Dziś ludzie nie są szczęśliwi. Najwyżej bywają, a i za to cała reszta społeczeństwa stara się podcinać im skrzydła. Są nieszczęśliwi z przeróżnych powodów. Jedni przez politykę, inni przez pieniądze, mężczyźni przez kobiety a kobiety przez mężczyzn. Nie możemy pozbyć się wrażenia, że kiedyś już było lepiej, nie zdając sobie sprawy z tego, że nasza pamięć- krucha i niedoskonała zakleja sobie dziury faktów wyobrażeniami i gloryfikuje wspomnienia. Boimy się przyszłości, bo mamy poczucie że od nas nie zależy, zapominając, że przyszłość składa się z teraźniejszości. Zapominamy, że możemy być szczęśliwi będąc kimkolwiek, gdziekolwiek tylko dlatego, że tam nam dobrze gdzie nas nie ma, a życie z pierwszych stron gazet bierzemy za pewnik, ideał i wzór. Większość ludzi Hollywood ma mniejsze lub większe, zwykle większe problemy psychiczne. Nie potrafiąc poradzić sobie z życiem wpadają w nerwice, depresje i dwubiegunówki. Biorąc kolejną końską dawkę psychotropów mają nadzieję dożyć jutra...lepszego jutra. Gwiazda, królowa, ideał Marylin, którą swego czasu każdy heteroseksualny mężczyzna chciał mieć w swoim łóżku też nie była tą, za którą ją uważaliśmy. Pod dość przyjemną głupiutką powłoką, przyjemną dla oka maską laleczki mieszkała zagubiona dziewczynka, pragnąca akceptacji, niewierząca w swoje możliwości. Zaskakujące, jak najpiękniejsze, najmądrzejsze kobiety w siebie nie wierzą. Potrafią patrzyć na siebie jak na worek gówna tylko dlatego, że nie potrafią być ideałami dla samych siebie, wiecznie biegają za kimś kim nigdy nie będą, ani kim nigdy ich ideały, też mające sie za worki gówna się nie staną. Gdyby ogłosić konkurs na najmodniejsze słowo ostatnich czasów, w cuglach wygrałby KRYZYS. Przeżywamy dziś kryzys wszystkiego. Kryzys finansowy, wiary, kryzys rodziny, wartości...kolejne rządy, kolejne koalicje nie robią nic żeby pomóc nam z naszymi małymi kryzysami. Trudno im się dziwić. Na uczuciach nie da się zarobić, na nafcie owszem, sporo nawet podobno. Udokumentowane jest, że mężczyźni w pewnym momencie znacznie chętniej zdradzają żony i opuszczają rodziny, zwłaszcza. Kiedy rodzi im sie dziecko, zwłaszcza niepełnosprawne często z różnych powodów nie radzą sobie z tym psychicznie, zabierają zabawki i odchodzą. Czy któraś uśmiechnięta pani w telewizji powiedziała wam o rzeszy samotnych matek pogrążonych w kryzysie? Nie? no tak...matki nie są dochodowe...rośnie liczba samobójstw wśród nastolatków...tego też nikt wam nie powie, bo przecież gimnazjalne miłostki to głupota, która mija z wiekiem. Miłostki, złe oceny, ostracyzm społeczny....to kryzys wieku nastoletniego, tak samo istotny jak ten gospodarczy. Rodzicu, zanim wyśmiejesz koniec świata swojego przedszkolaka spowodowany zgubieniem piórnika, pomyśl co byś zrobił gdyby spalił Ci się dom, i przestań mierzyć wszystkich swoją miarą. Nauczmy się wreszcie doceniać to co mamy i to jacy jesteśmy. Nauczmy się akceptować innych takimi jacy są i przestańmy bagatelizować ich problemy...bo umrzemy...samotnie i nieszczęśliwie. Koniec pieśni. Adios Misie:*
sobota, 31 marca 2012
środa, 28 marca 2012
O wszystkim i o niczym.
Powinnam robić teraz bardzo dużo produktywnych rzeczy. Powinnam układać scenariusze zajęć, powinnam zrobić porządek w notatkach albo umyć okno w kuchni. Powinnam być miła dla ludzi, podejmować relacje społeczne, powinnam się rozwijać i wiecie co? Nie chce mi się. Nie mam motywacji do zrobienia czegokolwiek ponad zrobienie sobie barszczu z torebki, który ma w sobie tyle glutaminianu sodu, chloru, siarkowodoru i butanu, że prawdopodobnie niedługo zaświecę ale cóż. W lodówce mam 2 plasterki szynki i kiszonego ogórka, bo terminal nie przyjął mi karty. Ludzi też mam już na dzisiaj dość...przestali nawet reagować na 'przepraszam'. Okej może i jestem mała, ale głos mam donośny, więc niech się pan nie dziwi panie NIE SŁYSZĘ ŻE DO MNIE MÓWISZ A PÓŹNIEJ DEMONSTRUJĘ SWOJE NIEZADOWOLENIE, kiedy mnie puszczają nerwy a kultura przymyka oko i p prostu barkiem toruję sobie przejście. Nie wspomnę już o sofistikejted hipsterskich studentach filozofii, których zakup zdezelowanego skrzypiącego roweru upoważnia do jeżdżenia WSZĘDZIE. Doszłam dzisiaj do wniosku, że łatwiej odskoczyć przed tramwajem, niż rozpędzonym hipsterem, który wyznając zasadę JADĘ WIĘC JESTEM zdegustowany hamuje przednim kołem między moimi nogami. Najgorsze jest to, że jako że jest on buntownikiem i nienawidzi wszystkiego co nowe i co ogólnodostępne w tym przepisów ruchu drogowego, nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć, z której strony na Ciebie wyskoczy. NIGDY NEVER nie możesz być pewien, że skoro Ty idziesz prawą stroną a on jedzie po lewej nie uzna mu się gdzieś tak na Twojej wysokości skręcić, bo tak, bo może, bo ma ajfona i sweter od babci. Czasem dziwię się, dlaczego to gołębie leżą porozjeżdżane a nie hispterzy....może jednak mają trochę instynktu samozachowawczego?
Swoją drogą postanowiłam wam pokazać jak wyglądam, stąd miniaturka wyjątkowo z twarzą. To nie to, żebym na ogół robiła sobie zdjęcia bez twarzy, ale w dzisiejszych czasach trudniej zobaczyć twarz niż tyłek. Więc ja będę oryginalna i pokażę wam swoje lico. Może i nie jest jakiejś powalającej jakości ale podobno God makes no mistakes jak mówiła wieszczka i widocznie tak miałam wyglądać. Poza tym nie wiem czy już wspominałam, ale piękno jest subiektywne. Ktoś z was może być turpistą, bo kto mu niby zabroni i może powiedzieć że jestem piękna. Kto inny może uznać że jestem brzydsza niż deska klozetowa i też będzie miał rację, bo przecież to jego percepcja i to nie jego wina, że widzi mnie tak a nie inaczej. Tylko nie myślcie sobie drodzy czytelnicy zwłaszcza panowie, że piszę to, żebyście mi powiedzieli ALEŻ SKĄD?! JESTEŚ PIĘKNA (skrzypovitaa) a ja wam powiem ależ skąd jestem brzydka jak grzyb a wy na to ależ skądże znowu jesteś piękna jak rajska lilija niee. Ja za komplementy po prostu dziękuję, choć przyznam, że wprawiają mnie w zakłopotanie i nie mam natury narcyza, któremu trzeba cały czas słodzić. Ani nie mam się za najbrzydszą kreaturę w kosmosie. Kto chociaż raz widział na żywo rybika cukrowego wie o czym mówię. Także tego...zostawiam was z moją artystycznie skrzywioną facjatą i idę smażyć rybę. W końcu Ruda też musi jeść. Adios Misie;*
Swoją drogą postanowiłam wam pokazać jak wyglądam, stąd miniaturka wyjątkowo z twarzą. To nie to, żebym na ogół robiła sobie zdjęcia bez twarzy, ale w dzisiejszych czasach trudniej zobaczyć twarz niż tyłek. Więc ja będę oryginalna i pokażę wam swoje lico. Może i nie jest jakiejś powalającej jakości ale podobno God makes no mistakes jak mówiła wieszczka i widocznie tak miałam wyglądać. Poza tym nie wiem czy już wspominałam, ale piękno jest subiektywne. Ktoś z was może być turpistą, bo kto mu niby zabroni i może powiedzieć że jestem piękna. Kto inny może uznać że jestem brzydsza niż deska klozetowa i też będzie miał rację, bo przecież to jego percepcja i to nie jego wina, że widzi mnie tak a nie inaczej. Tylko nie myślcie sobie drodzy czytelnicy zwłaszcza panowie, że piszę to, żebyście mi powiedzieli ALEŻ SKĄD?! JESTEŚ PIĘKNA (skrzypovitaa) a ja wam powiem ależ skąd jestem brzydka jak grzyb a wy na to ależ skądże znowu jesteś piękna jak rajska lilija niee. Ja za komplementy po prostu dziękuję, choć przyznam, że wprawiają mnie w zakłopotanie i nie mam natury narcyza, któremu trzeba cały czas słodzić. Ani nie mam się za najbrzydszą kreaturę w kosmosie. Kto chociaż raz widział na żywo rybika cukrowego wie o czym mówię. Także tego...zostawiam was z moją artystycznie skrzywioną facjatą i idę smażyć rybę. W końcu Ruda też musi jeść. Adios Misie;*
wtorek, 27 marca 2012
Tak bardzo aspołeczna...
