniu. Po drugie nie uważam, że kwiaty raz w roku mogą być warte igły w kręgosłupie, nacinania krocza i świadomości przeciskania się człowieka przez moją waginę. W dodatku musiałabym to kochać a do tego coraz mniej zdolności mam. No i nie mogłabym bezkarnie szydzić z jego nieogarnięcia, bo przecież to karalne i mogłoby mu zwichrować psychikę. Ogólnie kocham dzieci. Mogą ze mną robić co chcą i nigdy nie odmówię im pomocy. Póki są obce. Dla swojego z pewnością byłabym wyrodną matką, której prędzej czy później by się wyrzekł a ja nie mogłabym się temu dziwić, mając świadomość jak paskudnym człowiekiem jestem. Także tego. Dzięki Bogu, tudzież innej sile sprawczej nie mam póki co dzieci i niech tak zostanie, amen. Chociaż uprzedzając wasze obawy, jeśli kiedyś zdarzy mi się mieć małą paskudę lub małego paskuda, postaram się pokochać jak swoje i nigdy, never nie zdecyduję się na aborcję 'bo tak'. Kim by nie było (nawet nosicielem moich genów) ma prawo żyć. także tego. adios Misie;*

poniedziałek, 14 maja 2012

Przepraszam, jeśli Cię uraziłam Carl, nie chciałam. Niska tak, puszysta kwestia gustu ale w mojej opinii tak, jadowita i szydercza bywam, w okularach chadzam tylko ta zacięta mina. Owszem często bywa, ale ogólnie dość często się śmieję...wiem nie pasuje to do mojego opisu, ale tak, bywam uśmiechnięta, zwłaszcza wśród ludzi których znam. Jadzeg napisał mi kiedyś, że zupełnie inaczej zachowuję się wśród obcych a inaczej przy znajomych. To nie kwestia fałszywości, nie nie. Ja po prostu nie umiem podejmować relacji społecznych. Przypomina mi się tu sytuacja, kiedy któregoś dnia wychodziłam z mieszkania. Może już kiedyś to opisywałam, ale doskonale nadaje sie to do opisu mojego przypadku. Wychodząc z mieszkania spotkałam chłopaka. Schodził z góry, ja zamykałam drzwi. Powiedział cześć a ja odpowiedziałam. Szliśmy chwilę razem, w milczeniu. Próbowałam wymyślić cokolwiek logicznego, co mogłabym do niego powiedzieć- na próżno. Jedyne co przyszło mi na myśl to stwierdzenie, że zimno dziś i że fajnie się mieszka w tym naszym bloku, jednak jak wiadomo nie mogłam tego powiedzieć, bo jedynie pogorszyłabym swoją sytuację. Rozeszliśmy się nie mówiąc ani słowa. Często rozchodzę się z ludźmi bez słowa. Ja po prostu nie umiem z nimi rozmawiać ani ich zatrzymywać przy sobie. I szczerze mówiąc szlag mnie jasny trafia kiedy widzę jak moi znajomi układają sobie życie, wychodzą za mąż, rodzą dzieci, przeżywają romanse i zauroczenia a ja brnę sama jak ten lodołamacz, który musi pogodzić się z faktem, że resztę życia spędzi z buldożkiem francuskim, którego nawet jeszcze nie mam. Nieuniknione jest, że któregoś dnia zostanę sama. I wiem co powiesz, jestem taka młoda i mam całe życie przed sobą. Może nawet będziesz mnie zapewniał, że przecież jestem ładna i w ogóle wystarczy sie otworzyć a miłość na pewno czeka za rogiem. Nie czeka. Nie czekała nigdy ani nie zanosi się na to, żeby miała się zza niego wyłonić. Po prostu już nie wierzę w  szczęście ani miłość...moje szczęście ani moją miłość. Czuję się nieco wypalona wewnętrznie swoją samotnością, tymi wszystkimi kobietami w moim otoczeniu. Uwielbiam je, ale z drugiej strony mam świadomość, że żyjąc tylko w ich świecie. Marzeniem wielu kobiet w tym moim jest chociaż raz zaprzeć dech w piersi jakiegoś mężczyzny. Ja nie zaparłam i nie zaprę. Blogi są jednak dla niezrównoważonych i nieradzących sobie z własnym życiem. Adios Misie.

sobota, 12 maja 2012

Carl: Urzekło mnie Twoje stwierdzenie 'ludziom i facetom' przyłóż łapkę do monitora, właśnie przybijam Ci wirtualną piątkę. Rozmawiałam niedawno ze znajomą, która również czyta rudowłosy świat Paskudy i Twoje komentarze. Nie wiem czy Cię to ucieszy czy zmartwi, w każdym razie stałeś się częstym elementem naszych dyskusji. W każdym razie znajoma stwierdziła, że mi pojechałeś w ostatnim komentarzu i że powinnam się na Ciebie obrazić. Ja powiedziałam jednak, że o prawdę nie można się obrażać. Trzeba ją szanować, bo staje się towarem deficytowym. Skoro mogę Cię stworzyć jakim chcę, będziesz przede wszystkim dobrym człowiekiem. Nie możesz być za wysoki, bo ja jestem niska. Nie możesz też być za niski, bo lubię obcasy i mimo chorego kolana wciąż je noszę a nie chcę być od Ciebie wyższa. Możesz być brunetem, blondynem, rudym, Azjatą czy Eskimosem możesz być kimkolwiek, ale bądź dla mnie dobry. Kiepska dziś pogoda dla dobrych ludzi, pewnie dlatego ich tak mało. Poza tym muszę się z Tobą zgodzić, że w internetach możesz powiedzieć o sobie wszystko, a ja tego nie zweryfikuję. Tak samo jak Ty stworzyłeś mnie jako wredną, jadowitą, zakompleksioną sucz, która pewnie w Twoich myślach przypomina dziewczyny z playboya...nie przypominam. Swoją drogą, byłam ostatnio ze znajomym w sklepie RTV AGD. Chciał kupić nowy telewizor, ale że i on i ja znamy się na tym jak słoń na całkach poprosiliśmy o pomoc pana z obsługi. Mimo że niemożebnie drażniło mnie jego kompulsywne powtarzanie frazy 'tak zwany, zwana, zwane' natchnął mnie do ładnego podsumowania ostatnich dni. Powiedział, że on by się nie zdecydował na kupno telewizora ani żadnego innego sprzętu jednej ze znanych marek, bo jest za ładny, żeby go użytkować. Zaprojektowany przez Armaniego telewizor zapewne rozpadnie się na pierwszym zakręcie. No bo w sumie czego spodziewać się po naćpanym gościu projektującym majty i zegarki? Zdaniem pana Kazimierza jakość broni się sama i nie potrzebuje do tego dizajnu. Podobnie jest z ludźmi. Jeśli są niezawodni i mają w środku japońską precyzję, ludzie będą w nich inwestować, pomimo czasem gorszej jakości szaty graficznej. Im ładniejsze opakowanie, tym gorsze wnętrze. Ludzie niemający nic do zaoferowania zbyt dbają o wygląd, żeby przykryć wewnętrzną pustkę lub co gorsza zgniliznę. Wbrew moim ogólnie panującym zwyczajom wybrałam się ostatnio między ludzi, żeby zebrać trochę materiału empirycznego do przemyśleń, lub jak kto woli na koncert i piwo z koleżankami. Spotkałam tam również mężczyzn, którymi postanowiłam wyjątkowo nie gardzić, lecz spróbować nawiązać więź emocjonalno- społeczną. Pierwszy miał na imię nie pamiętam jak, nie było to dla mnie istotne. Był znajomym mojej koleżanki. Podszedł do nas nonszalanckim krokiem, a im był bliżej tym bardziej myślałam sobie 'o nie, idzie do nas, o nie zaraz usiądzie, o nie zaraz zacznie do mnie mówić', a wszystko to przy filmowym zwolnionym tempie. Nie powiem, przystojny był. Każda normalna dziewczyna zgwałciłaby na miejscu przypakowanego, nażelowanego bruneta z nonszalancko rozpiętą koszulą i zatkniętymi na czubku głowy okularami przeciwsłonecznymi z filtrem chroniącym jego czarne oczy. Takie physis wschodzącej gwiazdy piłki nożnej tudzież innego sportu, gdzie występują panowie do patrzenia, rzadko (choć czasem się zdarzają) do rozmowy. Już samo jego wejście wywołało u mnie falę niechęci, lecz czara goryczy przelała się kiedy otworzył usta. W sumie to sporo jest ludzi, którzy póki milczą zasługują na mój szacunek. Niestety zwykle później otwierają usta. Dalej był tylko przesącz jego słów bla bla bla TRENING bla bla bla PRACA bla bla bla STUDIA. Generalnie nie powiem wam o czym do mnie mówił, bo siedziałam gapiąc się w jakiś nieokreślony punkt w czasoprzestrzeni i myślałam jakim kalibrem go załatwić.  Niestety to dość powszechne zjawisko. Nie wiedzieć dlaczego mężczyźni uważają dziś, że skoro mają ładną powłokę nie muszą mieć wnętrza. Zwłaszcza, kiedy coś trenują. Wyznają zasadę 'pójdź w me ramiona i doceń fakt, że z Tobą rozmawiam' cóż...w takich przypadkach zostaje mi tylko w na ogół dość lapidarny sposób uświadomić że nooo nie rozłożę przed nim nóg na trzy cztery. Ech. A na dodatek przeważnie nie chwytają mojego wyszukanego poczucia humoru i zamiłowania do imiesłowów, którego tu nie okazawszy za często. Morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany, gdy za ładna jest buźka, to się nie spoufalamy. (bo w środku pewnie gnój) Tym czasem leciwszy na swój reczital fletowy. Adios Misie;*

niedziela, 6 maja 2012

Bo oczy są zwierciadłem duszy, a ja boję się pokazać zbyt wiele. Męski wzrok mnie peszy. Zawsze największą traumą jest przejście obok grupy mężczyzn, którzy mogliby na mnie zerknąć. Jeśli to robią nie wiem, czy jestem brudna, brzydka, czy z kimś mnie mylą. Dlatego zwykle nie patrzę ludziom, a zwłaszcza mężczyznom w oczy. Zwłaszcza wieczorami, żeby nie sprowokować potencjalnego napastnika. Ogólnie wierz mi albo nie Carl, ale jestem dość nieśmiałą dziewczyną, którą ciężko poznać. Gdybyś spotkał mnie w innym miejscu i czasie, gdybyś zagadał w barze, albo był kolegą z uczelni, pewnie nie miałabym tyle odwagi, by powiedzieć Ci tego wszystkiego co piszę tutaj. Pewnie nawet byś nie zagadał, bo zwykle nie rzucam się w oczy. Nie wzruszam, nie zachwycam i nie przyciągam męskich spojrzeń. Ja nawet nie zapieram tchu w piersiach W sumie od zawsze brakowało mi tego czegoś, co wyróżnia piękne kobiety. Teraz Cię pewnie rozczarowałam i zburzyłam wizerunek siebie w Twoich oczach. Będę to musiała jakoś przeżyć. Swoją drogą wczoraj się naoglądałam tej Samotności w sieci i teraz mnie naszło na pisanie głupot. Bo wiecie, uświadomiłam sobie, że w dzisiejszych czasach znacznie zubożały relacje społeczne w ich rzeczywistym wymiarze. Nie ma obcowania z drugim człowiekiem. Twarz rozmówcy widzimy w avatarze. Sztywne zdjęcie, bez ekspresji, zapachu, mimiki, bez tego wszystkiego co buduje ogólny wizerunek człowieka. Czytacie moje wypociny. Niektórzy z Was bywają tu pewnie bardzo często. Istnieję dla was jako wirtualny twórca, ale nie widzicie mnie takiej jaką znają przyjaciele, rodzina. Większość z Was nie doświadczyła mnie i nie doświadczy nawet jako przechodzień na ulicy. Nie usłyszycie mojego głosu, śmiechu, nie zobaczycie gestów. Ja waszych też nie. Nie znacie mnie, a jednak wiecie o moich poglądach więcej, niż niejeden ignorant w świecie realnym. Nawet Ty Carl. Istniejesz w moim świecie, ale pewnie bardzo zniekształcony. Nie wiem, choćbym chciała wiedzieć jaki masz kolor oczu, jaki głos, czy zarost, jak pachniesz i jak jesteś ubrany. Nie chodzi tu o durnawe opisy nastolatków na portalach społecznościowych. Mam na myśli raczej to, co dostrzega się, a przynajmniej ja dostrzegam w ludziach z mojego otoczenia. Dziś, moja przyjaciółka powiedziała mi, że jest w stanie bez patrzenia, wyróżnić moje kroki, spośród innych. 'Stawiasz mocne, głośne kroki' powiedziała. ' nawet jak wchodzisz do klatki jestem w stanie powiedzieć, że to Ty'. Istnieję dla niej tak bardzo, jak ona dla mnie. Wiem jak pachnie, jestem w stanie opowiedzieć jak chodzi, nawet kiedy obgryza skórkę przy paznokciu. O Tobie Carl nigdy się tego nie dowiem. Ma to swój urok tajemniczości. Ale do tej pory nie wiem, czy jesteś wysoki i czy masz ciemne oczy. Swoją drogą ciekawe, jak Ty mnie widzisz. Dlatego też nie lubię ebooków. Stare książki pachną i wyglądają zupełnie inaczej niż nowe, a zapach i wygląd każdej z nich jest niepowtarzalny i przypisany do pewnej historii. Ludzie też są historiami. Każdy inną, każdy ciekawą. Podobnie jak kawałek plastiku i matryca z azbestu zabija przyjemność czytania, tak samo internet zabija nas. 'Czujesz ich jedynie przy pomocy pocztowego kleju' śpiewał Kazik. Wy mnie ani ja was nawet nie poczuję, bo internet nie pachnie. Koniec filozofii na dziś! Jutro szkoła i życie realne. Adios Misie.;*

