niedziela, 11 marca 2012

Dziś manifa. Święto wszystkich polskich feministek, które raz w roku mogą zebrać się w stado i wykrzyczeć światu swoje poglądy. Każdego roku poruszany jest inny temat, który z roku na rok jest coraz bardziej absurdalny i coraz mniej ma wspólnego z dawną ideą emancypacji i feminizmu, o której już kiedyś wspominałam.  O ile w latach poprzednich tematy te w jako taki sposób chociaż próbowały korespondować z prawami kobiet...w tym roku połączenie to nie jest już aż tak oczywiste. Przynajmniej dla mnie. Chociaż w sumie ja jestem jedną z bardziej zasłużonych ignorantek Polandii i pewnie jeśli się jeszcze trochę postaram dadzą mi za to jakiś medal albo chociaż karnego kutasa, którego później będę mogła z dumą postawić na półce...chciałoby się powiedzieć z trofeami, ale z racji tego, że mój talent sportowy ani żaden inny nie był nigdy jakoś specjalnie wybitny, a przynajmniej nie na tyle żeby go zauważyć będzie to moja pierwsza nagroda ever. Ale wracając do manify. O ile jestem w stanie zrozumieć to, że rzucają się że na podstawowe świadczenia nie ma pieniędzy a państwo sponsoruje Kościół (niech mi ktoś pokaże biednego ale nie w oczach skarbówki tylko takiego true biednego księdza dam medal i nawet pozwolę na cycki popatrzeć), to nie jestem w stanie znaleźć logiki w pluciu na Euro 2012, motywowanym brakiem zainteresowania piłką nożną wśród kobiet. Może jest w tym trochę racji...zdecydowanie mniej kobiet niż mężczyzn interesuje ta dyscyplina. Na przykład mnie to w ogóle nie porywa. Nudne to i nieśmieszne, a w dodatku nigdy nie wiem któa bramka jest nasza, ale osobiście znam kilka kobiet, które nie wykazują aż takiej ignorancji w tym zakresie. Doszłyśmy nawet ostatni do wniosku, że coraz więcej dziewczyn deklaruje żywe zainteresowanie piłką. Pozostawiam wam do zastanowienia kwestię jaki procent z nich naprawdę lubi ten sport, a ile działa według zasady owczego pędu i kibicuje bo tak teraz trzeba, czy wreszcie jaki procent deklaruje się jako kibice dlatego, że nowo poznany facet jest kibicem, piłkarzem, albo kibicem i piłkarzem. Cóż...też znam kilku takich i nigdy nie miałam problemu z powiedzeniem, że jest dla mnie nudne i nieśmieszne. Jak widać jestem nadal całą i zdrowa a część z nich lubi mnie mimo wszystko, więc chyba jednak lepiej jest powiedzieć wprost, nie wiem, nie znam się niż wpaść na pierwszym lepszym pytaniu o cokolwiek...kiedy pytają mnie o ulubiony klub odpowiadam...the legends na Szczepańskiej. Oczywiście moja taktyka jest pewnie zła i przez to nigdy nie podbiję serca żadnego piłkarza ani kibica ale cóż...zawsze mogło być gorzej, zawsze mogłam urodzić się bez ucha...wiec z tego powodu raczej nie umrę. Nawet nie będę płakać. Żebyście sobie jednak nie myśleli, że ja od zawsze byłam takim moronem i ignorantem piłkarskim wplotę tu wątek autobiograficzny i przytoczę opowieść o tym jak to mając lat na oko trzy nie chciałam iść spać bo leciał mecz...w sumie to nigdy nie chciałam iść spać, ale na potrzeby budowania mojego wizerunku medialnego możemy przyjąć, że nie chciałam chodzić spać tylko kiedy leciały mecze. Istotniejszą jest jednak przypowieść o mojej pierwszej miłości. On chodził na mecze i był łysy a ja nie chodziłam na mecze i miałam długie włosy. Zawsze jednak chciałam, żeby mnie zabrał ze sobą chociaż raz, żebym zobaczyła jak to jest i w ogóle....odpowiedź była jedna. "Pójdziesz ze mną jak będzie jakiś spokojniejszy mecz, bo jak się zaczną bić to co ja z Tobą zrobię? Jeszcze Ci zrobią krzywdę." Tak oto w mojej świadomości powstała wizja lokalnego meczu jako rzezi niewiniątek, z maczetami, karabinami, okopami i czołgami, gdzie krew leje się strumieniem a co drugiego wynoszą nogami do przodu. Może faktycznie lepiej żebym została w domu, jeśli jeszcze by mieli wziąć mnie do niewoli za szalik i na odchodne wyciąć mi nerkę, wątrobę i prawe płuco? Albo jakbym siadła nie w tym sektorze? Nie dość że bym w razie masakry nie miała się za kim schować, to jeszcze gdyby jednak ktoś sie nade mną zlitował, wyszłabym na zdrajcę i została wrogiem publicznym numer jeden i przy pierwszej możliwej okazji zostałabym nabita na pal ewentualnie spalona na stosie? To ja już chyba wolę być ignorantem i mieć wszystkie organy na miejscu. Miłej niedzieli, adios Misie;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz