środa, 25 kwietnia 2012

Nie płacz kiedy odjadę.

O tym, że mężczyźni to dziwna nacja przekonywałam was już setki razy. Wspominałam też pewnie, że mężczyźni mają dziwną manierę przychodzenia i odchodzenia w najmniej odpowiednim momencie. Rosyjscy naukowcy wciąż nie wiedzą dlaczego. Jednak nie lękajcie się! Ruda, po długich latach żmudnych badań ma dla was zaskakujące wnioski, którymi chętnie się podzieli. Nie jestem jeszcze w 100% pewna, czy jest to jedyny powód, ale śmiem twierdzić, że męskie odchodzenie związane jest z głęboko zakorzenionymi w nich instynktami, wynikających z zamierzchłych tradycji patriarchalnych, kiedy to mężczyzna wychodził z jaskini na polowanie. Tu pozwolę sobie na dygresję. Ignorancja ludzka osiągnęła w moich oczach kolejny level dna. Łapka w górę kto wie co to antropologia. Nie patrzcie tak na mnie. W grupie 20 studentek tylko 8 wiedziało. Dlatego pytam was moi drodzy odpowiedzi proszę wysyłać na adres rudowlosyswiatpaskudy@onet.pl na zwycięzcę czeka nagroda w postaci pukla włosów Rudej Paskudy, z autografem i nasączonym moimi perfumami. Do dzieła! Wracając jednak do sedna. Jak wiecie dawno, dawno temu, kiedy nie było internetu i iphone'ów głównym zadaniem mężczyzny było ruszyć tyłek z jaskini i wrócić tamże z mamutem. Najlepiej młodym, nieżylastym, żeby dobre miękkie kotleciki były. W tym czasie kobieta siedziała w domu i rodziła dzieci. Mężczyźni od zawsze mają w sobie gen myśliwego, i to nie dlatego, że sporo myślą. (da bum tsss) Poza bujnym owłosieniem, które jest dowodem...albo nie będzie bez obrażania i wypominania ogniw w ewolucji, w każdym razie do dziś mężczyźni nieufnie podchodzą do zwierzyny, która kładzie się i mówi okej zabij mnie, a później zeżryj. Drogie panie, zapamiętajcie sobie po wsze czasy, kiedy wam zacznie zależeć on zrezygnuje z polowania. Straci apetyt i odejdzie. Tak Carl, do Ciebie też mówię. Za każdym razem, kiedy zaczynam mieć poczucie hm w sumie ten facet to taki całkiem mężczyzna a nie samiec, on po prostu sobie idzie. A ja zostaję tak o. Też tak macie? Czy żeby podtrzymać ciągłość gatunkową musimy wiecznie uciekać i nie dawać się złapać? Oczywiście, powiecie, że to żadna nowość. W końcu do zimnych, wyrachowanych suk zawsze zlatuje się najwięcej kundli. Słusznie. Tylko dlaczego później narzekacie, że jesteśmy takie paskudne? Skąd później te wszystkie piosenki o zdradzieckich szmatach, które zostawiły was dla innego? No właśnie. Cóż ja już chyba będę lecieć. W końcu to całkiem kobiece wiecznie uciekać i się nie przywiązywać. I odchodzić zanim ktoś zauważy. Adios Misie.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Ładnie pani dziś wygląda...- a wczoraj nie?

Dziś rzecz będzie całkiem kobieca. O komplementach mianowicie, których często nie umiemy przyjmować, a wcale często nie dostajemy. Przeczytałam kiedyś obfity w lapidarne słowa tekst o kobietach, które na wszelkie pochwały reagują negacją. Istotnie, może to być nieco irytujące dla komplementującego, więc w pierwszych słowach mojego wieczornego wywodu spieszę przedstawić jedną z moich podstawowych zasad. W KOMPLEMENTY SIĘ NIE WIERZY, ZA KOMPLEMENTY SIĘ DZIĘKUJE! Nikt nie każe wam wpadać w samozachwyt, jednak kurtuazyjne 'dzięki' załatwi sprawę. Z drugiej strony, sama nie umiem reagować poprawnie, i czasem przez nieuwagę wymknie mi się jakieś głupstwo ktoś: o Ruda, nowa fryzura, ładnie Ci. Ruda: nieee tam nowa...po prostu umyłam włosy, albo Ktoś: Ruda, jak Ty to robisz, ze masz taką średnią? Ruda: um...może to skutki czarnobyla? Ludzie, którzy mnie znają i lubią (tak wiem, trudno w to uwierzyć ale takie połączenie się zdarza) po prostu się śmieją, wiedząc, że takie mam poczucie humoru. Innym muszę się później gęsto tłumaczyć, bo wpadają w konsternację. Moi drodzy to wcale nie są przejawy nieskromności z mojej strony. Ja wcale nie proszę o więcej. Ja po prostu słysząc coś miłego na swój temat nie wiem gdzie oczy podziać i sie czerwienię. Takie już ze mnie płoche dziewczę. Sądzę, że nie jestem w tym osamotniona. Kiedyś na jednych z pierwszych ćwiczeń prowadząca kazała nam się przedstawić. Z reguły nie wiem co o sobie powiedzieć, więc nie lubię tego rodzaju zabaw, ale tym razem czelendż był inny. Każda z nas miała przedstawić swoją sąsiadkę z ławki, mówiąc o niej coś miłego. Oczywiście naturalnym odruchem było mówienie NIE PRAWDA! Na koniec prowadząca powiedziała, że jak same widzimy nie łatwo jest słuchać pochwał na swój temat. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że dziś ludzie nie umieją przyjmować pozytywnych opinii na swój temat, ponieważ świat pełny jest chamstwa, fałszywości i plastikowych uśmiechów z torebki. Oczywiście mogę się mylić, w sumie to nie znam się na zbyt wielu rzeczach. Poza tym komplement komplementowi nie równy. Z marszu jestem w stanie wymienić kilka zaobserwowanych przeze mnie rodzajów:
  • KOMPLEMENTY PRAWIONE PRZEZ MĘŻCZYZN, CHCĄCYCH ZACIĄGNĄĆ KOBIETĘ DO ŁÓŻKA, I/LUB PODERWAĆ mam małe doświadczenie w tej kwestii szczerze mówiąc, turpiści są gatunkiem rzadkim, wymierającym. Zwykle jednak bazują one na chwaleniu wyglądu w mniej lub bardziej wyszukany sposób, lub w moim przypadku intelektu. Rodzi się pytanie jakiego intelektu. W moim przypadku intelektu misia  bardzo małym rozumku. 
  • KOMPLEMENTY PRAWIONE W CELU OSIĄGNIĘCIA CZEGOŚ każdy z nas zna chyba bajkę o kruku i lisie. To właśnie ten kaliber. Jeśli nie jesteśmy zbyt zadufani w sobie, łatwe do wyeliminowania. Przeze mnie zbywane zwykle prostą dobitną frazą: nie wiem, nie znam się, nie umiem, nie mam pieniędzy. Zwykle działa za pierwszym razem, jednak w przypadku osobników z naturą akwizytora trzeba czasem użyć czynnej napaści.
  • KOMPLEMENTY POPRAWIAJĄCE HUMOR, ALE W GRANICACH SZCZEROŚCI w pedagogice polega to na wskazywaniu mocnych stron ucznia i pokazywania mu jak wiele już zrobił i jak mało mu zostało do końca zadania. W życiu komplementy takie spotyka się zwykle w przypadku rozmów z osobami załamanymi albo niewierzącymi w siebie. I tak nie uwierzą, ale próbować warto i należy.
  • KOMPLEMENTY KURTUAZYJNE kiedy ktoś mówi mi, że mam ładny kolor włosów, choćby jej farba była bardzo przeciętna przyznam, że też ładnie wygląda. To nie fałszywość to kobieca logika i nasz mały puszysty światek.
  • KOMPLEMENTY W STYLU NIE CHCE MI SIĘ SPRZĄTAĆ, NIECH MÓJ MĘŻCZYZNA ZROBI TO ZA MNIE. Przecież nikt tak dokładnie nie poodkurza jak Ty Kochanie:* Wersja gwarantująca 100% sukces wiąże się z pokazaniem cyca lub poślada wedle gustów i guścików.
To chyba tyle grup komplementów według Rudej. Służę podziałem wszystkim piszącym prace licencjackie i magisterskie. Nie będę was ścigać za plagiaty. Znam ból transformowania zdań. Okej, moja kolej na prysznic. Adios Misie:*