sobota, 5 maja 2012

Tak wiem, czujecie się zaniedbani i samotni bo Ruda przestała pisać. Po prostu ostatnimi czasy nic nie skłoniło mnie do głębszej refleksji. Żyłam raczej z dnia na dzień tworząc kolejny rozdział pracy i kursując w te i z powrotem między domem a biblioteką. Kupiłam sobie nową szminkę wiecie? Taką różową, psychodeliczną, zupełnie nie w moim stylu. Biegam sobie więc teraz w koturnach po mieście z różową szminką na ustach. Czuję się jak szef. Jak milion dolarów z monopoly, którymi można by rzucać w pijane szampanem picollo dziwki. W ogóle wiosną czuję się jak milion dolarów z monopoly. Wyłażąc ze skorupy zaczynam przypominać kobietę. W tym roku długowłosą, bo zaczęłam żreć skrzyp. Jak narazie zjadłam 4 tabletki, czekam na efekty. Zaczęłam też regularnie się odżywiać i ćwiczyć ośmiominutowy abs. Na próżno. Cóż z tego, że sie przepoczwarzę, skoro i tak nie spojrzę żadnemu z was, samców w oczy? Nawet teraz, ludzie imprezują, uprawiają seks, przyjmują oświadczyny, generalnie się socjalizują a ja siedzę w nocnej koszuli i oglądam samotność w sieci. Brakuje tylko butelki wina i papierosa. No i rozmazanego tuszu. W sumie z całej trójki zostałoby tylko wino. Papierosy nigdy mi nie smakowały, chociaż wyglądałam z nimi dobrze. Powiedziałabym, że jak gwiazda przedwojennego kina, ale nie jestem ani przedwojenna, ani tym bardziej nie jestem gwiazdą. Tusz też mi się nie rozmazuje, bo rzadko płaczę. No i kupuję wodoodporne kosmetyki. 
Carl. Nie odzywałeś się długo....za długo. Lubię kiedy komentujesz to co piszę. Jesteś takim trochę Eliotem. Zdecydowanie nie powinnam oglądać takich filmów. Kiedyś kazałam Ci się nie przywiązywać, a teraz czekam na komentarz od Ciebie. Silly me.

środa, 25 kwietnia 2012

Nie płacz kiedy odjadę.

O tym, że mężczyźni to dziwna nacja przekonywałam was już setki razy. Wspominałam też pewnie, że mężczyźni mają dziwną manierę przychodzenia i odchodzenia w najmniej odpowiednim momencie. Rosyjscy naukowcy wciąż nie wiedzą dlaczego. Jednak nie lękajcie się! Ruda, po długich latach żmudnych badań ma dla was zaskakujące wnioski, którymi chętnie się podzieli. Nie jestem jeszcze w 100% pewna, czy jest to jedyny powód, ale śmiem twierdzić, że męskie odchodzenie związane jest z głęboko zakorzenionymi w nich instynktami, wynikających z zamierzchłych tradycji patriarchalnych, kiedy to mężczyzna wychodził z jaskini na polowanie. Tu pozwolę sobie na dygresję. Ignorancja ludzka osiągnęła w moich oczach kolejny level dna. Łapka w górę kto wie co to antropologia. Nie patrzcie tak na mnie. W grupie 20 studentek tylko 8 wiedziało. Dlatego pytam was moi drodzy odpowiedzi proszę wysyłać na adres rudowlosyswiatpaskudy@onet.pl na zwycięzcę czeka nagroda w postaci pukla włosów Rudej Paskudy, z autografem i nasączonym moimi perfumami. Do dzieła! Wracając jednak do sedna. Jak wiecie dawno, dawno temu, kiedy nie było internetu i iphone'ów głównym zadaniem mężczyzny było ruszyć tyłek z jaskini i wrócić tamże z mamutem. Najlepiej młodym, nieżylastym, żeby dobre miękkie kotleciki były. W tym czasie kobieta siedziała w domu i rodziła dzieci. Mężczyźni od zawsze mają w sobie gen myśliwego, i to nie dlatego, że sporo myślą. (da bum tsss) Poza bujnym owłosieniem, które jest dowodem...albo nie będzie bez obrażania i wypominania ogniw w ewolucji, w każdym razie do dziś mężczyźni nieufnie podchodzą do zwierzyny, która kładzie się i mówi okej zabij mnie, a później zeżryj. Drogie panie, zapamiętajcie sobie po wsze czasy, kiedy wam zacznie zależeć on zrezygnuje z polowania. Straci apetyt i odejdzie. Tak Carl, do Ciebie też mówię. Za każdym razem, kiedy zaczynam mieć poczucie hm w sumie ten facet to taki całkiem mężczyzna a nie samiec, on po prostu sobie idzie. A ja zostaję tak o. Też tak macie? Czy żeby podtrzymać ciągłość gatunkową musimy wiecznie uciekać i nie dawać się złapać? Oczywiście, powiecie, że to żadna nowość. W końcu do zimnych, wyrachowanych suk zawsze zlatuje się najwięcej kundli. Słusznie. Tylko dlaczego później narzekacie, że jesteśmy takie paskudne? Skąd później te wszystkie piosenki o zdradzieckich szmatach, które zostawiły was dla innego? No właśnie. Cóż ja już chyba będę lecieć. W końcu to całkiem kobiece wiecznie uciekać i się nie przywiązywać. I odchodzić zanim ktoś zauważy. Adios Misie.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Ładnie pani dziś wygląda...- a wczoraj nie?

Dziś rzecz będzie całkiem kobieca. O komplementach mianowicie, których często nie umiemy przyjmować, a wcale często nie dostajemy. Przeczytałam kiedyś obfity w lapidarne słowa tekst o kobietach, które na wszelkie pochwały reagują negacją. Istotnie, może to być nieco irytujące dla komplementującego, więc w pierwszych słowach mojego wieczornego wywodu spieszę przedstawić jedną z moich podstawowych zasad. W KOMPLEMENTY SIĘ NIE WIERZY, ZA KOMPLEMENTY SIĘ DZIĘKUJE! Nikt nie każe wam wpadać w samozachwyt, jednak kurtuazyjne 'dzięki' załatwi sprawę. Z drugiej strony, sama nie umiem reagować poprawnie, i czasem przez nieuwagę wymknie mi się jakieś głupstwo ktoś: o Ruda, nowa fryzura, ładnie Ci. Ruda: nieee tam nowa...po prostu umyłam włosy, albo Ktoś: Ruda, jak Ty to robisz, ze masz taką średnią? Ruda: um...może to skutki czarnobyla? Ludzie, którzy mnie znają i lubią (tak wiem, trudno w to uwierzyć ale takie połączenie się zdarza) po prostu się śmieją, wiedząc, że takie mam poczucie humoru. Innym muszę się później gęsto tłumaczyć, bo wpadają w konsternację. Moi drodzy to wcale nie są przejawy nieskromności z mojej strony. Ja wcale nie proszę o więcej. Ja po prostu słysząc coś miłego na swój temat nie wiem gdzie oczy podziać i sie czerwienię. Takie już ze mnie płoche dziewczę. Sądzę, że nie jestem w tym osamotniona. Kiedyś na jednych z pierwszych ćwiczeń prowadząca kazała nam się przedstawić. Z reguły nie wiem co o sobie powiedzieć, więc nie lubię tego rodzaju zabaw, ale tym razem czelendż był inny. Każda z nas miała przedstawić swoją sąsiadkę z ławki, mówiąc o niej coś miłego. Oczywiście naturalnym odruchem było mówienie NIE PRAWDA! Na koniec prowadząca powiedziała, że jak same widzimy nie łatwo jest słuchać pochwał na swój temat. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że dziś ludzie nie umieją przyjmować pozytywnych opinii na swój temat, ponieważ świat pełny jest chamstwa, fałszywości i plastikowych uśmiechów z torebki. Oczywiście mogę się mylić, w sumie to nie znam się na zbyt wielu rzeczach. Poza tym komplement komplementowi nie równy. Z marszu jestem w stanie wymienić kilka zaobserwowanych przeze mnie rodzajów:
  • KOMPLEMENTY PRAWIONE PRZEZ MĘŻCZYZN, CHCĄCYCH ZACIĄGNĄĆ KOBIETĘ DO ŁÓŻKA, I/LUB PODERWAĆ mam małe doświadczenie w tej kwestii szczerze mówiąc, turpiści są gatunkiem rzadkim, wymierającym. Zwykle jednak bazują one na chwaleniu wyglądu w mniej lub bardziej wyszukany sposób, lub w moim przypadku intelektu. Rodzi się pytanie jakiego intelektu. W moim przypadku intelektu misia  bardzo małym rozumku. 
  • KOMPLEMENTY PRAWIONE W CELU OSIĄGNIĘCIA CZEGOŚ każdy z nas zna chyba bajkę o kruku i lisie. To właśnie ten kaliber. Jeśli nie jesteśmy zbyt zadufani w sobie, łatwe do wyeliminowania. Przeze mnie zbywane zwykle prostą dobitną frazą: nie wiem, nie znam się, nie umiem, nie mam pieniędzy. Zwykle działa za pierwszym razem, jednak w przypadku osobników z naturą akwizytora trzeba czasem użyć czynnej napaści.
  • KOMPLEMENTY POPRAWIAJĄCE HUMOR, ALE W GRANICACH SZCZEROŚCI w pedagogice polega to na wskazywaniu mocnych stron ucznia i pokazywania mu jak wiele już zrobił i jak mało mu zostało do końca zadania. W życiu komplementy takie spotyka się zwykle w przypadku rozmów z osobami załamanymi albo niewierzącymi w siebie. I tak nie uwierzą, ale próbować warto i należy.
  • KOMPLEMENTY KURTUAZYJNE kiedy ktoś mówi mi, że mam ładny kolor włosów, choćby jej farba była bardzo przeciętna przyznam, że też ładnie wygląda. To nie fałszywość to kobieca logika i nasz mały puszysty światek.
  • KOMPLEMENTY W STYLU NIE CHCE MI SIĘ SPRZĄTAĆ, NIECH MÓJ MĘŻCZYZNA ZROBI TO ZA MNIE. Przecież nikt tak dokładnie nie poodkurza jak Ty Kochanie:* Wersja gwarantująca 100% sukces wiąże się z pokazaniem cyca lub poślada wedle gustów i guścików.
To chyba tyle grup komplementów według Rudej. Służę podziałem wszystkim piszącym prace licencjackie i magisterskie. Nie będę was ścigać za plagiaty. Znam ból transformowania zdań. Okej, moja kolej na prysznic. Adios Misie:*

środa, 18 kwietnia 2012

Carl: albo jesteś bardzo stary, albo budzisz postrach. Powinnam się bać i czuć wyrzuty sumienia bo powiedziałam do Ciebie młody człowieku? Hm....nie czuję. Taki już nas belferski przywilej, że możemy wyzywać od dzieciaków każdego kto się nawinie.
Nie rozumie, dlaczego zawsze, ilekroć moja kora podsuwa mi jakiś mądry, z przesłaniem i na poziomie pomysł na notkę, kretyn los postanawia dostarczyć mi okazji do opisania czegoś na pograniczu absurdu i złego smaku. O istnieniu pola magnetycznego i tego, że niektóre substancje się przyciągają nie muszę chyba nikogo przekonywać, ani specjalnie zagłębiać się w mechanizmy funkcjonalne tego zjawiska. Wyobraźcie sobie, że Wasza ulubiona Ruda Paskuda również ma właściwości magnetyczne. Serio. Mam wyjątkowy dar do przyciągania ekshibicjonistów, miłośników jazdy na ręcznym. Mówiłam, że tematy które dyktuje mi los są na pograniczu dobrego smaku? Moja przygoda z wesołymi panami zaczęła się jakieś 3 lata temu, kiedy jeszcze jako młode, płoche dziewczę szłam sobie najspokojniej z koleżankami nad jezioro. Spotkałyśmy nieskrępowanego zupełnie innymi spacerowiczami pana, który ochoczo pokazał nam co ma najlepszego i co potrafi z tym zrobić. Spieszę wyjaśnić, że nie był ani pierwszej młodości, ani przesadnie przystojny. Jak na prawdziwego katolika przystało wybaczyłam, zapomniałam, jednak jakiś rok temu znowu spotkałam tego samego pana, znowu w dość jednoznacznej sytuacji. Przyznam szczerze, że tym razem nie było mi już tak do śmiechu. Szłam sama, uliczką, gdzie mało kto chodzi. Na szczęście nie poszedł za mną. tamtego dnia wracałam do domu okrężną drogą. Ostatnia na szczęście historia to świeżynka. Wsiadłam do wieczornego tramwaju pod uczelnią. Czekał na mnie w pełnej krasie, popijając wódkę. Uhhhh na szczęście mnie nie widział i mogłam schować się w tłumku ludzi na drugim końcu pojazdu, gdzie z w miarę zaspokojoną równowagą psychiczną mogłam dojechać do celu. Jeśli ktoś zapytałby mnie gdzie jest moja granica tolerancji i dobrego smaku odpowiedziałabym że właśnie tu. Nie wiem skąd bierze się takie zjawisko i co motywuje takimi ludźmi, jednak nie mogę, nie potrafię tego zaakceptować. Najgorsze jest to, że nie tylko ja mam takie doświadczenia i wiele moich koleżanek. Rodzi się pytanie co robić w takiej sytuacji? Krzyczeć, ignorować, krytykować? Ja wybieram ignorancję jak zawsze, jednak zwykle jeszcze długo po spotkaniu pałam niesmakiem do mężczyzn. Ja rozumiem, jesteście samotni, macie swoje potrzeby OKEJ ale nie każcie ludziom na to patrzyć to obleśne i budzi najgorsze instynkty. Przynajmniej u mnie. Cóż, idę przeżywać traumę a was zostawiam w zniesmaczeniu. Smacznego, i dobrej nocy Adios Misie;*

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Money, money, money.