Izolować się od świata zewnętrznego można na wiele sposobów. Jest to kwestia bardzo otwarta. Ja wybrałam klasyczną jak mi się wydaje metodę odcinania się od ludzi poprzez uniemożliwianie im docierania do mnie jakimikolwiek drogami zmysłowymi. W uszy wkładam słuchawki na oczy ciemne okulary. Tak wiem. to głupie, nieskuteczne i banalne ale daje mi poczucie wymarzonej alienacji i błogiego spokoju. To nie tak że nie lubię ludzi. Jest wielu takich, których lubię mieć w swoim otoczeniu, ale jeśli spojrzeć na populację w ogóle drażnią mnie. Jadąc tramwajem, autobusem, idąc ulicą, będąc na uczelni ociera się o mnie masa obcych, nieśmiesznych rozgadanych plebejuszy, ociekających zarazkami, głupotą i FAJNOŚCIĄ. Wszyscy są tak szczęśliwi, tak celebryccy, tacy wyluzowani i modni że aż mnie wewnętrznie skręca. Pośród tego wszystkiego jestem ja, odbijająca się od nich, przeciskająca się między nimi a ich wybujałą, przebogatą osobowością. Dlatego nie lubię chodzić na imprezy, gdzie jest wielu obcych ewentualnie nowo poznanych ludzi. Zawsze kiedy znajduję się w takim miejscu nie mogę pozbyć się wrażenia, że świat dzieje się wokół mnie, a ja g nie dotyczę. Nie wiem o czym z nimi rozmawiać, nie śmieszą mnie ich żarty, ani nie umiem tańczyć do ich piosenek...w sumie to w ogóle nie umiem tańczyć i nie lubię. Patrzę czasem jak robią to inne dziewczyny, później oczyma wyobraźni patrzę na siebie, znowu na nie, znowu na siebie i uświadamiam sobie, że w sumie to powinnam siedziec na fotelu, bo ani nie potańczę ani nie porucham. No i tak sobie siedzę,a im bardziej siedzę tym bardziej oni starają się do mnie dotrzeć i ze mną rozmawiać. Nie chcąc wyjść na rozkapryszoną księżniczkę podejmuje z nimi nudne rozmowy na tematy ogólne cały czas mając wrażenie, że mają mnie za rozkapryszonego aliena. A ja chyba po prostu jestem nieśmiała i nie lubię głupoty, która jest wszechobecna. Nie umiem ich zabawiać rozmową, mimo że mam spor do powiedzenia, ponieważ myślę i znam się na rzeczach, nad którymi oni nigdy się nie zastanawiali, bo są zbyt abstrakcyjne, albo w życiu nie mieli z nimi styczności. Dlatego zwykle po prostu wolę nie podnosić wzroku i przechodzić obok nich niepostrzeżenie. Wracam do projektowaniu ekesperymentów przyrodniczych, bo za chwilę znowu wyjdę na zmanierowanego ignoranta niezainteresowanego wykładowcą.
Zanim powiem Adios Misie odpowiem jeszcze Anonimowi. Do stwierdzenia tego na czym zależy Twojej drugiej połowie wystarczy czas. Jeśli zależy jej/jemu na TOBIE zostanie na długo jeśli nie na zawsze. Jeśli zależy mu/jej na pieniądzach czy urodzie dość szybko się znudzi. I odejdzie. I tym lepiej dla Ciebie. Adios Misie;*
Zanim powiem Adios Misie odpowiem jeszcze Anonimowi. Do stwierdzenia tego na czym zależy Twojej drugiej połowie wystarczy czas. Jeśli zależy jej/jemu na TOBIE zostanie na długo jeśli nie na zawsze. Jeśli zależy mu/jej na pieniądzach czy urodzie dość szybko się znudzi. I odejdzie. I tym lepiej dla Ciebie. Adios Misie;*
wtorek, 20 marca 2012
Bardzo niełatwo jest pewnego dnia po prostu wstać i powiedzieć koniec, zabierz zabawki i idź do innej piaskownicy lepić inne babki. Jest to wręcz nieosiągalne, zwłaszcza, jeśli mamy jakiś tam sentyment do danej osoby i jakieś tam wspomnienia z nią związane. Sentymenty i wspomnienia są gorsze od wszawicy. Na wszy mamy szampony i podobno skuteczną naftę...na wspomnienia i sentymenty nie. Jednak czy ma sens ciągle wybaczać, przymykać oko, tłumaczyć głupie zachowania drugiej osoby tylko dlatego, że kiedyś było nam z nią fajnie? Hm...nie...zwłaszcza jeśli ktoś bywał a nie był w naszym życiu. Na ludzi bywających nie warto tracić czasu. Robienie priorytetu z kogoś kto ma nas za opcję nie może skończyć się dobrze zwłaszcza, że my dajemy z siebie wszystko a druga strona nic. Pasożytów w dzisiejszych czasach nie brakuje i trzeba z nimi walczyć wszelkimi dostępnymi środkami. Dziewczyno! jeśli liczysz na to, że Twój pasożyt kiedyś się zmieni i zacznie sie dla niego liczyć cokolwiek innego niż Twój dziś jędrny biust i Twoja dziś gładka buzia....wyrzuć go przez okno. Serio. Każdy z nas się zestarzeje więc na dłuższą metę nikt go nie usatysfakcjonuje...chyba, że zacznie wymieniać partnerki na coraz nowsze modele. Na to jednak musiałby mieć dużo czaru i uroku osobistego i jeszcze więcej pieniędzy, co jest utopią wykonalną raz na milion. Większość mężczyzn łysieje, tyje i dostaje w końcu przerostu prostaty, zdecydowana mniejszość rzyga pieniędzmi. Jeśli więc mężczyzna patrzy tylko na powłokę...nie jest Ciebie wart. Szlag mnie trafia kiedy słyszę gadanie niektórych OGIERÓW patrzących tylko na ładną buzię. Żeby jednak nie było tak jednostronnie i szowinistycznie pragnę zganić także kobiety patrzące tylko na pieniądze....do samochodu, portfela i pięknej willi się nie przytulisz. Oczywiście lepiej jest płakać w porszaku niż pod mostem ale...pieniądze to nie wszystko.
Najważniejsze jednak jest to, że nie warto inwestować w ludzi którzy patrzą na nas obojętnym spojrzeniem. Tyle na teraz. Adios Misie;*
Najważniejsze jednak jest to, że nie warto inwestować w ludzi którzy patrzą na nas obojętnym spojrzeniem. Tyle na teraz. Adios Misie;*
środa, 14 marca 2012
Anonimie: wina i prawda zwykle leżą po środku i dlatego większości przeszkadzają. To ile dziewczyna czy chłopak zbiera się po rozstaniu nie jest wystandaryzowane. Jednemu wystarczy tydzień, dwa no już w poywach trzy, innemu milenium będzie mało. Zależy to od wielu czynników, głównie indywidualnych. Znam dziewczynę, która z dwuletniego związku zebrała się w jako taką całość po dwóch tygodniach, po miesiącu z lekkimi załamaniami ale bez problemu się uśmiechała a po około trzech zaczęła żyć mówiąc że jest szczęśliwa. Znam ją całkiem dobrze i już dość długo, wiem że nie kłamie. Z kolei inna rok nie mogła się pozbierać a dopiero niedawno zaczęła funkcjonować na granicy normalności. Jak więc sam widzisz wszystko trzeba rozpatrywać w kategoriach indywidualnych, jak wszystko z resztą co człowieka dotyczy. Co do mężczyzn...okej napisałam notkę dość subiektywnie, ale to chyba dlatego, że w większości przypadków moje doświadczenia odwołują się do kobiet. Nie znaczy to, że nie pocieszałam męskich znajomych i że mnie szlag nie trafiał jak widziałam kolejne zabawiające się nim panny. Kobiety potrafią być sukami niestety i z tego miejsca pragnę przeprosić za nie i za siebie jeśli ew. złamałam komuś serce, w co wątpię, bo zwykle serc nie łamię z dwóch powodów. Po pierwsze nie było ich wiele do złamania, po drugie nie daję a przynajmniej staram się nie dawać fałszywych nadziei. Tym nie mniej jeśli kogoś kiedyś skrzywdziłam, biję się w swą obfitą pierś i przepraszam, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Bardzo ładnie powiedziałeś o tym znajdywaniu sobie marnej podróby byłych dziewczyn to przyznam dość budujące, zwłaszcza z perspektywy kobiety, jednak mam nadzieję, że duchy moich byłych znajdą a raczej znaleźli sobie moje absolutne przeciwieństwa, bo z kimś takim jak ja nie da się wytrzymać za długo. Nie chodzi tu nawet o to, że mam ciężką dupę. Tak naprawdę to ona jest bardzo lekka ale charakter ją obciąża. Czasem mam wrażenie, że jedynym cięższym ode mnie stworzeniem była suka Adela- wredna, agresywna i znerwicowana setrzyca po kilku ciążach urojonych należąca niegdyś do mojego kuzyna.