środa, 18 kwietnia 2012

Carl: albo jesteś bardzo stary, albo budzisz postrach. Powinnam się bać i czuć wyrzuty sumienia bo powiedziałam do Ciebie młody człowieku? Hm....nie czuję. Taki już nas belferski przywilej, że możemy wyzywać od dzieciaków każdego kto się nawinie.
Nie rozumie, dlaczego zawsze, ilekroć moja kora podsuwa mi jakiś mądry, z przesłaniem i na poziomie pomysł na notkę, kretyn los postanawia dostarczyć mi okazji do opisania czegoś na pograniczu absurdu i złego smaku. O istnieniu pola magnetycznego i tego, że niektóre substancje się przyciągają nie muszę chyba nikogo przekonywać, ani specjalnie zagłębiać się w mechanizmy funkcjonalne tego zjawiska. Wyobraźcie sobie, że Wasza ulubiona Ruda Paskuda również ma właściwości magnetyczne. Serio. Mam wyjątkowy dar do przyciągania ekshibicjonistów, miłośników jazdy na ręcznym. Mówiłam, że tematy które dyktuje mi los są na pograniczu dobrego smaku? Moja przygoda z wesołymi panami zaczęła się jakieś 3 lata temu, kiedy jeszcze jako młode, płoche dziewczę szłam sobie najspokojniej z koleżankami nad jezioro. Spotkałyśmy nieskrępowanego zupełnie innymi spacerowiczami pana, który ochoczo pokazał nam co ma najlepszego i co potrafi z tym zrobić. Spieszę wyjaśnić, że nie był ani pierwszej młodości, ani przesadnie przystojny. Jak na prawdziwego katolika przystało wybaczyłam, zapomniałam, jednak jakiś rok temu znowu spotkałam tego samego pana, znowu w dość jednoznacznej sytuacji. Przyznam szczerze, że tym razem nie było mi już tak do śmiechu. Szłam sama, uliczką, gdzie mało kto chodzi. Na szczęście nie poszedł za mną. tamtego dnia wracałam do domu okrężną drogą. Ostatnia na szczęście historia to świeżynka. Wsiadłam do wieczornego tramwaju pod uczelnią. Czekał na mnie w pełnej krasie, popijając wódkę. Uhhhh na szczęście mnie nie widział i mogłam schować się w tłumku ludzi na drugim końcu pojazdu, gdzie z w miarę zaspokojoną równowagą psychiczną mogłam dojechać do celu. Jeśli ktoś zapytałby mnie gdzie jest moja granica tolerancji i dobrego smaku odpowiedziałabym że właśnie tu. Nie wiem skąd bierze się takie zjawisko i co motywuje takimi ludźmi, jednak nie mogę, nie potrafię tego zaakceptować. Najgorsze jest to, że nie tylko ja mam takie doświadczenia i wiele moich koleżanek. Rodzi się pytanie co robić w takiej sytuacji? Krzyczeć, ignorować, krytykować? Ja wybieram ignorancję jak zawsze, jednak zwykle jeszcze długo po spotkaniu pałam niesmakiem do mężczyzn. Ja rozumiem, jesteście samotni, macie swoje potrzeby OKEJ ale nie każcie ludziom na to patrzyć to obleśne i budzi najgorsze instynkty. Przynajmniej u mnie. Cóż, idę przeżywać traumę a was zostawiam w zniesmaczeniu. Smacznego, i dobrej nocy Adios Misie;*

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Money, money, money.