Nie od dziś wiadomo, że Polandia jest krajem absurdu. O ile często przednio mnie to wszystko bawi i dostarcza tematów do szydzenia, dziś nie jest mi do śmiechu, a raczej mam nastrój krytyczny. Mam ochotę krytykować wszystko co mi się w ręce nawinie. Z dawnych dni, kiedy się buntowałam przeciwko systemowi, została mi jedna przypadłość. Nie przestał mnie boleć fakt, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Zwykle nasze, wydawane lekką ręką przez zwierzchników.Dlatego też od czasu, kiedy w maturalnej klasie usłyszałam od jednego z księży, że ludzie mało dają na tacę, przestałam dawać cokolwiek. Nie widziałam jeszcze biednego księdza i niemożebnie irytuje mnie postawa roszczeniowa części zakłamanego kleru. Nie mówię oczywiście o wszystkich. Poznałam kilku mądrych, miłych księży, których nie przestanę darzyć szacunkiem. Przede wszystkim choć może to banalne Jan Paweł II. TAK MOI MILI Ruda też ma swoje autorytety i nie jest sobie żeglarzem, sterem i okrętem. Żył skromnie, umarł skromnie. Nie wywoływał skandali i zawsze walczył w słusznej sprawie. Wszyscy Ci, którzy wyciągają łapska po kolejne złotówki emerytów, bo przecież ufundowanie jebitnego sanktuarium całego w złocie pierwszej próby zapewni im zbawienie, powinni się wstydzić i brać przykład z Karola. Niestety nie tylko kler, a przede wszystkim urzędnicy lubią dysponować naszymi pieniędzmi. Imaginujcie sobie moi drodzy, że w Polsce łatwiej jest dostać rentę, kiedy ma się słaby wzrok, niż kiedy jest się całkowicie niewidomym. Dlaczego? Nie mam pojęcia, nie pytajcie mnie, to nie ja wymyśliłam polityków. Pewnie z tego samego powodu, dla którego jeśli stracimy obie ręce i obie nogi w wypadku nie przysługują nam pieniądze, bo przecież renta jest dla tych z chorymi kończynami, których jeśli nie mamy nie mogą być chore. Idąc tym tropem powinni nam zacząć wypłacać pieniądze za życie w chorych czasach, w chorym społeczeństwie. Może Wy macie inne doświadczenia. Ludzie, których ostatnio spotkałam opisali mi dwie powyższe sytuacje. W oświacie moi kochani nie jest lepiej. Tyle się mówi o tym, że maluchy nie mają co jeść a podobnież mają obiady w szkołach likwidować. Niby sanepid ma obiekcje. Jak dla mnie sanepid sranepid PIENIĄDZE KU**A! Gdyby nie było posiłków, czasem jedynych dla dziecka dziennie, nie byłoby dotacji czyli pojawiłyby się kolejne środki do swawolnego rozpieprzania na diety dla senatorów i posłów. No i na pomniki ofiar smoleńska. Poległych na polu chwały. Mają jeden odsłaniać niedługo. Szkoda, ze brakuje kasy na utrzymanie świetlic środowiskowych. Ponoć mają je zamykać. W ramach oszczędności oczywiście. Jak przestępczość młodocianych jeszcze trochę podskoczy będziemy mogli wybudować nowe więzienie na koszt państwa. Zabawa będzie zacna, szampan, przekąski, kobiety nieskromne. Znowu się świnie ubawią.
Carl: tak Tobie młody człowieku. Nie wiem czy jesteś pokoleniem starej czy nowej matury, ale czytanie ze zrozumieniem to podstawa! Co do tego że dziewczyna ma na czym usiąść. Ja mam. Mam dużo krzeseł, kanap, nawet ze trzy fotele. Ewentualnie mogę siedzieć na podłodze. Podobno jak byłam mała tylko to miejsce uznawałam. No i istotnie. Lepiej mieć twarz niż cycki. Bez twarzy wygląda się straszniej.
Tyle na dziś. Idę spać a od jutra zacznę pisać licencjata. Przysięgam. Adios Misie;*

sobota, 14 kwietnia 2012

Pretty woman.

Och Carl, nie bierz wszystkiego co piszę tak dosłownie:) Jeszcze z rok czy dwa mi zostały do bycia starą panną. Pisałam już nawet kiedyś o tym. Nie zapoznałeś się dokładnie z treścią ulotki dołączonej do opakowania, ani nie skonsultowałeś się z lekarzem i farmaceutą. DWÓJA na pół indeksu, na wylot przez 4 kartki. Pisałam ostatnio sporo o mężczyznach. Bluzgałam, krytykowałam, szydziłam, plułam jadem. Dzisiaj dla odmiany postanowiłam pokazać wam moje ostatnie znalezisko. <klik> Oto ono. Przyznam, że jest moją ukochaną pieczareczką na tym całym internetowym oborniku. W sieci aż roi się od zdjęć kobiet. Wiele z nich to pornograficzny chłam. Kicz, przedstawiający kobietę jako przedmiot, śmieć bez finezji i polotu. Pojawiają się również ładne akty, których bohaterki są przeważnie bardzo szczupłe. W istocie, przez małą chudą sycz Twiggy i zaburzony kanon piękna tylko takie dziewczyny mają dziś rację bytu. Oczywiście, każdy mężczyzna zaklina się, że przecież on nie pies i na kości nie poleci. Z doświadczenia wiem, że też nie sikorka, słoniną się nie żywi i dla większości KOBIECE KOBIECE KSZTAŁTY kończą się na rozmiarze 36. Później jest już tylko tłuszcz, więcej tłuszczu i grube świnie. Niestety panowie, true story. Usłyszałam kiedyś nawet od jednego z was, że jestem gruba i jakoś nie wierzy w to, że mogłabym schudnąć. Policja nadal szuka jego zwłok. Znaczy noo poważnie mówiąc to studiuje sobie dalej i żyje własnym życiem, ale wierzcie mi albo nie nie utrzymujemy zbyt bliskich kontaktów. Inną obiegową opinią jest ta, że kobieta kończy się na 50 no GÓRA 55 kilogramach. Przykro mi dziewczyny, większość z was w tym moich znajomych i ja nie jesteśmy kobietami. Jesteśmy jakimś cha wie czym z ponad 50 kilogramami na liczniku. Strona, którą wam załączyłam pokazuje, że nie tylko to co poniżej 50 kilo jest ładne. Ze sporym uznaniem przyglądałam się kolejnym zdjęciom pięknych, różnorodnych kobiet w różnym wieku, o rozmaitej budowie ciała. Gdyby każda z was miała w sobie pewność siebie i swojego piękna świat byłby lepszym miejscem. To smutne, jak bardzo dałyśmy się zmanipulować, to cudowne jakie jesteśmy. God makes no mistakes, na pewno używałam już tego stwierdzenia. Jeśli uda się wam...nam...któregoś dnia uwierzyć w siebie tak naprawdę nie tylko na papierze, to będzie najpiękniejszy dzień ever. Zapraszam do odwiedzania strony, kto ma oczy niechaj patrzy, enjoy.
Oczywiście nie może być za kolorowo. Słowo krytyki być musi. Ludzie to doprawdy dziwna nacja. Pojechałam wczoraj z moją przyjaciółką na zakupy. Jej siostra ma niedługo urodziny, a my potrzebowałyśmy kilku nowych ubrań. Nieopatrznie trafiłyśmy na noc zakupów. Słodki Boże co tam się działo! Nie wspominając o podeptanych ciuchach na podłodze i wieszakach porozstawianych wszędzie RZESZA ludzi. W jednym z sieciowych sklepów z butami kolejka ustawiła się na pół sklepu. Nie wiem...może od dzisiaj komuna wróciła i nie ma butów i ubrań? Trudno powiedzieć. W każdym razie nie popełnię więcej tego błędu i w galerii w noc zakupów mnie nie zobaczą. Kilka dodatkowych szmat w szafie nie jest warte gubieniem się w tłumie co 2 minuty i wyszarpywania sobie ostatnich rozmiarów. Tyle na dzisiaj Misie Puszyste. Ruda idzie spać, a wy jeśli macie jakiekolwiek pytania, zażalenia, chcecie się czymś ze mną podzielić zapraszam na rudowlosyswiatpaskudy@onet.pl Adios Misie;*

czwartek, 12 kwietnia 2012

Carl: Oczywiście, zgadzam się z Tobą. Powinnam podać konkretne przykłady, ale niestety mamy ustawę o ochronie danych osobowych, a ja całą kasę przejadam, przepijam (w sensie mleko, soki, herbata i kawa nie alkohol nie szukaj mi grupy wsparcia) i przemieszkiwuję, więc nie stać mnie na adwokata. W tych z urzędu nie wierzę. Kojarzą mi się z okularami z jednego z sieciowych sklepów z artykułami dekoracyjnymi i nie tylko do mieszkań, czyli raczej kiepskiej jakości. Moja składnia mnie poraża momentami. Anyway. Czy wystarczy jeśli powiem, że z kilkoma zdarzyło mi się chodzić do szkoły i tam całkiem zacnie się dogadywaliśmy? Albo, że w zeszłe wakacje wylądowałam przypadkowo w gnieździe żelu i plastiku (koleżanka świętowała urodziny i naszło się tam również takiego badziewia) no i ze dwóch, trzech było całkiem inteligentnych i nawet dość dobrze wychowanych? Poza tym pojęcie metroseksualizmu jest dość szerokie. Przynajmniej w mojej opinii można wyróżnić kilka stopni "natężenia" mam tu na myśli radykalizm w różowej obcisłej koszulce, liberalizm, znany potocznie jako zadbany mężczyzna i stan pośredni. Zna się na modzie, szuka najnowszych trendów, da o siebie itp, ale nie jest przy tym przysłowiowym plastusiem. Dla wielu ta granica jest płynna i zdania w tej kwestii są podzielone.  Oczywiście ja mam prawo mieć swoje zdanie Ty masz prawo mieć je w de.:) Co do podrywania...śmiaaaało. Póki nie jesteś we mnie zakochany i mnie nie szantażujesz no i nie wysyłasz mi zdechłych ryb jest okej. Ech...żarty, żarty, żarty a kolegę z pracy pozdrowiłeś? A teraz dzieci czas na przemyślenia Rudej. Świeże, nocne, improwizowane, pieczołowicie zebrane. Bo skończyłam dzisiaj zajęcia wcześniej. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że wrócę w takim przypadku do domu, ugotuję obiad, zmienię pościel i umyję okno w kuchni (swoją drogą zaczęło padać kiedy tylko je zamknęłam HIGH FIVE) pewnie bym go wyśmiała. W zeszłym roku nikt nie przypuszczał, że mogłabym ugotować cokolwiek o jednej z lepszych pomidorówek jakie jadłam nie wspomnę. Kiedyś to w ogóle inaczej się żyło. Patrząc wstecz, choćby 5 lat, nie chce mi się wierzyć, że świat...mój świat może sie tak zmienić. 5 lat temu poznałam moją  Przyjaciółkę. 5 lat temu miałam ambicje, żeby zmieniać świat. Wtedy myślałam, że to możliwe. Wierzyłam, że ludzie potrafią być dobrzy, tylko są głupi i trzeba im pomóc. 5 lat temu nosiłam agrafkę w uchu, arafatkę i trampki i słuchałam Pidżamy Porno. Nie żebym nadal nie lubiła odpalić sobie marchfi w butonierce, ale ostatnio znajomy uświadomił mi że Ada, to nie wypada. Powiedział, że to muzyka dla dzieciaków i że ludzie w moim wieku już tego nie słuchają. Zapytałam go więc, jako doświadczonego starszego kolegi, czego się słucha jak się ma 21 lat....powiedział że nie wie, bo jak on miał tyle co ja teraz była inna muzyka. Skoro więc on nie wie, to ja dalej będę słuchać Grabaża i Kazika i Jackowskiej i Rojka i wielu innych przy których dorastałam. Oczywiście wielu powie, że co ja mogę wiedzieć o dorosłości w tym wieku. Pewnie niewiele. Ja się w ogóle na mało czym znam. Tak czy inaczej świat się jakiś inny zrobił. Dziś z dawnych chwil chwały, rebelii i chęci zmian zostało mi tylko gderanie i wyśmiewanie ludzi. Już niedługo poczuję na własnej skórze co to zanik włókien kolagenowych i klimakterium. No i wtedy to już w ogóle się nie ogarnę. KTO MNIE WTEDY ZECHCE?! Ja już jestem za stara dla panów w galeriach handlowych. O nie. W momencie kiedy zaczynam mówić jak podstarzała stara panna pora zejść ze sceny. dobranoc więc.