Nie wiem czy to kwestia pogody, hormonów czy po prostu się starzeję, ale zrobiłam się ostatnio bardzo sentymentalna. Obejrzałam nawet niedawno zdjęcia ze swojej studniówki. Jacyśmy byli pienkni i młodzi to plebs nie ogarnia. Jednak nie o upływającym czasie chcę pisać, bo przecież każdy jest jego świadom. Mam zamiar poruszyć temat zasadniczy, porównywalny z problemem głodu na świecie. Jak wiadomo nie od dziś na imprezach w stylu studniówki, wesela, balu emeryta trzeba się pokazać w towarzystwie mężczyzny. Jeśli nie ma się go na stałe, trzeba kombinować i tu zaczynają się schody. Opcji jest wiele. Można iść z bratem, kuzynem, szwagrem, co jednak kiedy się nie ma brata, szwagra ani kuzyna? Można iść z kumplem...który wiadomo musi się prezentować, zachowywać w towarzystwie, nie lądować głową w talerzu w stanie upojenia alkoholowego po dwóch godzinach no i tańczyć powinien. Wiele z nas pewnie zgodzi się ze mną, że trudno o ideały a skala ta znacznie zawężą krąg poszukiwań, czasem tak bardzo, że nie sposób nikogo wcisną do zbioru x. Zawsze można też poszukać partnera na imprezę okolicznościową w klubie, bynajmniej nie chodzi mi o klub piłkarski, choć może byłaby to jakaś opcja (pod warunkiem że kogokolwiek tam znamy). Na pomysł szukania partnera na imprezę okolicznościową wpadły kiedyś moje koleżanki, na szczęście szybko z tego zrezygnowały i poszły z kolegami. Ogólnie rzecz biorąc bycie kobietą bez stałego partnera życiowego idące na imprezy nie mają łatwo. I są chwile, kiedy sama sobie współczuję i utwierdzam się w przekonaniu że i w tym przypadku mężczyźni mają łatwiej. Na szczęście póki co nie zanosi się na żadną imprezę okolicznościową. Tymczasem idę się edukować. Adios Misie;*
Nie wiem czy to kwestia pogody, hormonów czy po prostu się starzeję, ale zrobiłam się ostatnio bardzo sentymentalna. Obejrzałam nawet niedawno zdjęcia ze swojej studniówki. Jacyśmy byli pienkni i młodzi to plebs nie ogarnia. Jednak nie o upływającym czasie chcę pisać, bo przecież każdy jest jego świadom. Mam zamiar poruszyć temat zasadniczy, porównywalny z problemem głodu na świecie. Jak wiadomo nie od dziś na imprezach w stylu studniówki, wesela, balu emeryta trzeba się pokazać w towarzystwie mężczyzny. Jeśli nie ma się go na stałe, trzeba kombinować i tu zaczynają się schody. Opcji jest wiele. Można iść z bratem, kuzynem, szwagrem, co jednak kiedy się nie ma brata, szwagra ani kuzyna? Można iść z kumplem...który wiadomo musi się prezentować, zachowywać w towarzystwie, nie lądować głową w talerzu w stanie upojenia alkoholowego po dwóch godzinach no i tańczyć powinien. Wiele z nas pewnie zgodzi się ze mną, że trudno o ideały a skala ta znacznie zawężą krąg poszukiwań, czasem tak bardzo, że nie sposób nikogo wcisną do zbioru x. Zawsze można też poszukać partnera na imprezę okolicznościową w klubie, bynajmniej nie chodzi mi o klub piłkarski, choć może byłaby to jakaś opcja (pod warunkiem że kogokolwiek tam znamy). Na pomysł szukania partnera na imprezę okolicznościową wpadły kiedyś moje koleżanki, na szczęście szybko z tego zrezygnowały i poszły z kolegami. Ogólnie rzecz biorąc bycie kobietą bez stałego partnera życiowego idące na imprezy nie mają łatwo. I są chwile, kiedy sama sobie współczuję i utwierdzam się w przekonaniu że i w tym przypadku mężczyźni mają łatwiej. Na szczęście póki co nie zanosi się na żadną imprezę okolicznościową. Tymczasem idę się edukować. Adios Misie;*
poniedziałek, 12 marca 2012
Rozstania nigdy nie należały i raczej nie szybko będą należały do przyjemności. Zawsze chociaż jedna strona będzie pokrzywdzona. Ze swojej długoletniej praktyki wyciągnęłam kilka wniosków, którymi spieszę się z wami podzielić drodzy czytelnicy. Z doświadczenia wiem, że odejście partnera znacznie częściej i znacznie dotkliwiej odchorowywały kobiety. Jako słaba płeć mamy bowiem bardzo destruktywną tendencję do polegania na swojej drugiej połowie bezgranicznie. Mylnie zakładamy, że skoro już raz się z nami związał zostanie już tak na wieki wieków amen. Życie jednak pisze różne, często bardzo mało oczekiwane scenariusze i podobnie jak w przypadki sądu ostatecznego nie znamy dnia ani godziny, w której wszystko może obrócić się o 180 stopni. Jedyną gwarancją powodzenia w momencie utraty drugiego człowieka jest to, że mocno stoimy na nogach. I tak będzie bolało, ale będąc silnym człowiekiem mamy dużo większe szanse na powodzenie misji 'zbieram się i żyję dalej'. Ma to oczywiście też swoje minusy. Będąc w miarę silną, stabilną i niezależną kobietą automatycznie tracimy umiejętność bycia nieporadną sierotą, potrzebującą wiecznej pomocy i wsparcia ze strony męskiego ramienia a co za tym idzie tracimy największy zaraz po cyckach wielkości arbuzów atut i znacznie trudniej nam później znaleźć kolejnego księcia małżonka, a przecież zegar biologiczny tyka i jajeczka nie będą żyły wiecznie. Po drugie, im szybciej kobieta uświadomi sobie że idąc za Staudyngerem 'stałą jest tylko męska niestałość' tym lepiej dla niej. Mężczyźni niezależnie od wieku, płci, koloru skóry i wyznania mają dziwną manierę pojawiania się i znikania ot tak bez podania wyraźnego powodu. Nie pytajcie mnie dlaczego tak jest, taki po prostu już ich urok, to nie ja ich projektowałam. Po trzecie, koniecznym etapem po zerwaniu jest wypłakać się i porzucać nożami w zdjęcie ukochanego, by kilka dni później płynnym ruchem przejść do mienia go gdzieś i życia dalej. Z doświadczenia własnego i swoich przyjaciółek wiem, że najgorszym, najtrudniejszym i najbardziej nie do przyjęcia etapem po zerwaniu jest moment kiedy to wasz luby znajduje sobie nową, lepszą, bardziej elokwentną i obytą harpię, którą najchętniej owinęłybyście folią bąbelkową i wysłały do Emiratów. Nie możecie jednak tego zrobić, bo przecież macie styl, klasę i jesteście ponad tym. Pamiętajcie jednak, że nie ma ludzi bez wad! Przy odrobinie szczęścia będzie od was brzydsza i będzie wyglądała jak gremlin. Jeśli nie będziecie miały tyle szczęścia pozostaje wam snuć domysły o tym, że beznadziejnie gotuje, kiedy tylko wezmą ślub przytyje ze 30 kilo, albo ma jeszcze większe wahania rozwoju niż wy. Warto w tych dniach zapewnić sobie pomoc przyjaciółki, która skutecznie obrzydzi waszą następczynię. Żebyście jednak nie myśleli, że trzeba miotać w nią ogniste kule, czy rozrzucać skórki od bananów na schodach! Nie, nie, nie. Prywatnie możecie ją nawet polubić. Jeśli okaże się zacną partnerką, do wspólnego nienawidzenia ludzi trzymajcie ją przy sobie jak najbliżej. Poza tym....stara ludowa mądrość mówi, że wrgów należy trzymać jak najbliżej. Niezależnie od wszystkiego jednak musicie przejść etap nieufności i krytycyzmu. Taka już nasza kobieca powinność. Adios Misie;*
niedziela, 11 marca 2012
Dziś manifa. Święto wszystkich polskich feministek, które raz w roku mogą zebrać się w stado i wykrzyczeć światu swoje poglądy. Każdego roku poruszany jest inny temat, który z roku na rok jest coraz bardziej absurdalny i coraz mniej ma wspólnego z dawną ideą emancypacji i feminizmu, o której już kiedyś wspominałam. O ile w latach poprzednich tematy te w jako taki sposób chociaż próbowały korespondować z prawami kobiet...w tym roku połączenie to nie jest już aż tak oczywiste. Przynajmniej dla mnie. Chociaż w sumie ja jestem jedną z bardziej zasłużonych ignorantek Polandii i pewnie jeśli się jeszcze trochę postaram dadzą mi za to jakiś medal albo chociaż karnego kutasa, którego później będę mogła z dumą postawić na półce...chciałoby się powiedzieć z trofeami, ale z racji tego, że mój talent sportowy ani żaden inny nie był nigdy jakoś specjalnie wybitny, a przynajmniej nie na tyle żeby go zauważyć będzie to moja pierwsza nagroda ever. Ale wracając do manify. O ile jestem w stanie zrozumieć to, że rzucają się że na podstawowe świadczenia nie ma pieniędzy a państwo sponsoruje Kościół (niech mi ktoś pokaże biednego ale nie w oczach skarbówki tylko takiego true biednego księdza dam medal i nawet pozwolę na cycki popatrzeć), to nie jestem w stanie znaleźć logiki w pluciu na Euro 2012, motywowanym brakiem zainteresowania piłką nożną wśród kobiet. Może jest w tym trochę racji...zdecydowanie mniej kobiet niż mężczyzn interesuje ta dyscyplina. Na przykład mnie to w ogóle nie porywa. Nudne to i nieśmieszne, a w dodatku nigdy nie wiem któa bramka jest nasza, ale osobiście znam kilka kobiet, które nie wykazują aż takiej ignorancji w tym zakresie. Doszłyśmy nawet ostatni do wniosku, że coraz więcej dziewczyn deklaruje żywe zainteresowanie piłką. Pozostawiam wam do zastanowienia kwestię jaki procent z nich naprawdę lubi ten sport, a ile działa według zasady owczego pędu i kibicuje bo tak teraz trzeba, czy wreszcie jaki procent deklaruje się jako kibice dlatego, że nowo poznany facet jest kibicem, piłkarzem, albo kibicem i piłkarzem. Cóż...też znam kilku takich i nigdy nie miałam problemu z powiedzeniem, że jest dla mnie nudne i nieśmieszne. Jak widać jestem nadal całą i zdrowa a część z nich lubi mnie mimo wszystko, więc chyba jednak lepiej jest powiedzieć wprost, nie wiem, nie znam się niż wpaść na pierwszym lepszym pytaniu o cokolwiek...kiedy pytają mnie o ulubiony klub odpowiadam...the legends na Szczepańskiej. Oczywiście moja taktyka jest pewnie zła i przez to nigdy nie podbiję serca żadnego piłkarza ani kibica ale cóż...zawsze mogło być gorzej, zawsze mogłam urodzić się bez ucha...wiec z tego powodu raczej nie umrę. Nawet nie będę płakać. Żebyście sobie jednak nie myśleli, że ja od zawsze byłam takim moronem i ignorantem piłkarskim wplotę tu wątek autobiograficzny i przytoczę opowieść o tym jak to mając lat na oko trzy nie chciałam iść spać bo leciał mecz...w sumie to nigdy nie chciałam iść spać, ale na potrzeby budowania mojego wizerunku medialnego możemy przyjąć, że nie chciałam chodzić spać tylko kiedy leciały mecze. Istotniejszą jest jednak przypowieść o mojej pierwszej miłości. On chodził na mecze i był łysy a ja nie chodziłam na mecze i miałam długie włosy. Zawsze jednak chciałam, żeby mnie zabrał ze sobą chociaż raz, żebym zobaczyła jak to jest i w ogóle....odpowiedź była jedna. "Pójdziesz ze mną jak będzie jakiś spokojniejszy mecz, bo jak się zaczną bić to co ja z Tobą zrobię? Jeszcze Ci zrobią krzywdę." Tak oto w mojej świadomości powstała wizja lokalnego meczu jako rzezi niewiniątek, z maczetami, karabinami, okopami i czołgami, gdzie krew leje się strumieniem a co drugiego wynoszą nogami do przodu. Może faktycznie lepiej żebym została w domu, jeśli jeszcze by mieli wziąć mnie do niewoli za szalik i na odchodne wyciąć mi nerkę, wątrobę i prawe płuco? Albo jakbym siadła nie w tym sektorze? Nie dość że bym w razie masakry nie miała się za kim schować, to jeszcze gdyby jednak ktoś sie nade mną zlitował, wyszłabym na zdrajcę i została wrogiem publicznym numer jeden i przy pierwszej możliwej okazji zostałabym nabita na pal ewentualnie spalona na stosie? To ja już chyba wolę być ignorantem i mieć wszystkie organy na miejscu. Miłej niedzieli, adios Misie;*
sobota, 10 marca 2012
Dzień mężczyzny.