Nie od dziś wiadomo, że Polandia jest krajem absurdu. O ile często przednio mnie to wszystko bawi i dostarcza tematów do szydzenia, dziś nie jest mi do śmiechu, a raczej mam nastrój krytyczny. Mam ochotę krytykować wszystko co mi się w ręce nawinie. Z dawnych dni, kiedy się buntowałam przeciwko systemowi, została mi jedna przypadłość. Nie przestał mnie boleć fakt, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Zwykle nasze, wydawane lekką ręką przez zwierzchników.Dlatego też od czasu, kiedy w maturalnej klasie usłyszałam od jednego z księży, że ludzie mało dają na tacę, przestałam dawać cokolwiek. Nie widziałam jeszcze biednego księdza i niemożebnie irytuje mnie postawa roszczeniowa części zakłamanego kleru. Nie mówię oczywiście o wszystkich. Poznałam kilku mądrych, miłych księży, których nie przestanę darzyć szacunkiem. Przede wszystkim choć może to banalne Jan Paweł II. TAK MOI MILI Ruda też ma swoje autorytety i nie jest sobie żeglarzem, sterem i okrętem. Żył skromnie, umarł skromnie. Nie wywoływał skandali i zawsze walczył w słusznej sprawie. Wszyscy Ci, którzy wyciągają łapska po kolejne złotówki emerytów, bo przecież ufundowanie jebitnego sanktuarium całego w złocie pierwszej próby zapewni im zbawienie, powinni się wstydzić i brać przykład z Karola. Niestety nie tylko kler, a przede wszystkim urzędnicy lubią dysponować naszymi pieniędzmi. Imaginujcie sobie moi drodzy, że w Polsce łatwiej jest dostać rentę, kiedy ma się słaby wzrok, niż kiedy jest się całkowicie niewidomym. Dlaczego? Nie mam pojęcia, nie pytajcie mnie, to nie ja wymyśliłam polityków. Pewnie z tego samego powodu, dla którego jeśli stracimy obie ręce i obie nogi w wypadku nie przysługują nam pieniądze, bo przecież renta jest dla tych z chorymi kończynami, których jeśli nie mamy nie mogą być chore. Idąc tym tropem powinni nam zacząć wypłacać pieniądze za życie w chorych czasach, w chorym społeczeństwie. Może Wy macie inne doświadczenia. Ludzie, których ostatnio spotkałam opisali mi dwie powyższe sytuacje. W oświacie moi kochani nie jest lepiej. Tyle się mówi o tym, że maluchy nie mają co jeść a podobnież mają obiady w szkołach likwidować. Niby sanepid ma obiekcje. Jak dla mnie sanepid sranepid PIENIĄDZE KU**A! Gdyby nie było posiłków, czasem jedynych dla dziecka dziennie, nie byłoby dotacji czyli pojawiłyby się kolejne środki do swawolnego rozpieprzania na diety dla senatorów i posłów. No i na pomniki ofiar smoleńska. Poległych na polu chwały. Mają jeden odsłaniać niedługo. Szkoda, ze brakuje kasy na utrzymanie świetlic środowiskowych. Ponoć mają je zamykać. W ramach oszczędności oczywiście. Jak przestępczość młodocianych jeszcze trochę podskoczy będziemy mogli wybudować nowe więzienie na koszt państwa. Zabawa będzie zacna, szampan, przekąski, kobiety nieskromne. Znowu się świnie ubawią.
Carl: tak Tobie młody człowieku. Nie wiem czy jesteś pokoleniem starej czy nowej matury, ale czytanie ze zrozumieniem to podstawa! Co do tego że dziewczyna ma na czym usiąść. Ja mam. Mam dużo krzeseł, kanap, nawet ze trzy fotele. Ewentualnie mogę siedzieć na podłodze. Podobno jak byłam mała tylko to miejsce uznawałam. No i istotnie. Lepiej mieć twarz niż cycki. Bez twarzy wygląda się straszniej.
Tyle na dziś. Idę spać a od jutra zacznę pisać licencjata. Przysięgam. Adios Misie;*

sobota, 14 kwietnia 2012

Pretty woman.