środa, 11 kwietnia 2012

I see U in da club.

Carl: Tak jak powiedziałam, patrzę na człowieka a nie na masę. Oczywiście są mili i kulturalni ale nie brakuje także rozpieszczonych synków bogatych rodziców mających wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu. Hańba im. Każdego trzeba oceniać inywidualnie, to jedna z podstawowych zasad pedagogiki. Co do Twojego znajomego z pracy uściskaj go od Rudej! Nie zapomnij proszę. Co do panów w ten deseń powiem tak. Powinno się ich przed każdym użyciem wygotować albo chociaż potraktować domestosem. Niczego nie brzydzę się tak jak publicznych toalet i mężczyzn, których każda miała. Jak powiedziała kiedyś moja znajoma nie wiadomo co z ptaszkiem przyleciało. Uuughhh...niesmak. Najgorsze jest to, że większość przybytków rozpusty zwanych potocznie klubami Krakowskimi pęka w szwach od takich gości. Czasem się nawet koło mnie kręcą. Swoją drogą...to takie przewidywalne. Można nawet wyróżnić kilka dla klubowych 'ruchaczy' podstawową taktykę działania:
  1. Faza I PRZYCZAJONY TYGRYS Myśliwy obserwuje zwierzynę. Śledzi mój taniec, obserwuje, wirtualną linijką mierzy mnie od stóp do głów i od głów do stóp.Prześwietla mniej więcej co mam pod ubraniem. Niby nic popija piwo, ukradkiem zerka. Wytrawni gracze zerkają, pierwszoroczniaki, nastawieni na utratę dziewictwa gapią się wręcz maniakalnie. C drudzy zwykle rezygnują w zalążku, wytrawni gracze przechodzą do kolejnej fazy
  2. Faza II SATELITA kiedy myśliwy zdecyduje się już upolować mnie na kolację zaczyna krążyć. Krótko mówiąc łazi za mną po całej sali, niby to przypadkiem znajdując się ciągle tam gdzie ja. Dalej zerka, czasem łapie nawet kontakt wzrokowy. Przeważnie na tym etapie to ja odchodzę, żeby przypadkiem nie przeszedł do fazy trzeciej, ale kilka razy zdecydowałam się w celach badawczych kontynuować farsę.
  3. Faza III COME AT ME BRO! W tym odcinku mój księżyc zbliża sie do mnie. Nie prosi mnie jak na młodego, dobrze wychowanego człowieka przystało do tańca, ani nie pyta o imię. Nie czas na to. Narazie zaczyna się o mnie ocierać. Plecami, później brzuchem, niby ciągle przypadkiem, niby przechodząc zbiera się do ostatecznego skoku.
  4. Faza IV NAJZ TU MIT JU do tego momentu dotrwałam raz...było nawet miło. o imionach się mówiło, o tym kto studiuje i co. Nie było chamstwa, chłopak nawet miły, trzeźwy, nie obmacywał mnie ale...nie należy ufać mężczyznom poznanym przypadkowo w klubie, kiedy wychodzisz z przyjaciółkami cieszyć się wolnością i wspólnym towarzystwem. Po prostu nie. Poza tym prawdopodobieństwo poznania wielorazówki w klubie jest dużo bardziej prawdopodobne niż w każdych innych okolicznościach...więc po prostu wyszłam. Żeby nie doszło do fazy V PANI ŁADNA, JA ŁADNY MOŻE ZADZIAŁAMY? nie mogę jej na szczęście opisać, bo nigdy do niej nie doszłam. I nie dojdę. Bo przeważnie, przynajmniej jak wynika z relacji świadków dochodzi w publicznych toaletach, których brzydzę się równie jak wielorazówek.
Tyle na dziś. Krótko nie powiem, ale jako argument na swoją obronę powiem, że spędziłam 12 godzin na uczelni. Wśród ludzi. Adios Misie więc:*

wtorek, 10 kwietnia 2012

O mężczyznach znów słow kilka.

Okej Carl:) Co sądzę o metroseksualizmie? Jak dla mnie jak w przypadku każdej społeczności, subkultury, grupy społecznej ważny jest człowiek a nie masa. Znam kilku mężczyzn, których można podciągnąć pod wizerunek metroseksualnego. Wiem z doświadczenia, że wiele osób uważa to za niemęskie, za przejaw homoseksualizmu, którego jak  wiesz nie potępiam. Metroseksualni mężczyźni stanowią dla wielu skazę męskim rodzie i uważani są za półprodukt. Dla mnie osobiście jest to nic innego jak właściwa Polsce i polaczkom, nie Polakom, a właśnie polaczkom przez małe pe, ciasnota myśli, stereotypowość ignorancja i ksenofobia. Ludzie boją się tego, co nowe, inne i nietypowe. Podobnie jak kiedyś wynalezienie spłuczki uznano za spisek żydowski, tak dzisiaj mężczyzna, który nie chleje piwska litrami, nie przegryza tego obrzydliwą, tłustą kiełbachą, nie zapuścił pożółkłego od tytoniu wąsa i nie chodzi w śmierdzącej, przepoconej koszulce stanowi wybryk natury i należy to tępić. Wszelkimi możliwymi sposobami, ze wszystkich sił swoich. Doprawdy nie wiem, skąd bierze się w ludziach przekonanie o tym, że zadbany, dobrze ubrany, inteligentny chłopak, który przeczytał w życiu więcej niż ulotkę informacyjną dołączoną do witaminy c jest złem wcielonym. Osobiście wolę towarzystwo inteligenta w miętowym sweterku niż napakowanego kreatyną chama z wsiowej dyskoteki. Oczywiście istnieje i tu pewna subtelna granica, poza którą nie powinien mężczyzna wychodzić. Choćbyś nie wiem jak metroseksualny był powinieneś pamiętać, że to ja jestem kobietą i powinieneś zachować się wobec mnie jak dżentelmen. Odsunąć krzesło, czasem przynieść kwiaty, rozumiesz ogólnie co mam na myśli. Wychodzę jednak z założenia, że dla mężczyzny obytego i inteligentnego jest to oczywiste. No i nie mogę tolerować chamstwa. W żadnej także i w tej grupie społecznej a i takie przypadki zapewne medycyna zna. W każdym razie podsumowując tę część mojej wypowiedzi wolę Cię z kulturą w różowych trampkach niż bez kultury w mega męskim stroju.
Pozostając przy tematyce mężczyzn jako takich, chciałam ustosunkować się do przeczytanego dziś...nie chcę nazywać tego tworu artykułem bo byłaby to swego rodzaju obraza. Przeczytałam takie coś. Zapraszam do lektury, żeby później było Wam łatwiej zrozumieć skąd tyle jadu. Na ogół nie wchodzę na kwejka, ale dzisiaj musiałam po tym jak mój znajomy podpisał się pod tym na facebooku obiema rękami.<PRZECZYTAJ> Drodzy mężczyźni. Doskonale wiecie, że generalizowanie jest złe, ale skoro autor TEGO pisze w imieniu was wszystkich czuję się w obowiązku zwrócić do ogółu. Nie wiem ilu z was podziela poglądy autora tego tekstu, ale trzymajcie się z daleka ode mnie. Myślę, że nie na darmo załączono tam zdjęcie kopulujących słoni. W końcu tak płytkie myślenie właściwe jest raczej zwierzętom niż człowiekowi. Podsumowując. Nie lubisz znajomych swojej dziewczyny, matki swojej dziewczyny, nie lubisz z nią (dziewczyną nie matką) rozmawiać, jej problemy uważasz za głupie...to po cholerę z nią jesteś? Żeby z nią sypiać? Przecież nie chodzi Ci tylko o seks. Kobieta się dla Ciebie nie poświęca gotując Ci obiady, piorąc Twoje gacie, oglądając mecze, których nie znosi, tolerując Twoich głupawych kumpli mówiących tylko o piłce nożnej i seksie? Nie no skąd. Tyle odniesienia a teraz słowo ode mnie. Czy doprawdy w dzisiejszych czasach tylko o seks chodzi? Czy nie umiemy już ze sobą rozmawiać, spędzać czasu na zwyczajnym byciu razem, oglądaniu filmów, spacerach, grach video, piciu piwa ze znajomymi w barze? Ludzie ogarnijcie się! Kobieta nie jest worem na spermę. To, że z każdego kąta wyłażą cycki nie znaczy, że jest to kwintesencja związku. To, że panie w pornosach lubią w pupę i bawi je kiedy spuszczają się im na twarz nie znaczy że każda z nas to lubi. Przynajmniej nie ja...i pewnie nie znajdę przez to nikogo kto mnie pokocha. Bo nie pozwolę na bicie mnie do krwi pejczem i seks z czterdziestoma innymi kobietami. Argument o wierności warunkowanej zaspokojeniem seksualnym w domu też uważam za głupi. Znaczy okej nie zaspokajam Cię zdradzaj mnie, puszczaj się z każdą, która tyłek wystawi ale nie dzwoń do mnie więcej obrzydliwy bydlaku. Kobieta nie jest przedmiotem. Nie pozwolę na upodlenie, zmieszanie z błotem i zgnojenie. Bo jeśli tak to ma wyglądać to od dzisiaj zbieram na operację zamiany mnie w muszkę owocową. Bo kobietą dłużej nie chce mi się być a mężczyzną tym bardziej. Chyba coś w tym jednak jest, że samców jest wielu, mężczyzn prawie wcale. Przepraszam was drodzy czytelnicy za płyciznę mentalną mojej dzisiejszej wypowiedzi, ale musiałam się do tego odnieść, a nie sposób pisać o gównie złotymi zgłoskami. Pozdrawiam wszystkich mężczyzn, którzy szanują kobiety i nie mają nas tylko za zabawki erotyczne, wszystkie kobiety zniesmaczone tekstem pana powyżej i Carla. Bo naiwnie wierzę że jesteś inny. Adios Misie;*

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wychowanie.

Prawda że mężczyźni kochają krągłości? Mój będzie musiał kochać, inaczej nie będzie mógł być mój i niech ginie. Krótko mówiąc jeśli nawet jakimś cudem ostatnimi czasy udało mi się zrzucić zbędne gramy...po świętach zaadoptowałam kolejne zbędne kilogramy. I nie zrobiłam tego z łakomstwa. Ja po prostu nie mogę przeboleć, że jedzenie się zmarnuje a dzieci w Afryce nie mają co jeść. Więc zjadłam, żeby się nie zmarnowało...i zapiłam winem. Porzeczkowym, benedyktyńskim, pysznym. Swoją drogą, to były o dziwo przyjemne święta. Nie powinno mnie to cieszyć, bo nie będę miała z czego szydzić ale NAPRAWDĘ bylo przyjemnie...mimo że miałam mokre włosy...i płaszcz...i spodnie...i wszystko...ale mój osobisty trzylatek tak bardzo się cieszył, że nie miałam serca mu przerywać. Swoją drogą naszła mnie dziś refleksja...nad bezstresowym wychowaniem. Nie od dziś uważam, że jest to fikcja i nie ma czegoś takiego jak bezstresowe wychowanie. Wychowanie to kształtowanie a kształtowanie z natury rzeczy wiąże się z pakowaniem w formę (gdyby pan Witold mnie słuchał a właściwie czytał, pewnie dostałabym w twarz...chociaż w sumie on na końcu sam doszedł do podobnego wniosku...nie ważne). Dziwi mnie to, że ludzie narzekają na dzisiejszą młodzież...przecież sami są sobie winni. Nie od dziś wiadomo, że takie będą rzeczpospolite, jakie młodzieży chowanie. Dorasta na naszych oczach pierwsze pokolenie dzieciaków, których rodzice zachłysnęli się zapewne zachodnią modą na partnerstwo, równość i braterstwo (okej...to raczej wschodnie landy ale w sumie...) wiecie co mam na myśli. Podejście pod tytułem 'pozwalajmy mu być tym kim chce, nie krzyczmy na niego, nie zabraniajmy, bądźmy jego przyjaciółmi', znane nam z głupawych programów jednej z podobno muzycznych telewizji dziś owocuje falą alkoholizmu, narkomanii i ciąż u dziesięciolatek. Dziewczynki wyglądają jak kobiety, kobiety pozwalają im na to, radząc jak dobrać podkład do młodocianej cery, chłopcy na siłe chcą być mężczyznami, tylko zarostu brak. Picie alkoholu jest fajne, palenie dowodem dorosłości...gra w gumę zastąpiona została zupełnie inną gumą i tak dalej...a to wszystko w lukrowo słodkiej miłosnej atmosferze bez grama stresu, w przyjacielskim domu. Szlag mnie trafia, kiedy przychodzą do nas kolejni rodzice, których dzieci weszły im na głowę i zejść nie chcą, a oni nie mają żadnego posłuchu i autorytetu. Trudno się dziwić, odpowiadam zwykle, żeby się nie dziwili, że ich dziecko nie słucha ich w sprawach poważnych, skoro przy okazji błahych panowała wolna amerykanka. Zoooobacz kochanie! Staś zrzucił wazon,  nie krzyczmy na niego, żeby nie hamować jego ekspresji. Pięć lat później Staś ląduje na komisariacie a rodzice bezradnie rozkładają ręce, bo nie są w stanie wpłynąć na dziecko. Wtedy zwykle to my, nauczyciele jesteśmy winni, bo szkoła ma wychowywać. Oczywiście że ma....ale nie przerobi całego gnoju, który naprodukowaliście. Swoją drogą jak już jesteśmy przy oświacie...czy licencjata można napisać od myślników? Bo jeśli nie, to powinnam zacząć robić cokolwiek, żeby miał inną, bardziej pełną formę. Swoją drogą Misie moje puszyste...ja sobie tak piiszę i piiiszę a wy tak sobie czytacie i czytacie, ale sama nie wiem, czy tematy przeze mnie poruszane są dla was interesujące. Jeśli chcecie, żebym o czymś napisała, do czegoś się ustosunkowała piszcie do mnie na: rudowlosyswiatpaskudy@onet.pl Adios Misie;*

sobota, 7 kwietnia 2012

Na Wielkanoc przyszła pora...

Pisanki pomalowane, schody umyte, baranek pocukropudrowany, bazie na stole, można zacząć świętować Wielkanoc w Polandii. Jutro pewnie nie będę miała czasu żeby tu zajrzeć, więc już dzisiaj wszystkim Wam moi drodzy czytelnicy składam bardzo serdeczne, szczere i bez grama ironii życzenia świąteczne. Dużo słonecznych dni, tańszej benzyny, żeby Polska wyszła z grupy śmierci i w ogóle. Wszystkiego najlepszego. Jeśli zaglądają tu osoby, które Wielkanocy nie obchodzą, zaprawdę powiadam wam! Nie czujcie się wykluczeni i pominięci! Wam składam życzenia z okazji międzynarodowego dnia Romów, który to możecie celebrować już jutro. Niestety na lany poniedziałek nie znalazłam żadnego święta, ale proponuję odrzucić na bok podziały religijne i skorzystać z jedynej w roku okazji wylania znienawidzonej sąsiadce na głowę wiadra wody. W końcu to lany poniedziałek, a że tradycja rzecz święta, policmajstry nie będą mogły was wsadzić na 48. Więc korzystajcie! A niech mnie który spróbuje oblać! Zginie w męczarniach, skazany na kilkugodzinny reczital na flecie prostym w moim wykonaniu. Zaznaczam umiem zagrać tylko "żabkę małą" a i jej daleko do ideału. Więc zanim zdecydujecie się wylać wiadro pomyj na moją świeżo pokolorowaną głowę zastanówcie się siedemdziesiąt razy. Swoją drogą, czy Wy też czujecie już ten dreszcz ekscytacji wzdłuż kręgosłupa na samą myśl o kolejnym zjeździe rodzinnym? Ja tak. Znowu będą sprawdzać ile jest w stanie pomieścić nie tylko mój żołądek ale i przełyk i gardło wpychając kolejne porcje ciast, ciasteczek, mięsa, sosów, ziemniaków i alkoholu. Tego ostatniego akurat sobie nie odmówię zważywszy na fakt, że moja ciotka robi genialną pigwówkę. Kiedy już pozwolą mi nie jeść widząc, że robię się zielonkawa i NAPRAWDĘ więcej nie pomieszczę zacznie się moja ulubiona część każdych świąt, znana chyba każdemu, kto chociaż raz spędzał święta w gronie rodziny. Jako że już nie rosnę, nie usłyszę Matko Boska, ale z Ciebie już duża panna niedługo przerośniesz wujka! Nie przerosłam żadnego. Pojawi się natomiast wątek mojego domniemanego zamążpójścia. Nie wiedzieć czemu, od kiedy urósł mi biust i legalnie mogę zawierać związki małżeńskie, co jakiś czas ktoś wyrywa się z zamiarem wsadzenia mi na palec obrączki, nie przejmując się tym, że menopauza za pasem a ja nie mam kandydata na męża. Panowie, nie traktujcie tego jako zaproszenie. Kiedy już ustalimy, że nie wychodzę narazie za mąż, będzie można płynnie przejść do ulubionej działki mojej mamy- studiów. Znowu usłyszę jaka jestem niesamowita, a jaka mądra, a jaka zdolna i jak to mi super nie idzie. Biorąc pod uwagę, że nie umiem przyjmować pochwał a moja praca licencjacka leży i kwiczy, bo znacznie przyjemniej jest pisać bloga niż opisywać proces rozwoju mowy zrobię to co co roku i wyjdę do kuchni pomóc ciotce kroić kolejną porcję ciasta, żeby tego nie słuchać i nie palić się ze wstydu. Kiedy wrócę będą już wałkować tradycyjne polskie tak zwane 3P tematy świąteczne politykę, pogodę i plebs. Założę się, że usłyszycie, że rząd jest do de, pogoda jeszcze gorsza, ten zmarł, tamta co mieszkała koło tamtej i była siostrą tego a do klasy to chodziła z tamtym zanim się nie przeprowadzili to coś tam. Dolary przeciw orzechom, że u was będzie to samo. Najgorsze jest to, że nie dosć, że mówię że jak byłam dzieckiem to coś tam, to zaczynam prowadzić dialogi w stylu tych o plebsie i pogodzie. Chyba już naprawdę czas wyjść za mąż i przeżyć menopauzę. A tymczasem idę szykować koszyczek. Adios Misie;*

środa, 4 kwietnia 2012

Anonim 1:  Dzięki:) w sumie to złamał mi się dzisiaj paznokieć...i wypadło nawet kilka włosów ale hm...takie życie:) Cieszę się, że Ci się tu podoba no i zapraszam ponownie;) Co do tego, że ludzie piszący blogi sobie nie radzą hm...może są i tacy...z pewnością są. Może jest ich więcej niż mi się wydaje? Dla mnie pisanie jest owszem, próbą zbierania myśli, niekiedy pisaniem o tym co mnie boli, ale głównie chodzi o to, że po prostu lubię pisać. Jak beznadziejne moje teksty by nie były, piszę bo sprawia mi to przyjemność.
Anonim 2:  Trochę wiem. Wciąż za mało, wciąż szukam, czytam i nie uważam się za największego eksperta w tej dziedzinie. Pogodziłam się z faktem, że jest wielu mądrzejszych i lepiej znających się na temacie. Jeśli Ty znasz się dobrze na psychologii oddaję Ci palmę pierwszeństwa i składam wyrazy uznania, jeśli możesz polecić mi jakieś opracowania, chętnie poszukam i przeczytam. Co do kotów i fałszywości podobno idą w parze, nie raz się o tym przekonałam choćby u znajomych hodujących te futrzaki. Świat jest bardzo fałszywy, dwulicowy i to nie jest dobre i bardzo mnie to smuci. Mogę powiedzieć o sobie że nie jestem fałszywa, choć pewnie i tak znajdą się osoby, które powiedzą że jestem. Trudno tak naprawdę mówić o sobie, kiedy każdy człowiek widzi Cię inaczej. Swoją drogą muszę Ci podziękować. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że niektóre moje myśli brzmią jak samozachwyt i sprawiam wrażenie osoby, z której szydzę. Dzięki za słowo trzeźwiące.
Tyle na dziś. Pora piec ciasta i malować pisanki. Adios Misie;);*

wtorek, 3 kwietnia 2012

bloggerzy

Czasem pozornie mała rzecz popycha nas do wielkich czynów. Tak było dziś ze mną. Jak już pewnie zdecydowana większość z was zauważyła, nie toleruję głupoty, ignorancji i publicznych toalet, więc nie mogłam przejść obojętnie obok obrazka wstawionego przez pana X na nową, szałową, w kosmos wyczesaną oś fejsbókową pani Y. Obrazek ten przedstawia dwie rozmawiajace kobiety ( konstrukcja tego zdania dowodzi jak bardzo destrukcyjnym jest obecnie panujący model polskich matur, kto zdawał ten wie co mam na myśli 'In this picture I can see/ This photo shows...' goddamnit.) Jedna z nich czuje się nierozumiana i że nikt nie liczy się z jej zdaniem, na co druga odpowiada, żeby zrobiła to co zawsze robi się w takiej sytuacji, czyli założyła bloga. Taa...okej ja wiem, ja sobie zdaję sprawę z tego, że jak w przypadku wszystkiego w dzisiejszych czasach również w świecie blogów dużo jest chłamu. W sumie mój blog też możecie za taki uznać, podobnie jak w kwestii wyglądu pozostawiam to waszej subiektywnej opinii i wątek oficjalnie zamykam, bo już o tym pisałam. Wydaje mi się jednak, że pisanie i publikowanie w jakiejkolwiek postaci jest raczej wyrazem głębszej refleksji, przejawem rzadko dziś spotykanej myśli wszelakiej. To nie tak, że nikt nie liczy się z moim zdaniem, nikt mnie nie słucha i nie rozumie...po prostu nie sposób w rozmowie wypowiedzieć wszystko, a coraz częściej dobry rozmówca to towar luksusowy tylko za dolary. Ludzie nie zastanawiają się co zjedzą na obiad, więc jak można wymagać od nich przemyślenia na tematy abstrakcyjne. Większość nie łapie moich żartów, nie dostrzega ironii albo co gorsza bierze ją na poważnie. Rzuciłam kiedyś jakimś wyszukanym żartem kalibru abstrakcja poziom hard na temat całkiem przyziemny...nie zrozumiała. Musiałam później dobrą godzinę ciągnąć z nią temat, który wyśmiałam i celowo przedstawiłam w karykaturalny sposób. Poczatkowo myślałam że żartuje...jednak szybko zorientowałam się, że wierzy w moje słowa i traktuje je poważnie...cóż było robić...poszłam kupić sobie puszke coli. Poza tym...pisząc bloga też można rozmawiać. Pozdrowienia dla mojego ulubionego Anonima. Wesołych Świąt Mordeczko jakbyśmy się już nie widzieli ;* No i przy okazji mam nadzieję skłaniać was do myślenia i krytycznego spoglądania na rzeczywistość. Pewnie wielu z Was drodzy czytelnicy nie poznam, nigdy nie spotkam, może część z was spotykam codziennie w tramwaju? W każdym razie chciałabym, żebyście wyrabiali sobie swoje zdanie, albo je modyfikowali, choćbyście się mieli ze mną nie zgadzać. Myśląc bronisz się przed manipulacją, a od niej o krok do zniewolenia, a przecież każdy z nas lubi wolność. Nie mam się tu za wielkiego reformatora, mędrca czy choćby mini wieszcza. Po prostu, lubię się z wami dzielić i jeśli tylko lubicie to czytać cieszy mnie to. Adios Misie;*

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

LUB czasopisma.