Gdybym miała kamerę wideo, rozebrałabym się ładnie, wzięła w zęby goździka i złożyłabym wszystkim panom odwiedzającym rudowłosy świat paskudy życzenia z okazji dnia mężczyzny. Nie zrobię tego jednak z dwóch powodów. Po pierwsze nie mam kamery, więc co z tego, że bym się pięknie rozebrała, wzięła w zęby goździka i wygłosiła nie wiem jak piękną przemowę skoro i tak nikt by tego nie zobaczył, bo nic by się nie nagrało. Bo nie da się niczego nagrać bez kamery. Chyba że mamy dyktafon, to można nagrać głos, ale nie byłoby efektu, bo nie byłoby widać mojego pięknego odświętnego stroju. Po drugie dzisiejsze społeczeństwo cierpi na nadmiar samców i brak mężczyzn. Bo bycie samcem a bycie mężczyznom moi drodzy to nie to samo. Dobra koniec skarg i wrzucania wam moje drogie igreki...skoro już musicie mieć to swoje święto, pora, żeby Ruda Paskuda powiedziała za co was lubi i że jednak jesteście mile widziani w moim świecie.
Jedną z podstawowych cech, którą w was uwielbiam, jest wasza absurdalność. Jesteście chodzącymi dowodami na to, że Absolut ma nie tylko ułańską fantazję, ale i tak samo abstrakcyjne poczucie humoru jak ja. Oczywiście bije mnie w tym na głowę, bo gdyby was nie było w życiu nie przyszłoby mi na myśl stworzenie takich istot. Na początku chciałam was pochwalić za posiadanie zarostu. Jak powszechnie wiadomo, mężczyzna bez zarostu jest jak dżdżownica tylko większy, więc nie ważcie się pokazywać w mojej obecności bez kilkudniowego papieru ściernego. Chyba, że Bóg was wyraźnie nie kocha i dał wam tylko obleśny, miękki, młodzieńczy meszek. W takim przypadku wypalcie to lepiej laserem czy czymkolwiek ew. przyjdźcie z torbą na głowie, bo musicie wiedzieć, że młodzieńczy meszek jest jedną z rzeczy, która nie przestanie wywoływać we mnie fali obrzydzenia i niesmaku. Po drugie dobrze nadajecie się do podawania towaru z wysokich półek i noszenia bagażu. Kiedy się jest karłem mojego wzrostu i mimo sędziwego już wieku (tak tak, niedługo zacznę czesać się na pieczarę, osiwieję i będę mogła zacząć farbować włosy na ten taki lekk fioletowy kolor, który nie wiem czemu robi taką furorę, skoro zaraz obok nauszników i puchowych kamizelek na nikim nie wygląda dobrze) nadal sprawia się wrażenie dzieciaka sięganie do wysokich półek jest bardzo kłopotliwe. Ileż można podskakiwać i machać rękami bezskutecznie? Samce za to, a niekiedy i mężczyźni przeważnie przerastają mnie choćby o kilka centymetrów i nie regały w TESCO im nie straszne. No i bagaże. Znaczy z tym to nie jest do końca tak, bo kiedy już sunę Krakowem z moim dobytkiem życia, który waży około mnóstwo i sprawia mi często problem wszyscy szarmanccy książęta z bajek są na L4 i żaden nie kwapi się żeby mi pomóc. W sumie to nie ma co się dziwić. Gdybym była samcem też bym sobie nie pomogła. Niestety Bóg nie rozdziela po równo i nie wyglądam jak panie z reklam bielizny. No i średnio idzie mi granie nieporadnej księżniczki w wielkim, złym świecie. Po prostu przywykłam do przeprowadzania się pociągiem i noszenia ciężarów. W sumie czasem wolę zrobić to sama niż mieć wobec kogokolwiek jakiekolwiek zobowiązania wzajemności. Takie rzeczy zwykle wracają a ja jestem zbytnią egoistką, żeby się odwdzięczać. Po trzecie lubię was Samce za to, że...że....i tak siedzę już dobre 5 minut gapiąc się na gołębia siedzącego na sąsiednim dachu i nic mi nie przychodzi do głowy. Za dużo czasu widać spędzam ostatnio w towarzystwie kobiet i już zapomniałam za co lubię mężczyzn. Nie znaczy to, że was nie lubię (po prostu was nie znam) chciałoby się powiedzieć. To jest dobry moment, na podkreślenie tego, że każdego z was lubię z osobna i każdy ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego i w ogóle jeszcze bardzo dużo frazesów, od których rzyga się później tęczą i ma się wrażenie, że ta Paskuda to jednak taka kochana jest i każdego tak na duchu podtrzymać umie. Możemy po prostu przyjąć że tak jest i pozwolić się wam cieszyć waszą OWN unikalną wspaniałością. Poza tym...większość moich kontaktów z mężczyznami kńczyła się katastrofą z flakami na ścianach i czarną rozpaczą porównywalną z japońskim tsunami, więc można wysnuć daleko idący wniosek, że lubię was za to za co nie powinnam i że mam kiepski gust...ale o gustach się nie dyskutuje a ja w sumie nadal darze jako takim sentymentem moich świętej pamięci książąt małżonków, a poza tym w mojej małej społeczności wiadomości szybko się rozchodzą więc po prostu skończmy ten temat. Adios Misie;*
Jedną z podstawowych cech, którą w was uwielbiam, jest wasza absurdalność. Jesteście chodzącymi dowodami na to, że Absolut ma nie tylko ułańską fantazję, ale i tak samo abstrakcyjne poczucie humoru jak ja. Oczywiście bije mnie w tym na głowę, bo gdyby was nie było w życiu nie przyszłoby mi na myśl stworzenie takich istot. Na początku chciałam was pochwalić za posiadanie zarostu. Jak powszechnie wiadomo, mężczyzna bez zarostu jest jak dżdżownica tylko większy, więc nie ważcie się pokazywać w mojej obecności bez kilkudniowego papieru ściernego. Chyba, że Bóg was wyraźnie nie kocha i dał wam tylko obleśny, miękki, młodzieńczy meszek. W takim przypadku wypalcie to lepiej laserem czy czymkolwiek ew. przyjdźcie z torbą na głowie, bo musicie wiedzieć, że młodzieńczy meszek jest jedną z rzeczy, która nie przestanie wywoływać we mnie fali obrzydzenia i niesmaku. Po drugie dobrze nadajecie się do podawania towaru z wysokich półek i noszenia bagażu. Kiedy się jest karłem mojego wzrostu i mimo sędziwego już wieku (tak tak, niedługo zacznę czesać się na pieczarę, osiwieję i będę mogła zacząć farbować włosy na ten taki lekk fioletowy kolor, który nie wiem czemu robi taką furorę, skoro zaraz obok nauszników i puchowych kamizelek na nikim nie wygląda dobrze) nadal sprawia się wrażenie dzieciaka sięganie do wysokich półek jest bardzo kłopotliwe. Ileż można podskakiwać i machać rękami bezskutecznie? Samce za to, a niekiedy i mężczyźni przeważnie przerastają mnie choćby o kilka centymetrów i nie regały w TESCO im nie straszne. No i bagaże. Znaczy z tym to nie jest do końca tak, bo kiedy już sunę Krakowem z moim dobytkiem życia, który waży około mnóstwo i sprawia mi często problem wszyscy szarmanccy książęta z bajek są na L4 i żaden nie kwapi się żeby mi pomóc. W sumie to nie ma co się dziwić. Gdybym była samcem też bym sobie nie pomogła. Niestety Bóg nie rozdziela po równo i nie wyglądam jak panie z reklam bielizny. No i średnio idzie mi granie nieporadnej księżniczki w wielkim, złym świecie. Po prostu przywykłam do przeprowadzania się pociągiem i noszenia ciężarów. W sumie czasem wolę zrobić to sama niż mieć wobec kogokolwiek jakiekolwiek zobowiązania wzajemności. Takie rzeczy zwykle wracają a ja jestem zbytnią egoistką, żeby się odwdzięczać. Po trzecie lubię was Samce za to, że...że....i tak siedzę już dobre 5 minut gapiąc się na gołębia siedzącego na sąsiednim dachu i nic mi nie przychodzi do głowy. Za dużo czasu widać spędzam ostatnio w towarzystwie kobiet i już zapomniałam za co lubię mężczyzn. Nie znaczy to, że was nie lubię (po prostu was nie znam) chciałoby się powiedzieć. To jest dobry moment, na podkreślenie tego, że każdego z was lubię z osobna i każdy ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego i w ogóle jeszcze bardzo dużo frazesów, od których rzyga się później tęczą i ma się wrażenie, że ta Paskuda to jednak taka kochana jest i każdego tak na duchu podtrzymać umie. Możemy po prostu przyjąć że tak jest i pozwolić się wam cieszyć waszą OWN unikalną wspaniałością. Poza tym...większość moich kontaktów z mężczyznami kńczyła się katastrofą z flakami na ścianach i czarną rozpaczą porównywalną z japońskim tsunami, więc można wysnuć daleko idący wniosek, że lubię was za to za co nie powinnam i że mam kiepski gust...ale o gustach się nie dyskutuje a ja w sumie nadal darze jako takim sentymentem moich świętej pamięci książąt małżonków, a poza tym w mojej małej społeczności wiadomości szybko się rozchodzą więc po prostu skończmy ten temat. Adios Misie;*
środa, 7 marca 2012
Autobus.czerwony. przez ulice mego miasta mknieeee....
Do tego,że ludzie z natury rzeczy i w znaczącej większości są dosyć obleśni chyba nie muszę nikogo przekonywać. Oczywiście nie każdy Byt jest obleśny i nie każdy ma wszy, jednak potencjalnie każdy z nas może być nosicielem czegoś, czego w zasadzie nikt z nas złapać by nie chciał. Do wszystkiego można się jednak przyzwyczaić i z czasem zaczyna się człowiek przyzwyczajać do swoich braci i sióstr. Jest jednak jedna jedyna sytuacja, gdzie ludzkość zawsze będzie irytować i zawsze będzie nie do przyjęcia- KOMUNIKACJA MIEJSKA. Sama nie wiem od czego zacząć i co jest w całej tej sytuacji najgorsze. Może od tego, że w godzinach szczytu każdy jedzie na glonojada. Z nosem i całą resztą ciała przyklejoną do szyby, napierany tłumem. Zastanawiające jest, dlaczego nie doczepią jeszcze jednego wagonu? Z serii mów że to nieopłacalne, płacz kiedy zdarzy się wypadek. Polandia. Po drugie kiedy jesteśmy już w tym tłumie i staramy się utrzymać równowagę na jednej nodze bo więcej się nie mieści...tu wymienię kilka równie irytujących sytuacji. Po pierwsze, ludzie czytający Twoje smsy zza pleców, po drugie bydło, które zamiast przeprosić i kulturalnie powoli przesunąć się do wyjścia, przyjmuje bez skrępowania zasadę IDĘ...PATRZCIE WSZYSCY IDĘ i faktycznie ryje się jak ten baran przez środek wszystkiego. Po trzecie, dzieciaki puszczające na cały autobus tudzież tramwaj kiczową muzykę, która nikomu poza nimi się nie podoba. W takich momentach mam ochotę zabrać mu ten telefn i wyrzucić przez okno krzycząc aport. Po czwarte...ocieracze. Mężczyzno! jeśli jesteś samotny i trzeba Ci kobiety pożyczę Ci pieniądze na dziwki, ale od mojego tyłka WARA. Kolejną kandydatką jest znana i lubiana grupa społeczna- żule. Na Boga! Nie jestem nietolerancyjna, ale powinno się przyczepiać osobne wagony dla nich. Nie mogę się nigdy pozbyć wrażenia, że któryś z nich puści za chwilę pawia i to prosto na mnie. Poza tym ten zapach i świadmość gruźlicy, wszy i tyfusu. Publiczności decydujcie, który smak zostanie nowym nabytkiem limitowanej serii lejsów. Jak dla mnie jednak kompletnym i bezkonkurencyjnym numerem jeden w każdej kategorii są starsze panie. Zaznaczmy, że chodzi mi o wredne stare baby (a bynajmniej nie o milutkie staruszki <3), któych zakupy zajmują osobne siedzenie...bo przecież nieważne ze wszyscy się gniotą. Ważne że schabik i ziemniaczki mają wygodnie. Poza tym zaskakująca to rzecz, dobra na temat do magisterki...jakim cudem starsze panie potrafią stać godzinami w oknie lub pod blokiem i pielęgnwać pluralizm (plują na wszystko), do siedzenia dobiegają w 3 sekundy, ale spróbuj jechać po całym dniu na ostatnich nogach, to Ci urządzi taką apokalipse, że już lepiej paść trupem ze zmęczenia. Poza tym....gdzie the hell one jadą zawsze jakoś koło 7 rano? Co można robić i gdzie o takiej godzinie? Powiedzcie sami....jak tu nie powiedzieć, ze ludzie są obleśni i wkurzający? Mój mózg przestaje kontaktować. Muszę odespać bo zginę. Adios Misie;*
wtorek, 6 marca 2012
Anonimie: czasem mam poczucie, że tracę jakieś okazje, ale ogólnie rzecz biorąc układam życie zgodnie z zamierzeniami. Mam fajnych przyjaciół, dostałam się na wymarzone studia...tak jestem zadowolona ze swojego życia.
Jak donoszą niezależne, opiniotwórcze źródła, społeczeństwo Polandii jest coraz bardziej rozwiązłe. W tym miejscu powinnam zaskoczyć wszystkich diagramami i procentowym zestawieniem, opracowanym przez niezależnych ekspertów, które czarno na białym wyperoruje jaki procent młodych kobiet i mężczyzn wynajmuje, zeby nie powiedzieć sprzedaje swoje ciało za symboliczną opłatę co łaska. Rodzi się tu kilka pytań po pierwsze, czy sponsoring to wciąż prostytucja? Czy po pijaku się nie liczy i puszczanie się w klubach to prostytucja? Czy argument o tym, że mężczyzna powinien mieć rzeszę partnerek żeby udowodnić swoją męskość i pozycję w społeczeństwie a kobieta, któa spała z więcej niż jednym mężczyzną to prostytutka? i najważniejsze kto the hell projektuje ubrania dla stojących przy autostradach....znaczy AUTOSTRADACH przy drogach panien? Po pierwsze sponsoring. Oczywiście mogę się mylić, bo w zasadzie mało znam się na czymkolwiek ale moim zdaniem nie ważne czy należność wypłacana jest kartą, gotówką, czy w ziemniakach nadal sprzedajesz swoje ciało więc to nadal prostytucja 13.letnia Małgosiu z Łodzi, pozdrawiam, redakcja. Po drugie po pijaku liczy się podwójnie, bo nie tylko mogłaś złapać hiv, kiłę i ciążę, to jeszcze jakby coś nawet nie będziesz pamiętała kto tym w Ciebie rzucił, więc Twoja sytuacja jest jeszcze gorsza. No i pewnie nie zarobisz na tym za wiele. Więc rzuć to ino chyżo. Jeśli chodzi o dizajn (ładne zachodnie słowo, warto użyć, warto błysnąć elokwencją i znajomością języków, niech wiedzą, niech patrzą, że mnie stać) w dalszym ciągu nie udało mi się ustalić kto the hell to projektuje, ale z pewnością kimkolwiek jest nie ma zbyt wyrobionego poczucia smaku i gustu. Co do kwestii społecznych. Osobiście brzydzę się publicznych toalet i mężczyzn, którzy mają większy przebieg niż 30 letni maluch. Chciałoby się powiedzieć, nie bierz do buzi, bo nie wiesz gdzie wcześniej leżało. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że w przeciwieństwie do niemowlęcych butelek czy smoczków, nie można tego wyparzyć....znaczy CZELENDŻ? (kolejne ładne słowo) jeśli się czegoś bardzo chce to można ale nie sądzę że spotkałoby się to z aprobatą zainteresowanego. Ogólnie rzecz biorąc wysoki przebieg nie jest dla mnie wyznacznikiem doświadczenia i pozycji społecznej i nie chce mi się takiego delikwenta kijem przez ścierę tykać. Co o kobiet...jeden z moich znajomych powiedział, że mężczyźni lgną do kobiet, które mają w sobie coś z dziwki. Zaskakujące to i nurtujące, bo z jednej strony faktycznie coś w tym jest, że kobiety z wysokim przebiegiem mają dosyć spore powodzenie, podczas gdy te, które takiego nie mają nie podbijają sobie statystyki, a z drugiej strony zewsząd docierają do mnie opinie, że mężczyźni brzydzą się puszczalskimi. Gdzie tu logika panowie, no gdzie? Że niby łatwa okazja, fajna na młodzieńcze przygody a później to sobie porządnej poszukacie? HAHAHA przepraszam, musiałam.
