Izolować się od świata zewnętrznego można na wiele sposobów. Jest to kwestia bardzo otwarta. Ja wybrałam klasyczną jak mi się wydaje metodę odcinania się od ludzi poprzez uniemożliwianie im docierania do mnie jakimikolwiek drogami zmysłowymi. W uszy wkładam słuchawki na oczy ciemne okulary. Tak wiem. to głupie, nieskuteczne i banalne ale daje mi poczucie wymarzonej alienacji i błogiego spokoju. To nie tak że nie lubię ludzi. Jest wielu takich, których lubię mieć w swoim otoczeniu, ale jeśli spojrzeć na populację w ogóle drażnią mnie. Jadąc tramwajem, autobusem, idąc ulicą, będąc na uczelni ociera się o mnie masa obcych, nieśmiesznych rozgadanych plebejuszy, ociekających zarazkami, głupotą i FAJNOŚCIĄ. Wszyscy są tak szczęśliwi, tak celebryccy, tacy wyluzowani i modni że aż mnie wewnętrznie skręca. Pośród tego wszystkiego jestem ja, odbijająca się od nich, przeciskająca się między nimi a ich wybujałą, przebogatą osobowością. Dlatego nie lubię chodzić na imprezy, gdzie jest wielu obcych ewentualnie nowo poznanych ludzi. Zawsze kiedy znajduję się w takim miejscu nie mogę pozbyć się wrażenia, że świat dzieje się wokół mnie, a ja g nie dotyczę. Nie wiem o czym z nimi rozmawiać, nie śmieszą mnie ich żarty, ani nie umiem tańczyć do ich piosenek...w sumie to w ogóle nie umiem tańczyć i nie lubię. Patrzę czasem jak robią to inne dziewczyny, później oczyma wyobraźni patrzę na siebie, znowu na nie, znowu na siebie i uświadamiam sobie, że w sumie to powinnam siedziec na fotelu, bo ani nie potańczę ani nie porucham. No i tak sobie siedzę,a im bardziej siedzę tym bardziej oni starają się do mnie dotrzeć i ze mną rozmawiać. Nie chcąc wyjść na rozkapryszoną księżniczkę podejmuje z nimi nudne rozmowy na tematy ogólne cały czas mając wrażenie, że mają mnie za rozkapryszonego aliena. A ja chyba po prostu jestem nieśmiała i nie lubię głupoty, która jest wszechobecna. Nie umiem ich zabawiać rozmową, mimo że mam spor do powiedzenia, ponieważ myślę i znam się na rzeczach, nad którymi oni nigdy się nie zastanawiali, bo są zbyt abstrakcyjne, albo w życiu nie mieli z nimi styczności. Dlatego zwykle po prostu wolę nie podnosić wzroku i przechodzić obok nich niepostrzeżenie. Wracam do projektowaniu ekesperymentów przyrodniczych, bo za chwilę znowu wyjdę na zmanierowanego ignoranta niezainteresowanego wykładowcą.
Zanim powiem Adios Misie odpowiem jeszcze Anonimowi. Do stwierdzenia tego na czym zależy Twojej drugiej połowie wystarczy czas. Jeśli zależy jej/jemu na TOBIE zostanie na długo jeśli nie na zawsze. Jeśli zależy mu/jej na pieniądzach czy urodzie dość szybko się znudzi. I odejdzie. I tym lepiej dla Ciebie. Adios Misie;*
Zanim powiem Adios Misie odpowiem jeszcze Anonimowi. Do stwierdzenia tego na czym zależy Twojej drugiej połowie wystarczy czas. Jeśli zależy jej/jemu na TOBIE zostanie na długo jeśli nie na zawsze. Jeśli zależy mu/jej na pieniądzach czy urodzie dość szybko się znudzi. I odejdzie. I tym lepiej dla Ciebie. Adios Misie;*
bo bycie fajnym jest taAAkkJeeEE FffAAjnEEEee... ale to chyba kolejna faza w życiorysie przez która trzeba przejść i czasem po wybaczać ludziom:P
OdpowiedzUsuńRedSth