Anonimie: Mam nadzieję, to zaskoczenie z gatunku tych pozytywnych. Nie wiem na ile zdołałeś mnie poznać...ale gdybyś znał mnie dobrze wiedziałbyś, że jestem kotem. Przeważnie chodzę swoimi drogami i wbijam pazury w najmniej odpowiednim momencie z gromkim HHHSSSSSSS na pyszczku, ale są dni, przeważnie długie wieczory, zamieniam się w mruczącą puchatą kulę pełną miłości wskakującą na kolana i przesłaniająca Ci laptopa ogonem. To był jeden z takich wieczorów.
Od kiedy weszłam pewnego dnia do jednej z większych księgarni i zobaczyłam na dziale 'psychologia' cały regał zastawiony publikacją jednego z bardziej znanych polskich dziennikarzy...wiedziałam że jest źle. Wiedziałam, że psychologia nie będzie psychologią nigdy więcej a przynajmniej nie w oczach opinii publicznej. Kiedy pada pytanie o studia, a ja na nie odpowiadam opcje są trzy. Jedni zapytają czy znam język migowy (99.9%), drudzy już zawsze będą patrzeć na mnie jak na Matkę Teresę kochającą wszystkie stworzenia żywe (90%) albo zapytają czy to to samo co psychologia, po czym i tak nie rozumiejąc czym psychologia a czym pedagogika są wrzucą to do worka 'przeczytałem najnowszy poradnik Kasi Ce o wychowaniu dzieci więc jestem automatycznie nie tylko lepszym pedagogiem niż Ty, ale też mam bilion razy większe pojęcie o psychologii wszelakiej' cóż hm...psychologia to nie tylko poradniki...plebsie. Znaczy bez obrazy...ale skoro faktycznie chcesz się na tym znać sięgnij po coś bardziej szanującego się autora, co ma chociaż TROCHĘ wspólnego z dyscypliną naukową. Takich ludzi jest około 40%. Wiem, że moje statystyki procentowe przebiły te z poprzednich wyborów u Przyjaciół ze Wschodu, ale podział ten jest jak najbardziej celowy i adekwatny do sytuacji. Wracając do sedna! Kiedy pogodziłam się już z tym, że psychologia leży i kwiczy a większość czasopism dla kobiet jestem w stanie przeczytać od deski do deski stojąc przy regale w kiosku przyszedł czas na ostatni przybytek nadziei...na moje ostatnie światełko na mierzei...naprawdę myślałam, że męskie czasopisma są bardziej ambitne. BA! Byłam święcie przekonana, że skoro tyle śliny marnujecie na krytykowanie naszych wasze są na poziomie minimum dysput Platona ale nie. Pomyliłam się niestety. Zamiast spodziewanego męskiego spojrzenia, komentarza do rzeczywistości spotkałam 8 stronicowy artykuł o tym, że biust Polek jest coraz większy i już nie nosimy B tylko C. Nic to! pomyślałam podpisując akt łaski i poszłam szukać dalej...było coraz gorzej. Im dalej w las tym więcej drzew się zmarnowało na stworzenie tego szmatławca. Płaczę nad tymi wszystkimi wierzbami rosochatymi, i dzięcielina pała, które musiały umrzeć, bo męski ród postanowił objawić mi prawdę żywą o tym, jak zaspokoić kobietę o figurze klepsydry, gruszki, jabłka...szkoda kur...że nie śliwki. Oczywiście o zaspokajaniu potrzeb seksualnych kobiet w kształcie kuli ani elipsy nic nie znalazłam a szkoda. Mogłabym powiesić nad łóżkiem, gdyby przyszły te od zawsze oczekiwane lepsze czasy. Dalej znalazłam bardzo ciekawe zestawienie z gatunku jak podbić serce kobiety na pierwszej randce nie mając do dyspozycji chloroformu. Nie chciało mi się tego czytać w całości...po prostu...nie. Ale jedno sobie wynotowałam. Kiedy kobieta zachowuje się oficjalnie zrób to samo. W końcy wg jakiejś tam super ważnej sprawdzonej zasady psychologicznej numer 35654656546356423434siedem automatycznie lubimy ludzi do siebie podobnych...ja się nie znam może...ale zwykle za pierwszym razem ludzie zachowują się wobec siebie dość oficjalnie...poza tym gdyby wszyscy zachowywali się jak ja, nikt nie podejmowały relacji społecznych i wszyscy byśmy umarli w sensie parszywa rasa ludzka. Bo nas kiedyś to czeka tak czy siak. Morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany...gdy nie mamy nic mądrego do powiedzenia drzew nie wycinamy...ewentualnie prowadzimy bloga. jak ja. Adios Misie;*

sobota, 31 marca 2012

Kryzys...

Dziś ludzie nie są szczęśliwi. Najwyżej bywają, a i za to cała reszta społeczeństwa stara się podcinać im skrzydła. Są nieszczęśliwi z przeróżnych  powodów. Jedni przez politykę, inni przez pieniądze, mężczyźni przez kobiety a kobiety przez mężczyzn. Nie możemy pozbyć się wrażenia, że kiedyś już było lepiej, nie zdając sobie sprawy z tego, że nasza pamięć- krucha i niedoskonała zakleja sobie dziury faktów wyobrażeniami i gloryfikuje wspomnienia. Boimy się przyszłości, bo mamy poczucie że od nas nie zależy, zapominając, że przyszłość składa się z teraźniejszości. Zapominamy, że możemy być szczęśliwi będąc kimkolwiek, gdziekolwiek tylko dlatego, że tam nam dobrze gdzie nas nie ma, a życie z pierwszych stron gazet bierzemy za pewnik, ideał i wzór. Większość ludzi Hollywood ma mniejsze lub większe, zwykle większe problemy psychiczne. Nie potrafiąc poradzić sobie z życiem wpadają w nerwice, depresje i dwubiegunówki. Biorąc kolejną końską dawkę psychotropów mają nadzieję dożyć jutra...lepszego jutra. Gwiazda, królowa, ideał Marylin, którą swego czasu każdy heteroseksualny mężczyzna chciał mieć w swoim łóżku też nie była tą, za którą ją uważaliśmy. Pod dość przyjemną głupiutką powłoką, przyjemną dla oka maską laleczki mieszkała zagubiona dziewczynka, pragnąca akceptacji, niewierząca w swoje możliwości. Zaskakujące, jak najpiękniejsze, najmądrzejsze kobiety w siebie nie wierzą. Potrafią patrzyć na siebie jak na worek gówna tylko dlatego, że nie potrafią być ideałami dla samych siebie, wiecznie biegają za kimś kim nigdy nie będą, ani kim nigdy ich ideały, też mające sie za worki gówna się nie staną. Gdyby ogłosić konkurs na najmodniejsze słowo ostatnich czasów, w cuglach wygrałby KRYZYS. Przeżywamy dziś kryzys wszystkiego. Kryzys finansowy, wiary, kryzys rodziny, wartości...kolejne rządy, kolejne koalicje nie robią nic żeby pomóc nam z naszymi małymi kryzysami. Trudno im się dziwić. Na uczuciach nie da się zarobić, na nafcie owszem, sporo nawet podobno. Udokumentowane jest, że mężczyźni w pewnym momencie znacznie chętniej zdradzają żony i opuszczają rodziny, zwłaszcza. Kiedy rodzi im sie dziecko, zwłaszcza niepełnosprawne często z różnych powodów nie radzą sobie z tym psychicznie, zabierają zabawki i odchodzą. Czy któraś uśmiechnięta pani w telewizji powiedziała wam o rzeszy samotnych matek pogrążonych w kryzysie? Nie? no tak...matki nie są dochodowe...rośnie liczba samobójstw wśród nastolatków...tego też nikt wam nie powie, bo przecież gimnazjalne miłostki to głupota, która mija z wiekiem. Miłostki, złe oceny, ostracyzm społeczny....to kryzys wieku nastoletniego, tak samo istotny jak ten gospodarczy. Rodzicu, zanim wyśmiejesz koniec świata swojego przedszkolaka spowodowany zgubieniem piórnika, pomyśl co byś zrobił gdyby spalił Ci się dom, i przestań mierzyć wszystkich swoją miarą. Nauczmy się wreszcie doceniać to co mamy i to jacy jesteśmy. Nauczmy się akceptować innych takimi jacy są i przestańmy bagatelizować ich problemy...bo umrzemy...samotnie i nieszczęśliwie. Koniec pieśni. Adios Misie:*

środa, 28 marca 2012

O wszystkim i o niczym.

Powinnam robić teraz bardzo dużo produktywnych rzeczy. Powinnam układać scenariusze zajęć, powinnam zrobić porządek w notatkach albo umyć okno w kuchni. Powinnam być miła dla ludzi, podejmować relacje społeczne, powinnam się rozwijać i wiecie co? Nie chce mi się. Nie mam motywacji do zrobienia czegokolwiek ponad zrobienie sobie barszczu z torebki, który ma w sobie tyle glutaminianu sodu, chloru, siarkowodoru i butanu, że prawdopodobnie niedługo zaświecę ale cóż. W lodówce mam 2 plasterki szynki i kiszonego ogórka, bo terminal nie przyjął mi karty. Ludzi też mam już na dzisiaj dość...przestali nawet reagować na 'przepraszam'. Okej może i jestem mała, ale głos mam donośny, więc niech się pan nie dziwi panie NIE SŁYSZĘ ŻE DO MNIE MÓWISZ A PÓŹNIEJ DEMONSTRUJĘ SWOJE NIEZADOWOLENIE, kiedy mnie puszczają nerwy a kultura przymyka oko i p prostu barkiem toruję sobie przejście. Nie wspomnę już o sofistikejted hipsterskich studentach filozofii, których zakup zdezelowanego skrzypiącego roweru upoważnia do jeżdżenia WSZĘDZIE. Doszłam dzisiaj do wniosku, że łatwiej odskoczyć przed tramwajem, niż rozpędzonym hipsterem, który wyznając zasadę JADĘ WIĘC JESTEM zdegustowany hamuje przednim kołem między moimi nogami. Najgorsze jest to, że jako że jest on buntownikiem i nienawidzi wszystkiego co nowe i co ogólnodostępne w tym przepisów ruchu drogowego, nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć, z której strony na Ciebie wyskoczy. NIGDY NEVER nie możesz być pewien, że skoro Ty idziesz prawą stroną a on jedzie po lewej nie uzna mu się gdzieś tak na Twojej wysokości skręcić, bo tak, bo może, bo ma ajfona i sweter od babci. Czasem dziwię się, dlaczego to gołębie leżą porozjeżdżane a nie hispterzy....może jednak mają trochę instynktu samozachowawczego?
Swoją drogą postanowiłam wam pokazać jak wyglądam, stąd miniaturka wyjątkowo z twarzą. To nie to, żebym na ogół robiła sobie zdjęcia bez twarzy, ale w dzisiejszych czasach trudniej zobaczyć twarz niż tyłek. Więc ja będę oryginalna i pokażę wam swoje lico. Może i nie jest jakiejś powalającej jakości ale podobno God makes no mistakes jak mówiła wieszczka i widocznie tak miałam wyglądać. Poza tym nie wiem czy już wspominałam, ale piękno jest subiektywne. Ktoś z was może być turpistą, bo kto mu niby zabroni i może powiedzieć że jestem piękna. Kto inny może uznać że jestem brzydsza niż deska klozetowa i też będzie miał rację, bo przecież to jego percepcja i to nie jego wina, że widzi mnie tak a nie inaczej. Tylko nie myślcie sobie drodzy czytelnicy zwłaszcza panowie, że piszę to, żebyście mi powiedzieli ALEŻ SKĄD?! JESTEŚ PIĘKNA (skrzypovitaa) a ja wam powiem ależ skąd jestem brzydka jak grzyb a wy na to ależ skądże znowu jesteś piękna jak rajska lilija niee. Ja za komplementy po prostu dziękuję, choć przyznam, że wprawiają mnie w zakłopotanie i nie mam natury narcyza, któremu trzeba cały czas słodzić. Ani nie mam się za najbrzydszą kreaturę w kosmosie. Kto chociaż raz widział na żywo rybika cukrowego wie o czym mówię. Także tego...zostawiam was z moją artystycznie skrzywioną facjatą i idę smażyć rybę. W końcu Ruda też musi jeść. Adios Misie;*

wtorek, 27 marca 2012

Tak bardzo aspołeczna...

Izolować się od świata zewnętrznego można na wiele sposobów. Jest to kwestia bardzo otwarta. Ja wybrałam klasyczną jak mi się wydaje metodę odcinania się od ludzi poprzez uniemożliwianie im docierania do mnie jakimikolwiek drogami zmysłowymi. W uszy wkładam słuchawki na oczy ciemne okulary. Tak wiem. to głupie, nieskuteczne i banalne ale daje mi poczucie wymarzonej alienacji i błogiego spokoju. To nie tak że nie lubię ludzi. Jest wielu takich, których lubię mieć w swoim otoczeniu, ale jeśli spojrzeć na populację w ogóle drażnią mnie. Jadąc tramwajem, autobusem, idąc ulicą, będąc na uczelni ociera się  o mnie masa obcych, nieśmiesznych  rozgadanych plebejuszy, ociekających zarazkami, głupotą i FAJNOŚCIĄ. Wszyscy są tak szczęśliwi, tak celebryccy, tacy wyluzowani i modni że aż mnie wewnętrznie skręca. Pośród tego wszystkiego jestem ja, odbijająca się od nich, przeciskająca się między nimi a ich wybujałą, przebogatą osobowością.  Dlatego nie lubię chodzić na imprezy, gdzie jest wielu obcych ewentualnie nowo poznanych ludzi. Zawsze kiedy znajduję się w takim miejscu nie mogę pozbyć się wrażenia, że świat dzieje się wokół mnie, a ja g nie dotyczę. Nie wiem o czym z nimi rozmawiać, nie śmieszą mnie ich żarty, ani nie umiem tańczyć do ich piosenek...w sumie to w ogóle nie umiem tańczyć i nie lubię. Patrzę czasem jak robią to inne dziewczyny, później oczyma wyobraźni patrzę na siebie, znowu na nie, znowu na siebie i uświadamiam sobie, że w sumie to powinnam siedziec na fotelu, bo ani nie potańczę ani nie porucham. No i tak sobie siedzę,a im bardziej siedzę tym bardziej oni starają się do mnie dotrzeć i ze mną rozmawiać. Nie chcąc wyjść na rozkapryszoną księżniczkę podejmuje z nimi nudne rozmowy na tematy ogólne cały czas mając wrażenie, że mają mnie za rozkapryszonego aliena. A ja chyba po prostu jestem nieśmiała i nie lubię głupoty, która jest wszechobecna. Nie umiem ich zabawiać rozmową, mimo że mam spor do powiedzenia, ponieważ myślę i znam się na rzeczach, nad którymi oni nigdy się nie zastanawiali, bo są zbyt abstrakcyjne, albo w życiu nie mieli z nimi styczności. Dlatego zwykle po prostu wolę nie podnosić wzroku i przechodzić obok nich niepostrzeżenie. Wracam do projektowaniu ekesperymentów przyrodniczych, bo za chwilę znowu wyjdę na zmanierowanego ignoranta niezainteresowanego wykładowcą.
Zanim powiem Adios Misie odpowiem jeszcze Anonimowi. Do stwierdzenia tego na czym zależy Twojej drugiej połowie wystarczy czas. Jeśli zależy jej/jemu na TOBIE zostanie na długo jeśli nie na zawsze. Jeśli zależy mu/jej na pieniądzach czy urodzie dość szybko się znudzi. I odejdzie. I tym lepiej dla Ciebie. Adios Misie;*