Spotkałam ostatnio znajomą. Po krótkiej wymianie wymuszonych uprzejmości zaczęła chwalić się kogo to ona ostatnio nie wyrwała. Nie rozumiem dlaczego obraziła się na mnie, kiedy jej pogratulowałam i dodałam, żeby później nie uważała się za ekskluzywną restaurację, skoro ma przerób jak w barze mlecznym...nie rozumiem...przecież bary mleczne są najlepsze ever! ogólnodostępne, tanie i potańczysz i poruchasz, same korzyści. Krótko mówiąc zaczynam dostrzegać dziejącą się w sposób całkiem realny przemianę społeczną udowadniającą, że kobiety zaczynają się szczycić swoją rozwiązłoscią i brakiem poszanowania do swojego ciała. Pozostaje mi tylko powiedzieć słowami klasyka "Ludwiku Dornie, Sabo nie idźcie tą drogą" i zaapelować o nierozdawanie swojego ciała za bezcen chociaż zdaję sobie sprawę, że nie ma to i tak większego znaczenia dla ogółu i będę odebrana jako staroświecka krzewicielka idei dewocyjnych. Cóż....tyle na dziś, Adios Misie:*
Jak donoszą niezależne, opiniotwórcze źródła, społeczeństwo Polandii jest coraz bardziej rozwiązłe. W tym miejscu powinnam zaskoczyć wszystkich diagramami i procentowym zestawieniem, opracowanym przez niezależnych ekspertów, które czarno na białym wyperoruje jaki procent młodych kobiet i mężczyzn wynajmuje, zeby nie powiedzieć sprzedaje swoje ciało za symboliczną opłatę co łaska. Rodzi się tu kilka pytań po pierwsze, czy sponsoring to wciąż prostytucja? Czy po pijaku się nie liczy i puszczanie się w klubach to prostytucja? Czy argument o tym, że mężczyzna powinien mieć rzeszę partnerek żeby udowodnić swoją męskość i pozycję w społeczeństwie a kobieta, któa spała z więcej niż jednym mężczyzną to prostytutka? i najważniejsze kto the hell projektuje ubrania dla stojących przy autostradach....znaczy AUTOSTRADACH przy drogach panien? Po pierwsze sponsoring. Oczywiście mogę się mylić, bo w zasadzie mało znam się na czymkolwiek ale moim zdaniem nie ważne czy należność wypłacana jest kartą, gotówką, czy w ziemniakach nadal sprzedajesz swoje ciało więc to nadal prostytucja 13.letnia Małgosiu z Łodzi, pozdrawiam, redakcja. Po drugie po pijaku liczy się podwójnie, bo nie tylko mogłaś złapać hiv, kiłę i ciążę, to jeszcze jakby coś nawet nie będziesz pamiętała kto tym w Ciebie rzucił, więc Twoja sytuacja jest jeszcze gorsza. No i pewnie nie zarobisz na tym za wiele. Więc rzuć to ino chyżo. Jeśli chodzi o dizajn (ładne zachodnie słowo, warto użyć, warto błysnąć elokwencją i znajomością języków, niech wiedzą, niech patrzą, że mnie stać) w dalszym ciągu nie udało mi się ustalić kto the hell to projektuje, ale z pewnością kimkolwiek jest nie ma zbyt wyrobionego poczucia smaku i gustu. Co do kwestii społecznych. Osobiście brzydzę się publicznych toalet i mężczyzn, którzy mają większy przebieg niż 30 letni maluch. Chciałoby się powiedzieć, nie bierz do buzi, bo nie wiesz gdzie wcześniej leżało. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że w przeciwieństwie do niemowlęcych butelek czy smoczków, nie można tego wyparzyć....znaczy CZELENDŻ? (kolejne ładne słowo) jeśli się czegoś bardzo chce to można ale nie sądzę że spotkałoby się to z aprobatą zainteresowanego. Ogólnie rzecz biorąc wysoki przebieg nie jest dla mnie wyznacznikiem doświadczenia i pozycji społecznej i nie chce mi się takiego delikwenta kijem przez ścierę tykać. Co o kobiet...jeden z moich znajomych powiedział, że mężczyźni lgną do kobiet, które mają w sobie coś z dziwki. Zaskakujące to i nurtujące, bo z jednej strony faktycznie coś w tym jest, że kobiety z wysokim przebiegiem mają dosyć spore powodzenie, podczas gdy te, które takiego nie mają nie podbijają sobie statystyki, a z drugiej strony zewsząd docierają do mnie opinie, że mężczyźni brzydzą się puszczalskimi. Gdzie tu logika panowie, no gdzie? Że niby łatwa okazja, fajna na młodzieńcze przygody a później to sobie porządnej poszukacie? HAHAHA przepraszam, musiałam.
Spotkałam ostatnio znajomą. Po krótkiej wymianie wymuszonych uprzejmości zaczęła chwalić się kogo to ona ostatnio nie wyrwała. Nie rozumiem dlaczego obraziła się na mnie, kiedy jej pogratulowałam i dodałam, żeby później nie uważała się za ekskluzywną restaurację, skoro ma przerób jak w barze mlecznym...nie rozumiem...przecież bary mleczne są najlepsze ever! ogólnodostępne, tanie i potańczysz i poruchasz, same korzyści. Krótko mówiąc zaczynam dostrzegać dziejącą się w sposób całkiem realny przemianę społeczną udowadniającą, że kobiety zaczynają się szczycić swoją rozwiązłoscią i brakiem poszanowania do swojego ciała. Pozostaje mi tylko powiedzieć słowami klasyka "Ludwiku Dornie, Sabo nie idźcie tą drogą" i zaapelować o nierozdawanie swojego ciała za bezcen chociaż zdaję sobie sprawę, że nie ma to i tak większego znaczenia dla ogółu i będę odebrana jako staroświecka krzewicielka idei dewocyjnych. Cóż....tyle na dziś, Adios Misie:*
poniedziałek, 5 marca 2012
Ach Anonim Anonim nie mogłam nie odpowiedzieć. To tak od początku wspominanie o swoim chłopaku mężu, konkubencie okej ale nie cały czas i w każdym możliwym kontekście w każdym zdaniu non k**wa stop jak powiedział klasyk. Co do mojej kobiecości wiele rzeczy piszę z przekąsem i ironią więc spoko nie zamienię cycków na co innego w najbliższym tysiącleciu, po prostu czasem nie rozumiem niektórych zachwowań kobiet z mojego otoczenia. Po trzecie co do małżeństwa, nie bojkotuję go jako instytucji i same zaręczyny też uznaję za naturalną kolej rzeczy jeśli jesteśmy razem tak serio, serio, ale to powinna być dojrzała decyzja a nie tak jak często w naszej a przynajmniej mojej bo nie pytam o Pana o lata, grupie wiekowej KUP MI PIERŚCIONEK BO TAK BO JA CHCE, bo to będzie takie pro i będę się miała czym pochwalić przed znajomymi.
No to jak już tu jestem to macie na dobranoc moje wypociny. podobno dobre...nie wiem nie znam się.
No to jak już tu jestem to macie na dobranoc moje wypociny. podobno dobre...nie wiem nie znam się.
Winstona obudziło pukanie do drzwi. Nie był pewien, która godzina ale wiedział, że nikt o nienagannych manierach nie mógłby przyjść tak późno, albo wcześnie. Czas nadranny był bowiem według Winstona względny. Piąta mogła być rankiem dla robotnika, porzucającego pielesze na rzecz pieca martenowskiego, lub też początkiem nocy dla artysty, który kolejny raz zgubił twarz w jednym z przydrożnych barów, raczej średniej jakości, w centrum jakiegoś bliżej nieokreślonego miasta.
Jednego mógł być pewien- czasy aresztowań skończyły się raz na zawsze, wraz z objęciem władzy przez nową klasę panów- oligarchów z wielkimi brzuchami, w melonikach i z cygarem zatkniętym w pożółkłych zębach. Byli zbyt zajęci wydzieraniem wdowom ostatnich groszy, by podpisywać wyroki śmierci. Z perspektywy obywateli był to proceder raczej wygodny, z perspektywy wdów już nie, lecz nie protestowały. Wdowi grosz nie był w końcu najnowszym wymysłem rozpasanego kapitalizmu.
Gość zdawał się nie ustępować. Wstał więc i z wolna szur, szur, szur poczłapał do drzwi. To tu to tam po ścianach i meblach przemykał niepostrzeżenie jego jedyny nieodłączny towarzysz- cień.
W drzwiach spotkał wysokiego, smukłego jegomościa w kraciastej marynarce, kropla w kroplę podobnej do tej, w której Winston zwykle wychodził do swojej kancelarii. Idąc do drzwi stworzył w myślach całkiem zgrabną tyradę, na temat dobrego wychowania, ciszy nocnej i jego prywatnego spokoju, który nieznajomy zakłócał, lecz kiedy stanął z nim twarzą w twarz nie starczyło mu odwagi na jej wygłoszenie. Z resztą często brakowało odwagi na cokolwiek, przez co życie podstarzałego, szpakowatego tu i tam księgowego tkwiło po uszy w stagnacji i monotonii.
- Słucham pana? –zaczął zachrypłym głosem. – czym mogę służyć?
- To ja przyszedłem panu pomóc Winstonie Brown.
- Pomóc, mnie, w czym do diabła chcesz mi pomóc człowieku?
- Niech się pan nie unosi. Przyszedłem sprzedać panu dywan.
- Dywan? Chce mi pan sprzedawać dywan o tej godzinie? Nie mogło to zaczekać do rana, kiedy niewyrwany ze snu mógłbym powiedzieć, że nie potrzebuję dywanu?
- Zauważyłem, że nie jest panu potrzebny, więc pozwolę sobie wejść w zupełnie innej sprawie. – to mówiąc nieznajomy minął osłupiałego gospodarza, jakby nigdy nic zdjął buty, rozłożył przemoknięty, wielki, czarny parasol. Gdyby Winston mógł widzieć się z perspektywy osoby trzeciej mógłby zauważyć, że zachowanie gościa do złudzenia przypominało jego codzienne rytuały.
- Czy zapraszałem pana do środka?! – na gardle bohatera zaciskała się niewidzialna pętla, właściwa człowiekowi przerażonemu, który z jednej strony zdaje sobie sprawę z absurdalności sytuacji w jakiej się znajduje, a z drugiej nie jest w stanie nic na to poradzić. Zimny pot oblał mu skronie, serce zaczynało bić coraz mocniej i szybciej. Po chwili zdawało się już pulsować tuż pod czaszką, nieopodal ucha.
- Gości takich jak ja nie trzyma się w progu. – odparł gość z tajemniczym uśmiechem, po czym nie czekając na zaproszenie gospodarza, rozsiadł się wygodnie w ulubionym fotelu Winstona, zapalił papierosa i nalał sobie szklaneczkę szkockiej. Żółtawe, przygaszone światło przytłumione dodatkowo gęstym obłokiem dymu ukazało twarz gościa. W fotelu siedział on sam. Winston Brown, we własnej osobie. Mało nie zemdlał z wrażenia widząc, kto przyszedł do jego mieszkania pewnej mokrej listopadowej nocy. Czyżby zwariował? Świat zawirował mu przed oczami, serce biło szybciej, szybciej, szybciej aż do bólu. Wzburzona krew uderzała z impetem o falochron żył i tętnic. Gardło zaciśnięte, zdawało się być suche jak wiór spod hebla. Poczucie zimna i gorąca ogarniały go naprzemiennie. Z letargu wyrwało go pytanie gościa.
-Porozmawiamy? - wbił wyczekująco wzrok w przerażonego, zdezorientowanego mężczyznę.
-Porozmawiamy? - wbił wyczekująco wzrok w przerażonego, zdezorientowanego mężczyznę.
- O czym chcesz ze mną rozmawiać? Odejdź! Zostaw mnie! Kim jesteś?! – krzyczał przerażony.