wtorek, 20 marca 2012

Bardzo niełatwo jest pewnego dnia po prostu wstać i powiedzieć koniec, zabierz zabawki i idź do innej piaskownicy lepić inne babki. Jest to wręcz nieosiągalne, zwłaszcza, jeśli mamy jakiś tam sentyment do danej osoby i jakieś tam wspomnienia z nią związane. Sentymenty i wspomnienia są gorsze od wszawicy. Na wszy mamy szampony i podobno skuteczną naftę...na wspomnienia i sentymenty nie. Jednak czy ma sens ciągle wybaczać, przymykać oko, tłumaczyć głupie zachowania drugiej osoby tylko dlatego, że kiedyś było nam z nią fajnie? Hm...nie...zwłaszcza jeśli ktoś bywał a nie był w naszym życiu. Na ludzi bywających nie warto tracić czasu. Robienie priorytetu z kogoś kto ma nas za opcję nie może skończyć się dobrze zwłaszcza, że my dajemy z siebie wszystko a druga strona nic. Pasożytów w dzisiejszych czasach nie brakuje i trzeba z nimi walczyć wszelkimi dostępnymi środkami. Dziewczyno! jeśli liczysz na to, że Twój pasożyt kiedyś się zmieni i zacznie sie dla niego liczyć cokolwiek innego niż Twój dziś jędrny biust i Twoja dziś gładka buzia....wyrzuć go przez okno. Serio. Każdy z nas się zestarzeje więc na dłuższą metę nikt go nie usatysfakcjonuje...chyba, że zacznie wymieniać partnerki na coraz nowsze modele. Na to jednak musiałby mieć dużo czaru i uroku osobistego i jeszcze więcej pieniędzy, co jest utopią wykonalną raz na milion. Większość mężczyzn łysieje, tyje i dostaje w końcu przerostu prostaty, zdecydowana mniejszość rzyga pieniędzmi. Jeśli więc mężczyzna patrzy tylko na powłokę...nie jest Ciebie wart. Szlag mnie trafia kiedy słyszę gadanie niektórych OGIERÓW patrzących tylko na ładną buzię. Żeby jednak nie było tak jednostronnie i szowinistycznie pragnę zganić także kobiety patrzące tylko na pieniądze....do samochodu, portfela i pięknej willi się nie przytulisz. Oczywiście lepiej jest płakać w porszaku niż pod mostem ale...pieniądze to nie wszystko.
Najważniejsze jednak jest to, że nie warto inwestować w ludzi którzy patrzą na nas obojętnym spojrzeniem. Tyle na teraz. Adios Misie;*

środa, 14 marca 2012

Anonimie: wina i prawda zwykle leżą po środku i dlatego większości przeszkadzają. To ile dziewczyna czy chłopak zbiera się po rozstaniu nie jest wystandaryzowane. Jednemu wystarczy tydzień, dwa no już w poywach trzy, innemu milenium będzie mało. Zależy to od wielu czynników, głównie indywidualnych. Znam dziewczynę, która z dwuletniego związku zebrała się w jako taką całość po dwóch tygodniach, po miesiącu z lekkimi załamaniami ale bez problemu się uśmiechała a po około trzech zaczęła żyć mówiąc że jest szczęśliwa. Znam ją całkiem dobrze i już dość długo, wiem że nie kłamie. Z kolei inna rok nie mogła się pozbierać a dopiero niedawno zaczęła funkcjonować na granicy normalności. Jak więc sam widzisz wszystko trzeba rozpatrywać w kategoriach indywidualnych, jak wszystko z resztą co człowieka dotyczy. Co do mężczyzn...okej napisałam notkę dość subiektywnie, ale to chyba dlatego, że w większości przypadków moje doświadczenia odwołują się do kobiet. Nie znaczy to, że nie pocieszałam męskich znajomych i że mnie szlag nie trafiał jak widziałam kolejne zabawiające się nim panny. Kobiety potrafią być sukami niestety i z tego miejsca pragnę przeprosić za nie i za siebie jeśli ew. złamałam komuś serce, w co wątpię, bo zwykle serc nie łamię z dwóch powodów. Po pierwsze nie było ich wiele do złamania, po drugie nie daję a przynajmniej staram się nie dawać fałszywych nadziei. Tym nie mniej jeśli kogoś kiedyś skrzywdziłam, biję się w swą obfitą pierś i przepraszam, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Bardzo ładnie powiedziałeś o tym znajdywaniu sobie marnej podróby byłych dziewczyn to przyznam dość budujące, zwłaszcza z perspektywy kobiety, jednak mam nadzieję, że duchy moich byłych znajdą a raczej znaleźli sobie moje absolutne przeciwieństwa, bo z kimś takim jak ja nie da się wytrzymać za długo. Nie chodzi tu nawet o to, że mam ciężką dupę. Tak naprawdę to ona jest bardzo lekka ale charakter ją obciąża. Czasem mam wrażenie, że jedynym cięższym ode mnie stworzeniem była suka Adela- wredna, agresywna i znerwicowana setrzyca po kilku ciążach urojonych należąca niegdyś do mojego kuzyna.
Nie wiem czy to kwestia pogody, hormonów czy po prostu się starzeję, ale zrobiłam się ostatnio bardzo sentymentalna. Obejrzałam nawet niedawno zdjęcia ze swojej studniówki. Jacyśmy byli pienkni i młodzi to plebs nie ogarnia. Jednak nie o upływającym czasie chcę pisać, bo przecież każdy jest jego świadom. Mam zamiar poruszyć temat zasadniczy, porównywalny z problemem głodu na świecie. Jak wiadomo nie od dziś na imprezach w stylu studniówki, wesela, balu emeryta trzeba się pokazać w towarzystwie mężczyzny. Jeśli nie ma się go na stałe, trzeba kombinować i tu zaczynają się schody. Opcji jest wiele. Można iść z bratem, kuzynem, szwagrem, co jednak kiedy się nie ma brata, szwagra ani kuzyna? Można iść z kumplem...który wiadomo musi się prezentować, zachowywać w towarzystwie, nie lądować głową w talerzu w stanie upojenia alkoholowego po dwóch godzinach no i tańczyć powinien. Wiele z nas pewnie zgodzi się ze mną, że trudno o ideały a skala ta znacznie zawężą krąg poszukiwań, czasem tak bardzo, że nie sposób nikogo wcisną do zbioru x. Zawsze można też poszukać partnera na imprezę okolicznościową w klubie, bynajmniej nie chodzi mi o klub piłkarski, choć może byłaby to jakaś opcja (pod warunkiem że kogokolwiek tam znamy). Na pomysł szukania partnera na imprezę okolicznościową wpadły kiedyś moje koleżanki, na szczęście szybko z tego zrezygnowały i poszły z kolegami. Ogólnie rzecz biorąc bycie kobietą bez stałego partnera życiowego idące na imprezy nie mają łatwo. I są chwile, kiedy sama sobie współczuję i utwierdzam się w przekonaniu że i w tym przypadku mężczyźni mają łatwiej. Na szczęście póki co nie zanosi się na żadną imprezę okolicznościową. Tymczasem idę się edukować. Adios Misie;*

poniedziałek, 12 marca 2012

Rozstania nigdy nie należały i raczej nie szybko będą należały do przyjemności. Zawsze chociaż jedna strona będzie pokrzywdzona. Ze swojej długoletniej praktyki wyciągnęłam kilka wniosków, którymi spieszę się z wami podzielić drodzy czytelnicy. Z doświadczenia wiem, że odejście partnera znacznie częściej i znacznie dotkliwiej odchorowywały kobiety. Jako słaba płeć mamy bowiem bardzo destruktywną tendencję do polegania na swojej drugiej połowie bezgranicznie. Mylnie zakładamy, że skoro już raz się z nami związał zostanie już tak na wieki wieków amen. Życie jednak pisze różne, często bardzo mało oczekiwane scenariusze i podobnie jak w przypadki sądu ostatecznego nie znamy dnia ani godziny, w której wszystko może obrócić się o 180 stopni. Jedyną gwarancją powodzenia w momencie utraty drugiego człowieka jest to, że mocno stoimy na nogach. I tak będzie bolało, ale będąc silnym człowiekiem mamy dużo większe szanse na powodzenie misji 'zbieram się i żyję dalej'. Ma to oczywiście też swoje minusy. Będąc w miarę silną, stabilną i niezależną kobietą automatycznie tracimy umiejętność bycia nieporadną sierotą, potrzebującą wiecznej pomocy i wsparcia ze strony męskiego ramienia a co za tym idzie tracimy największy zaraz po cyckach wielkości arbuzów atut i znacznie trudniej nam później znaleźć kolejnego księcia małżonka, a przecież zegar biologiczny tyka i jajeczka nie będą żyły wiecznie. Po drugie, im szybciej kobieta uświadomi sobie że idąc za Staudyngerem 'stałą jest tylko męska niestałość' tym lepiej dla niej. Mężczyźni niezależnie od wieku, płci, koloru skóry i wyznania mają dziwną manierę pojawiania się i znikania ot tak bez podania wyraźnego powodu. Nie pytajcie mnie dlaczego tak jest, taki po prostu już ich urok, to nie ja ich projektowałam. Po trzecie, koniecznym etapem po zerwaniu jest wypłakać się i porzucać nożami w zdjęcie ukochanego, by kilka dni później płynnym ruchem przejść do mienia go gdzieś i życia dalej. Z doświadczenia własnego i swoich przyjaciółek wiem, że najgorszym, najtrudniejszym i najbardziej nie do przyjęcia etapem po zerwaniu jest moment kiedy to wasz luby znajduje sobie nową, lepszą, bardziej elokwentną i obytą harpię, którą najchętniej owinęłybyście folią bąbelkową i wysłały do Emiratów. Nie możecie jednak tego zrobić, bo przecież macie styl, klasę i jesteście ponad tym. Pamiętajcie jednak, że nie ma ludzi bez wad! Przy odrobinie szczęścia będzie od was brzydsza i będzie wyglądała jak gremlin. Jeśli nie będziecie miały tyle szczęścia pozostaje wam snuć domysły o tym, że beznadziejnie gotuje, kiedy tylko wezmą ślub przytyje ze 30 kilo, albo ma jeszcze większe wahania rozwoju niż wy. Warto w tych dniach zapewnić sobie pomoc przyjaciółki, która skutecznie obrzydzi waszą następczynię. Żebyście jednak nie myśleli, że trzeba miotać w nią ogniste kule, czy rozrzucać skórki od bananów na schodach! Nie, nie, nie. Prywatnie możecie ją nawet polubić. Jeśli okaże się zacną partnerką, do wspólnego nienawidzenia ludzi trzymajcie ją przy sobie jak najbliżej. Poza tym....stara ludowa mądrość mówi, że wrgów należy trzymać jak najbliżej. Niezależnie od wszystkiego jednak musicie przejść etap nieufności i krytycyzmu. Taka już nasza kobieca powinność. Adios Misie;*