- O życiu panie Brown...i o śmierci....- odparł niewzruszony krzykami gospodarza.
- Wolałbym o życiu...
- Dobrze, niech będzie o życiu. Spójrz więc na siebie. Co widzisz? Czy wciąż jesteś człowiekiem, którym byłeś trzydzieści lat temu? Przepuszczasz życie między palcami. Nieświadomie przepływają bezpowrotnie kolejne minuty tik, tak, tik, tak, zegar życia bije a Ty nie robisz nic.
- Przecież ja pracuję....ja....ja chodzę do Kościoła i podatki nawet płacę. – zaczynało brakować mu słów. Nie wiedział co się dzieje, ale miał wrażenie, że znalazł się na granicy szaleństwa, tymczasem niewzruszony gość ciągnął dalej spokojnym tonem.
- Kiedyś chciałeś zmieniać świat, miałeś plany, ambicje, marzenia, miłość, przyjaźń...gdzie to się teraz podziało? Przyjaciele odeszli, ukochana wyszła za innego, nawet planów już nie masz. Stałeś się trybikiem w machinie kapitalizmu, którego w gruncie rzeczy nienawidzisz. Jesteś tylko pionkiem w grze. Nie wieżą, nie królem ani nawet skoczkiem. Jesteś nic nieznaczącym pionkiem.
- Cóż mam na to poradzić?! I kim u diabła jesteś człowieku, że mówisz mi to wszystko?
- Jestem Tobą Winstonie Brown. Jestem tym, którego uwięziłeś pod powłoką zgorzkniałego sługusa i biurokraty lata temu ze strachu przed życiem, szczęściem, ryzykiem, żeby tylko było wygodnie, żeby nikomu się nie narazić. Nie pamiętasz już swoich marzeń dwudziestoletnich, snów o potędze?
- Jakże to możliwe? Ktoś płata mi niewybredne żarty.
- To nie żarty Winstonie, to życie. Pamiętaj, ścieżką życia idziemy tylko raz. Nic do nas nie wraca, ani my nie wracamy nigdzie gdzie już byliśmy. Dlatego trzeba żyć każdą chwilą. Dlatego zacznij żyć...póki możesz. Rób to, co sprawia Ci radość, baw się, wyjdź ze skorupy stary żółwiu! Potraktuj nasze spotkanie jako ostatnie ostrzeżenie i wracaj do łóżka. – stary zegar na ścianie mieszkania Winstona zaczął od niechcenia wybijać szóstą. Mężczyzna z wolna otworzył oczy. Bał się co zastanie. O dziwo mieszkanie było puste. Nikt nie siedział na fotelu, nie palił papierosa. Był tylko on, cisza i kolejny listopadowy dzień. Wstał, ubrał się szybko i pobiegł na tramwaj. Pojechał do kancelarii, na drzwiach wywiesił kartkę głoszącą, „W DNIU DZISIEJSZYM KANCELARIA NIECZYNNA” po czym wolnym krokiem udał się w stronę Bulwaru Wschodniego, gdzie najpiękniej było o świcie, właśnie takim jak teraz. Nie wiedział ile i czy cokolwiek zdoła zmienić, wiedział jednak że musi próbować znaleźć szczęśliwą przystań. O spotkaniu ze sobą nikomu nigdy nie powiedział.
Już Ci niosę suknię z welonę....
Jedzenie makaronu z warzywami wśród kobiet może zaowocować depresją, poczuciem bezsensu i świadomością, że wasze zycie zmierza do nikąd. Nie wiem jak u was, ale wokół mnie zaroiło się ostatnio od ludzi zaręczających się , wychodzących za mąż czy też planującą bliżej określoną lub nieokreśloną przyszłość, podczas gdy ja nadal siedzę nad talerzem z makaronem posypanym marchewką i zastanawiam się, dlaczego ma taki wynaturzony kształt. Nie dorosłam do swych lat a romantyczne uniesienia nie przestają mnie śmieszyć. Większość dziewczyn zarzuca mi wtedy, że myślę tak dlatego, że nikogo nie mam. Taa...z serii zaskocz mnie. Komedie romantyczne, gdzie ona upuszcza długopis a on go podnosi i już w 3 minucie filmu wiesz jak się cała historia skończy nie bawiły mnie i nie bawią, a wręcz z wiekiem coraz bardziej irytują swoją naiwnością. Zastanawia mnie jedno. Gdzie sens i logika w oświadczaniu się, kiedy on siedzi na drugim końcu Polandii i nie zanosi się na powrót. Być może jestem wybrakowana pod względem kobiecości....jestem skłonna uważać to za wysoce prawdopodobne, niemniej jednak zaręczanie się BO TAK, BO TRZEBA, BO ONA CHCE I MUSI BO UMRZE NA SEPSE jest dla mnie nie tyle nawet nielogiczne co głupie. Poza tym frazy BO MÓJ...tu pada zwykle imię księcia małżonka działąją na mnie jak płachta na byka. Niee tu znowu nie chodzi o zazdrość, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że większość z dziewczyn zaczynających co drugie zdanie od takiej frazy nie ma nic do zaoferowania samymi sobą. Bo jej (...) tyle zarabia, bo jej (...) to mieszka tu, widził to zrobił to...no generalnie zajebiście chwalisz się czy żalisz? mam paść zemdlona z wrażenia i rozpłynąć się w zachwycie? Nie. po prostu...nie. Stoję sobie więc zwykle z nieobecnym wzrokiem wbitym w ścianę i po chwili zastanowienia odpalam jakiś bezsensowny tekst, nie mający nic wspólnego z tematem. Cóż...nie mogę pomóc, jestem kotem. Coraz mniej nadaję się dożycia w społeczeństwie. Zwłaszcza w środowisku kobiet....szydzę, przeklinam, nie oglądam komedii romantycznych i nie noszę szpilek. Czas zmienić płeć...także tego...ja biegnę szukać jakiegoś dobrego chirurga a wy rozkoszujcie się urokami wiosny. Adios Misie.:*
niedziela, 4 marca 2012
Anonimie: obracam się w środowisku kobiet od dawna i nie poznałam jeszcze takie, która byłaby zadowolona z siebie w 100%. Doswiadczenie nauczyło mnie, że nawet jeśli na trzeźwo babka jest pełna ochów i achów na swój temat już po kilku kieliszkach zaczyna mówić zupełnie co innego. Ileż to wieczorów spędziłam na roztrząsaniu rozmiaru cycków, bioder, włosów, diastem...każda z nas ma w sobie coś czego szczerze nienawidzi. Ja też...ale nie jest tak, że chciałabym żeby wszyscy mnie akceptowali. Gdyby tak było musisz się ze mną zgodzić byłoby dziwnie i nienaturalnie. Jeśli ktoś mnie nie lubi, nie rozumie, nie akceptuje, nie podobam mu się fizycznie wolna droga niech odejdzie, nikogo nie będę trzymała przy sobie na siłę. Przesiew ludzi w najbliższym otoczeniu mam już w sumie za sobą. No. tak by to wyglądało. Oczywiście możesz sie ze mną nie zgadzać, lubię polemikę. Jeśli jest konstruktywna wskazuje na myślenie, które cenne jest i rzadko spotykane obecnie. Słowo dzisiejsze będzie na temat feminizmu, który bądź co bądź przewija się niekiedy w moich poglądach. Dziś porzuciłam radykalizm, ale far far away in other galaxy, kiedy będąc jeszcze panienką buntowałam sie przeciwko wszystkich i wszystkiemu dopadł mnie okres zachłyśnięcia się feminizmem. Były gadki o uprzedmiotowieniu kobiety, o tym że kobiety są lepsze bo tak i o tym, że bez mężczyzny jestem sobie w stanie poradzić też. Dziś się zestarzałam, uspokoiłam, dowiedziałam, że krzyczenie sprzyja powstawaniu guzków krtani więc już nie krzyczę i nie skanduję razem z tłumem, że kobiety na traktory. W dalszym ciągu podtrzymuję jednak swoje wypowiedzi sprzed około dwóch lat, kiedy mówiłam, że feminizm jako ideologia ma w sobie tyle samo dobrego co złego. Sama ideologia ma zacne podstawy i faktycznie wyszła od upodmiotowienia kobiety za co chwalmy Pana, jednak później coś poszło źle i zaczęło się palenie staników i walka o parytety i prawo do aborcji. Polaczki jednak jak często z resztą widzą tylko jedną stronę medalu. Dla wielu feminizm to radykalizm, manify, palenie mężczyzn na stosie i gładzenie niemowląt płci męskiej. Nie zauważają wielu innych odłamów o zgoła innych założeniach. Niestety, do głosu dochodzi najczęściej to co głośne i kontrowersyjne. Nie zapominajmy o tym, że jak w przypadku każdej ideologii, również i w przypadku feminizmu znajdziemy wiele kretynek i nie bójmy się tego słowa. Któraś krzyknie ze kobiety do kopalni a później ja muszę się tłumaczyć, że to nie ja tylko ona i że ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ze kobieta w kopalni to nie bardzo bo to słabe, wątłe i w ogóle po prostu nie. Jedna czy dwie działaczki zachwycą się parytetami, które jak dla mnie są niczym innym jak wypychaniem grupy 6osobowej na konkurs międzyklasowy, kiedy nikt nie chce a trzeba. No ludzie, przeciez to jobla można dostać. Jak ja to wszystko po latach, na chłodno widzę? Otóż...zacznijmy od tego, że kobieta nigdy nie będzie równa mężczyźnie, ani mężczyzna kobiecie. Patriarchat ani matriarchat nie sprawdza się w działaniu. Nie można stawiać znaku większości i mniejszości między dwiema RÓŻNYMI...rzeczami? nie. między dwoma różnymi bytami. tak zabrzmi lepiej. To tak jakby porównywać kilogram z decymetrem. Jesteśmy różni i się uzupełniamy i to jest pozytywne. Po drugie kobiety w kopalniach. Oczywiście mamy wolny rynek i uważam, że każdy powinien realizować się w tym w czym chce i jeśli pani X z panią Y chcą latać z kilofem i karmić pylice to śmiało. Chętnie popatrzę jaka piękna katastrofa. Po trzecie, moi drodzy i moje drogie...czy bierzecie pod uwagę ile ludzkość by straciła gdyby nie kobiety na uniwersytetach i w polityce (tu mówię o tych dobrowolnie zrzeszonych nie wypchniętych bo trzeba) pragnę jedynie zauważyć, że do końca XIX wieku kobieta w edukacji była abstrakcyjna. Dziś już wiemy, że było to jedno z lepszych osiągnięć ruchu emancypantek. Nie wyobrażam sobie co bym robiła w życiu gdyby nie moje studia i ciągły rozwój...a może tak mi się tylko zdaje bo już tego spróbowałam? Po któreś tam z kolei. Panowie! nie jesteście chodzącymi portfelami ani my chodzącymi robotami kuchennymi bądź też macicami. Każdy z was (nie mówię o tych żyjących w okolicach Czarnobyla...przepraszam, żenujący przypis redakcji) ma tyle samo rąk co ja i tak samo efektywnie może sprzątać, gotować, prać i prasować, a ja mogę zarabiać. Wszystko zależy od podziału obowiązków i od sławetnego ja pobruszę a Ty poczywaj. No i uprzedmiotowienie kobiet. Kiedyś plułam na pornografię, wyzysk prostytutek i w ogóle. Dalej uważam, że nie jest za fajnie być zlewem na spermę, ale widać niektóre lubią ten sport i co ja na to mogę.
Wniosek: dziel obowiązki, mnóż korzyści, ciesz się z różnic a baby do garów! Czytała Krystyna Czubówna. Adios Misie;*
Wniosek: dziel obowiązki, mnóż korzyści, ciesz się z różnic a baby do garów! Czytała Krystyna Czubówna. Adios Misie;*
piątek, 2 marca 2012
Pisałam ostatnio o tolerancji. O homofobii i ogólnie rzecz biorąc brakach w myśleniu Polaków. Dzisiejszy temat w zasadzie stanowi nawiązanie i rozwinięcie poprzedniej myśli. Będzie o akceptacji. Nie chodzi mi jednak o akceptowanie innych, lecz o jednym z podstawowych wyznaczników szczęścia własnego- samoakceptacji. Dzisiejsze kobiece czasopisma nie wywołują we mnie wewnętrznej ekscytacji. Wychodzę z założenia, że jeśli jestem w stanie przeczytać 50 stronicowe czasopismo nie odchodząc od półki w kiosku, nie jest ono warte mojej uwagi a tym bardziej gotówki. Owszem zdarzało mi się kupić raz czy dwa jakiegoś tam szmatławca na drogę do pociągu, jednak artykuły z serii 'jak zrobić loda na 398 sposobów mając pod ręką jedynie agrafkę, cyklotron i trzy miętówki' po pewnym czasie zaczynają być wtórne, nudne i nieśmieszne. Jedną z podstawowych części kolorowych pisem dla postępowych, niezależnych kobiet jest dział 'zaakceptuj siebie, bo jesteś piękna i niepowtarzalna', po czym kiedy przewracamy stronę, trafiamy na 10 rubryk: jak zrobić żeby powiększyć małe piersi a zmniejszyć duże, jak wydłużyć nogi krótkie a skrócić długie, jak się ubierać, jak się nie ubierać- hity modowe na każdą kieszeń za nie całe 1000 złotych, no doprawdy okazja, przecież bogate panny z holiłudu płacą za to milion razy tyle, więc niech tam! nie zjem obiadu...9 obiadów i nie zapłacę za prąd ale będę miała najlepszą kieckę ever lepszą od tych trzech, które mam w szafie. Przykłady ulepszania siebie można mnożyć, mnożyć, mnożyć w nieskończoność...ale przecież jesteśmy takie piękne właśnie takie jesteśmy. Młode, łądne dziewczyny bijące się z anoreksją i zaburzeniami emocjonalnymi, młodzi mężczyźni strzelający na zawał po trzydziestce, bo muszą być no po prostu MUSZĄ bo dostaną wszy jeśli nie, być najlepsi, najbogatsi naj, naj, naj.
Skoro pokazujemy naszemu, nie powiem głupiemu społeczeństwu takie a nie inne obrazy dlaczego dziwimy sie później, że co drugi młody człowiek deklaruje nienawiść do samego siebie?
Zapomnieliśmy już o oryginalności, która nie ma nic wspólnego z lookiem hipstera. Każdy z nas jest przecież niezależnie od tego kim jest, jak wygląda, skąd pochodzi PIĘKNY I JEDYNY NA ŚWIECIE. Choćbym zeszła świat wzdłuż i wszerz nie znajdę nigdzie drugiej takiej rudej paskudy. Może to i dobrze. Dwie takie osoby jak ja byłyby nieakceptowalne. Co więcej, nikt z ludzi nie jest w stanie ocenić nas samych gorzej niż sami to zrobimy. Z naszymi kompleksami i niedoskonałościami jest trochę tak jak z plamą na koszulce. Często nie daje nam spokoju cały dzień, wydaje nam się, że każdy ją widzi, jednak w rzeczywistości nikt poza nami jej nie dostrzega. Każdy z nas ma określone cechy, zachowania, braki, których w żaden sposób nie jest w stanie zaakceptować, jednak dla opinii publicznej cechy te są niezauważalne, niepotrzebne albo wręcz poczytywane za zaletę. God makes no mistakes. Ktoś tam w Centrali właśnie w ten sposób nas wymyślił, zaprojektował. Świat potrzebował ludzi o takim dizajnie i wyposażeniu z jakim nas wysłał. Widać kiedy ja przychodziłam na świat, postkomunistycznej Polsce brakowało rozwrzeszczanych, pyskatych i przekornych paskud.
Powinniśmy pamiętać także o tym, że nie żyjemy na świecie dla samych siebie, mimo że często stawiamy siebie w centrum wszystkiego. Żyjemy przede wszystkim dla innych. Gdyby nie ja, kto pisałby tak wy*ebane w kosmos komentarze do rzeczywistości, kto zająłby się moimi dzieciakami, kto gotowałby taką pomidorówkę, kto pojawiłby się z całym swoim jestestwem w życiu tych wszystkich ludzi, którzy nas kochają i przez któych my jesteśmy kochani? Nawet dla ANONIMA (właśnie cześć Anomim! Jesteś może Tomkiem? jakby co to wiesz jestem gdybyś chciał pogadać a nie miał z kim to ja czekam.:) ) świat nie byłby taki sam beze mnie, tak wiem jestem nieskromna i narcystyczna ale świat bez nas mógłby się kręcić i pewnie poradziliby sobie całkiem nieźle, lecz nigdy NEVER bez nas nie byłby taki sam. Czy byłby lepszy? Nie wiem. Świat w ogóle, składa się z wielu różnych ludzkich światów. Pewnie dla kogoś jestesmy osią wszytstkiego i powodem by wstać rano a nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tak więc moi drodzy KOCHAJMY SIĘ i szukajmy w sobie tego co najlepsze, bo jak ktoś kiedyś powiedział 'każdego można za coś pochwalić'
Adios Misie;*
Skoro pokazujemy naszemu, nie powiem głupiemu społeczeństwu takie a nie inne obrazy dlaczego dziwimy sie później, że co drugi młody człowiek deklaruje nienawiść do samego siebie?
Zapomnieliśmy już o oryginalności, która nie ma nic wspólnego z lookiem hipstera. Każdy z nas jest przecież niezależnie od tego kim jest, jak wygląda, skąd pochodzi PIĘKNY I JEDYNY NA ŚWIECIE. Choćbym zeszła świat wzdłuż i wszerz nie znajdę nigdzie drugiej takiej rudej paskudy. Może to i dobrze. Dwie takie osoby jak ja byłyby nieakceptowalne. Co więcej, nikt z ludzi nie jest w stanie ocenić nas samych gorzej niż sami to zrobimy. Z naszymi kompleksami i niedoskonałościami jest trochę tak jak z plamą na koszulce. Często nie daje nam spokoju cały dzień, wydaje nam się, że każdy ją widzi, jednak w rzeczywistości nikt poza nami jej nie dostrzega. Każdy z nas ma określone cechy, zachowania, braki, których w żaden sposób nie jest w stanie zaakceptować, jednak dla opinii publicznej cechy te są niezauważalne, niepotrzebne albo wręcz poczytywane za zaletę. God makes no mistakes. Ktoś tam w Centrali właśnie w ten sposób nas wymyślił, zaprojektował. Świat potrzebował ludzi o takim dizajnie i wyposażeniu z jakim nas wysłał. Widać kiedy ja przychodziłam na świat, postkomunistycznej Polsce brakowało rozwrzeszczanych, pyskatych i przekornych paskud.
Powinniśmy pamiętać także o tym, że nie żyjemy na świecie dla samych siebie, mimo że często stawiamy siebie w centrum wszystkiego. Żyjemy przede wszystkim dla innych. Gdyby nie ja, kto pisałby tak wy*ebane w kosmos komentarze do rzeczywistości, kto zająłby się moimi dzieciakami, kto gotowałby taką pomidorówkę, kto pojawiłby się z całym swoim jestestwem w życiu tych wszystkich ludzi, którzy nas kochają i przez któych my jesteśmy kochani? Nawet dla ANONIMA (właśnie cześć Anomim! Jesteś może Tomkiem? jakby co to wiesz jestem gdybyś chciał pogadać a nie miał z kim to ja czekam.:) ) świat nie byłby taki sam beze mnie, tak wiem jestem nieskromna i narcystyczna ale świat bez nas mógłby się kręcić i pewnie poradziliby sobie całkiem nieźle, lecz nigdy NEVER bez nas nie byłby taki sam. Czy byłby lepszy? Nie wiem. Świat w ogóle, składa się z wielu różnych ludzkich światów. Pewnie dla kogoś jestesmy osią wszytstkiego i powodem by wstać rano a nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tak więc moi drodzy KOCHAJMY SIĘ i szukajmy w sobie tego co najlepsze, bo jak ktoś kiedyś powiedział 'każdego można za coś pochwalić'
Adios Misie;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)