niedziela, 11 marca 2012

Dziś manifa. Święto wszystkich polskich feministek, które raz w roku mogą zebrać się w stado i wykrzyczeć światu swoje poglądy. Każdego roku poruszany jest inny temat, który z roku na rok jest coraz bardziej absurdalny i coraz mniej ma wspólnego z dawną ideą emancypacji i feminizmu, o której już kiedyś wspominałam.  O ile w latach poprzednich tematy te w jako taki sposób chociaż próbowały korespondować z prawami kobiet...w tym roku połączenie to nie jest już aż tak oczywiste. Przynajmniej dla mnie. Chociaż w sumie ja jestem jedną z bardziej zasłużonych ignorantek Polandii i pewnie jeśli się jeszcze trochę postaram dadzą mi za to jakiś medal albo chociaż karnego kutasa, którego później będę mogła z dumą postawić na półce...chciałoby się powiedzieć z trofeami, ale z racji tego, że mój talent sportowy ani żaden inny nie był nigdy jakoś specjalnie wybitny, a przynajmniej nie na tyle żeby go zauważyć będzie to moja pierwsza nagroda ever. Ale wracając do manify. O ile jestem w stanie zrozumieć to, że rzucają się że na podstawowe świadczenia nie ma pieniędzy a państwo sponsoruje Kościół (niech mi ktoś pokaże biednego ale nie w oczach skarbówki tylko takiego true biednego księdza dam medal i nawet pozwolę na cycki popatrzeć), to nie jestem w stanie znaleźć logiki w pluciu na Euro 2012, motywowanym brakiem zainteresowania piłką nożną wśród kobiet. Może jest w tym trochę racji...zdecydowanie mniej kobiet niż mężczyzn interesuje ta dyscyplina. Na przykład mnie to w ogóle nie porywa. Nudne to i nieśmieszne, a w dodatku nigdy nie wiem któa bramka jest nasza, ale osobiście znam kilka kobiet, które nie wykazują aż takiej ignorancji w tym zakresie. Doszłyśmy nawet ostatni do wniosku, że coraz więcej dziewczyn deklaruje żywe zainteresowanie piłką. Pozostawiam wam do zastanowienia kwestię jaki procent z nich naprawdę lubi ten sport, a ile działa według zasady owczego pędu i kibicuje bo tak teraz trzeba, czy wreszcie jaki procent deklaruje się jako kibice dlatego, że nowo poznany facet jest kibicem, piłkarzem, albo kibicem i piłkarzem. Cóż...też znam kilku takich i nigdy nie miałam problemu z powiedzeniem, że jest dla mnie nudne i nieśmieszne. Jak widać jestem nadal całą i zdrowa a część z nich lubi mnie mimo wszystko, więc chyba jednak lepiej jest powiedzieć wprost, nie wiem, nie znam się niż wpaść na pierwszym lepszym pytaniu o cokolwiek...kiedy pytają mnie o ulubiony klub odpowiadam...the legends na Szczepańskiej. Oczywiście moja taktyka jest pewnie zła i przez to nigdy nie podbiję serca żadnego piłkarza ani kibica ale cóż...zawsze mogło być gorzej, zawsze mogłam urodzić się bez ucha...wiec z tego powodu raczej nie umrę. Nawet nie będę płakać. Żebyście sobie jednak nie myśleli, że ja od zawsze byłam takim moronem i ignorantem piłkarskim wplotę tu wątek autobiograficzny i przytoczę opowieść o tym jak to mając lat na oko trzy nie chciałam iść spać bo leciał mecz...w sumie to nigdy nie chciałam iść spać, ale na potrzeby budowania mojego wizerunku medialnego możemy przyjąć, że nie chciałam chodzić spać tylko kiedy leciały mecze. Istotniejszą jest jednak przypowieść o mojej pierwszej miłości. On chodził na mecze i był łysy a ja nie chodziłam na mecze i miałam długie włosy. Zawsze jednak chciałam, żeby mnie zabrał ze sobą chociaż raz, żebym zobaczyła jak to jest i w ogóle....odpowiedź była jedna. "Pójdziesz ze mną jak będzie jakiś spokojniejszy mecz, bo jak się zaczną bić to co ja z Tobą zrobię? Jeszcze Ci zrobią krzywdę." Tak oto w mojej świadomości powstała wizja lokalnego meczu jako rzezi niewiniątek, z maczetami, karabinami, okopami i czołgami, gdzie krew leje się strumieniem a co drugiego wynoszą nogami do przodu. Może faktycznie lepiej żebym została w domu, jeśli jeszcze by mieli wziąć mnie do niewoli za szalik i na odchodne wyciąć mi nerkę, wątrobę i prawe płuco? Albo jakbym siadła nie w tym sektorze? Nie dość że bym w razie masakry nie miała się za kim schować, to jeszcze gdyby jednak ktoś sie nade mną zlitował, wyszłabym na zdrajcę i została wrogiem publicznym numer jeden i przy pierwszej możliwej okazji zostałabym nabita na pal ewentualnie spalona na stosie? To ja już chyba wolę być ignorantem i mieć wszystkie organy na miejscu. Miłej niedzieli, adios Misie;*

sobota, 10 marca 2012

Dzień mężczyzny.

Gdybym miała kamerę wideo, rozebrałabym się ładnie, wzięła w zęby goździka i złożyłabym wszystkim panom odwiedzającym rudowłosy świat paskudy życzenia z okazji dnia mężczyzny. Nie zrobię tego jednak z dwóch powodów. Po pierwsze nie mam kamery, więc co z tego, że bym się pięknie rozebrała, wzięła w zęby goździka i wygłosiła nie wiem jak piękną przemowę skoro i tak nikt by tego nie zobaczył, bo nic by się nie nagrało. Bo nie da się niczego nagrać bez kamery. Chyba że mamy dyktafon, to można nagrać głos, ale nie byłoby efektu, bo nie byłoby widać mojego pięknego odświętnego stroju. Po drugie dzisiejsze społeczeństwo cierpi na nadmiar samców i brak mężczyzn. Bo bycie samcem a bycie mężczyznom moi drodzy to nie to samo. Dobra koniec skarg i wrzucania wam moje drogie igreki...skoro już musicie mieć to swoje święto, pora, żeby Ruda Paskuda powiedziała za co was lubi i że jednak jesteście mile widziani w moim świecie.
Jedną z podstawowych cech, którą w was uwielbiam, jest wasza absurdalność. Jesteście chodzącymi dowodami na to, że Absolut ma nie tylko ułańską fantazję, ale i tak samo abstrakcyjne poczucie humoru jak ja. Oczywiście bije mnie w tym na głowę, bo gdyby was nie było w życiu nie przyszłoby mi na myśl stworzenie takich istot. Na początku chciałam was pochwalić za posiadanie zarostu. Jak powszechnie wiadomo, mężczyzna bez zarostu jest jak dżdżownica tylko większy, więc nie ważcie się pokazywać w mojej obecności bez kilkudniowego papieru ściernego. Chyba, że Bóg was wyraźnie nie kocha i dał wam tylko obleśny, miękki, młodzieńczy meszek. W takim przypadku wypalcie to lepiej laserem czy czymkolwiek ew. przyjdźcie z torbą na głowie, bo musicie wiedzieć, że młodzieńczy meszek jest jedną z rzeczy, która nie przestanie wywoływać we mnie fali obrzydzenia i niesmaku. Po drugie dobrze nadajecie się do podawania towaru z wysokich półek i noszenia bagażu. Kiedy się jest karłem mojego wzrostu i mimo sędziwego już wieku (tak tak, niedługo zacznę czesać się na pieczarę, osiwieję i będę mogła zacząć farbować włosy na ten taki lekk fioletowy kolor, który nie wiem czemu robi taką furorę, skoro zaraz obok nauszników i puchowych kamizelek na nikim nie wygląda dobrze) nadal sprawia się wrażenie dzieciaka sięganie do wysokich półek jest bardzo kłopotliwe. Ileż można podskakiwać i machać rękami bezskutecznie? Samce za to, a niekiedy i mężczyźni przeważnie przerastają mnie choćby o kilka centymetrów i nie regały w TESCO im nie straszne. No i bagaże. Znaczy z tym to nie jest do końca tak, bo kiedy już sunę Krakowem z moim dobytkiem życia, który waży około mnóstwo i sprawia mi często problem wszyscy szarmanccy książęta z bajek są na L4 i żaden nie kwapi się żeby mi pomóc. W sumie to nie ma co się dziwić. Gdybym była samcem też bym sobie nie pomogła. Niestety Bóg nie rozdziela po równo i nie wyglądam jak panie z reklam bielizny. No i średnio idzie mi granie nieporadnej księżniczki w wielkim, złym świecie. Po prostu przywykłam do przeprowadzania się pociągiem i noszenia ciężarów. W sumie czasem wolę zrobić to sama niż mieć wobec kogokolwiek jakiekolwiek zobowiązania wzajemności. Takie rzeczy zwykle wracają a ja jestem zbytnią egoistką, żeby się odwdzięczać. Po trzecie lubię was Samce za to, że...że....i tak siedzę już dobre 5 minut gapiąc się na gołębia siedzącego na sąsiednim dachu i nic mi nie przychodzi do głowy. Za dużo czasu widać spędzam ostatnio w towarzystwie kobiet i już zapomniałam za co lubię mężczyzn. Nie znaczy to, że was nie lubię (po prostu was nie znam) chciałoby się powiedzieć. To jest dobry moment, na podkreślenie tego, że każdego z was lubię z osobna i każdy ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego i w ogóle jeszcze bardzo dużo frazesów, od których rzyga się później tęczą i ma się wrażenie, że ta Paskuda to jednak taka kochana jest i każdego tak na duchu podtrzymać umie. Możemy po prostu przyjąć że tak jest i pozwolić się wam cieszyć waszą OWN unikalną wspaniałością. Poza tym...większość moich kontaktów z mężczyznami kńczyła się katastrofą z flakami na ścianach i czarną rozpaczą porównywalną z japońskim tsunami, więc można wysnuć daleko idący wniosek, że lubię was za to za co nie powinnam i że mam kiepski gust...ale o gustach się nie dyskutuje a ja w sumie nadal darze jako takim sentymentem moich świętej pamięci książąt małżonków, a poza tym w mojej małej społeczności wiadomości szybko się rozchodzą więc po prostu skończmy ten temat. Adios Misie;*

środa, 7 marca 2012

Autobus.czerwony. przez ulice mego miasta mknieeee....

Do tego,że ludzie z natury rzeczy i w znaczącej większości są dosyć obleśni chyba nie muszę nikogo przekonywać. Oczywiście nie każdy Byt jest obleśny i nie każdy ma wszy, jednak potencjalnie każdy z nas może być nosicielem czegoś, czego w zasadzie nikt z nas złapać by nie chciał. Do wszystkiego można się jednak przyzwyczaić i z czasem zaczyna się człowiek przyzwyczajać do swoich braci i sióstr. Jest jednak jedna jedyna sytuacja, gdzie ludzkość zawsze będzie irytować i zawsze będzie nie do przyjęcia- KOMUNIKACJA MIEJSKA. Sama nie wiem od czego zacząć i co jest w całej tej sytuacji najgorsze. Może od tego, że w godzinach szczytu każdy jedzie na glonojada. Z nosem i całą resztą ciała przyklejoną do szyby, napierany tłumem. Zastanawiające jest, dlaczego nie doczepią jeszcze jednego wagonu? Z serii mów że to nieopłacalne, płacz kiedy zdarzy się wypadek. Polandia. Po drugie kiedy jesteśmy już w tym tłumie i staramy się utrzymać równowagę na jednej nodze bo więcej się nie mieści...tu wymienię kilka równie irytujących sytuacji. Po pierwsze, ludzie czytający Twoje smsy zza pleców, po drugie bydło, które zamiast przeprosić i kulturalnie powoli przesunąć się do wyjścia, przyjmuje bez skrępowania zasadę IDĘ...PATRZCIE WSZYSCY IDĘ i faktycznie ryje się jak ten baran przez środek wszystkiego. Po trzecie, dzieciaki puszczające na cały autobus tudzież tramwaj kiczową muzykę, która nikomu poza nimi się nie podoba. W takich momentach mam ochotę zabrać mu ten telefn i wyrzucić przez okno krzycząc aport. Po czwarte...ocieracze. Mężczyzno! jeśli jesteś samotny i trzeba Ci kobiety pożyczę Ci pieniądze na dziwki, ale od mojego tyłka WARA. Kolejną kandydatką jest znana i lubiana grupa społeczna- żule. Na Boga! Nie jestem nietolerancyjna, ale powinno się przyczepiać osobne wagony dla nich. Nie mogę się nigdy pozbyć wrażenia, że któryś z nich puści za chwilę pawia i to prosto na mnie. Poza tym ten zapach i świadmość gruźlicy, wszy i tyfusu. Publiczności decydujcie, który smak zostanie nowym nabytkiem limitowanej serii lejsów. Jak dla mnie jednak kompletnym i bezkonkurencyjnym numerem jeden w każdej kategorii są starsze panie. Zaznaczmy, że chodzi mi o wredne stare baby (a bynajmniej nie o milutkie staruszki <3), któych zakupy zajmują osobne siedzenie...bo przecież nieważne ze wszyscy się gniotą. Ważne że schabik i ziemniaczki mają wygodnie. Poza tym zaskakująca to rzecz, dobra na temat do magisterki...jakim cudem starsze panie potrafią stać godzinami w oknie lub pod blokiem i pielęgnwać pluralizm (plują na wszystko), do siedzenia dobiegają w 3 sekundy, ale spróbuj jechać po całym dniu na ostatnich nogach, to Ci urządzi taką apokalipse, że już lepiej paść trupem ze zmęczenia. Poza tym....gdzie the hell one jadą zawsze jakoś koło 7 rano? Co można robić i gdzie o takiej godzinie? Powiedzcie sami....jak tu nie powiedzieć, ze ludzie są obleśni i wkurzający? Mój mózg przestaje kontaktować. Muszę odespać bo zginę. Adios Misie;*