Och Carl, nie bierz wszystkiego co piszę tak dosłownie:) Jeszcze z rok czy dwa mi zostały do bycia starą panną. Pisałam już nawet kiedyś o tym. Nie zapoznałeś się dokładnie z treścią ulotki dołączonej do opakowania, ani nie skonsultowałeś się z lekarzem i farmaceutą. DWÓJA na pół indeksu, na wylot przez 4 kartki. Pisałam ostatnio sporo o mężczyznach. Bluzgałam, krytykowałam, szydziłam, plułam jadem. Dzisiaj dla odmiany postanowiłam pokazać wam moje ostatnie znalezisko. <klik> Oto ono. Przyznam, że jest moją ukochaną pieczareczką na tym całym internetowym oborniku. W sieci aż roi się od zdjęć kobiet. Wiele z nich to pornograficzny chłam. Kicz, przedstawiający kobietę jako przedmiot, śmieć bez finezji i polotu. Pojawiają się również ładne akty, których bohaterki są przeważnie bardzo szczupłe. W istocie, przez małą chudą sycz Twiggy i zaburzony kanon piękna tylko takie dziewczyny mają dziś rację bytu. Oczywiście, każdy mężczyzna zaklina się, że przecież on nie pies i na kości nie poleci. Z doświadczenia wiem, że też nie sikorka, słoniną się nie żywi i dla większości KOBIECE KOBIECE KSZTAŁTY kończą się na rozmiarze 36. Później jest już tylko tłuszcz, więcej tłuszczu i grube świnie. Niestety panowie, true story. Usłyszałam kiedyś nawet od jednego z was, że jestem gruba i jakoś nie wierzy w to, że mogłabym schudnąć. Policja nadal szuka jego zwłok. Znaczy noo poważnie mówiąc to studiuje sobie dalej i żyje własnym życiem, ale wierzcie mi albo nie nie utrzymujemy zbyt bliskich kontaktów. Inną obiegową opinią jest ta, że kobieta kończy się na 50 no GÓRA 55 kilogramach. Przykro mi dziewczyny, większość z was w tym moich znajomych i ja nie jesteśmy kobietami. Jesteśmy jakimś cha wie czym z ponad 50 kilogramami na liczniku. Strona, którą wam załączyłam pokazuje, że nie tylko to co poniżej 50 kilo jest ładne. Ze sporym uznaniem przyglądałam się kolejnym zdjęciom pięknych, różnorodnych kobiet w różnym wieku, o rozmaitej budowie ciała. Gdyby każda z was miała w sobie pewność siebie i swojego piękna świat byłby lepszym miejscem. To smutne, jak bardzo dałyśmy się zmanipulować, to cudowne jakie jesteśmy. God makes no mistakes, na pewno używałam już tego stwierdzenia. Jeśli uda się wam...nam...któregoś dnia uwierzyć w siebie tak naprawdę nie tylko na papierze, to będzie najpiękniejszy dzień ever. Zapraszam do odwiedzania strony, kto ma oczy niechaj patrzy, enjoy.
Oczywiście nie może być za kolorowo. Słowo krytyki być musi. Ludzie to doprawdy dziwna nacja. Pojechałam wczoraj z moją przyjaciółką na zakupy. Jej siostra ma niedługo urodziny, a my potrzebowałyśmy kilku nowych ubrań. Nieopatrznie trafiłyśmy na noc zakupów. Słodki Boże co tam się działo! Nie wspominając o podeptanych ciuchach na podłodze i wieszakach porozstawianych wszędzie RZESZA ludzi. W jednym z sieciowych sklepów z butami kolejka ustawiła się na pół sklepu. Nie wiem...może od dzisiaj komuna wróciła i nie ma butów i ubrań? Trudno powiedzieć. W każdym razie nie popełnię więcej tego błędu i w galerii w noc zakupów mnie nie zobaczą. Kilka dodatkowych szmat w szafie nie jest warte gubieniem się w tłumie co 2 minuty i wyszarpywania sobie ostatnich rozmiarów. Tyle na dzisiaj Misie Puszyste. Ruda idzie spać, a wy jeśli macie jakiekolwiek pytania, zażalenia, chcecie się czymś ze mną podzielić zapraszam na rudowlosyswiatpaskudy@onet.pl Adios Misie;*

czwartek, 12 kwietnia 2012

Carl: Oczywiście, zgadzam się z Tobą. Powinnam podać konkretne przykłady, ale niestety mamy ustawę o ochronie danych osobowych, a ja całą kasę przejadam, przepijam (w sensie mleko, soki, herbata i kawa nie alkohol nie szukaj mi grupy wsparcia) i przemieszkiwuję, więc nie stać mnie na adwokata. W tych z urzędu nie wierzę. Kojarzą mi się z okularami z jednego z sieciowych sklepów z artykułami dekoracyjnymi i nie tylko do mieszkań, czyli raczej kiepskiej jakości. Moja składnia mnie poraża momentami. Anyway. Czy wystarczy jeśli powiem, że z kilkoma zdarzyło mi się chodzić do szkoły i tam całkiem zacnie się dogadywaliśmy? Albo, że w zeszłe wakacje wylądowałam przypadkowo w gnieździe żelu i plastiku (koleżanka świętowała urodziny i naszło się tam również takiego badziewia) no i ze dwóch, trzech było całkiem inteligentnych i nawet dość dobrze wychowanych? Poza tym pojęcie metroseksualizmu jest dość szerokie. Przynajmniej w mojej opinii można wyróżnić kilka stopni "natężenia" mam tu na myśli radykalizm w różowej obcisłej koszulce, liberalizm, znany potocznie jako zadbany mężczyzna i stan pośredni. Zna się na modzie, szuka najnowszych trendów, da o siebie itp, ale nie jest przy tym przysłowiowym plastusiem. Dla wielu ta granica jest płynna i zdania w tej kwestii są podzielone.  Oczywiście ja mam prawo mieć swoje zdanie Ty masz prawo mieć je w de.:) Co do podrywania...śmiaaaało. Póki nie jesteś we mnie zakochany i mnie nie szantażujesz no i nie wysyłasz mi zdechłych ryb jest okej. Ech...żarty, żarty, żarty a kolegę z pracy pozdrowiłeś? A teraz dzieci czas na przemyślenia Rudej. Świeże, nocne, improwizowane, pieczołowicie zebrane. Bo skończyłam dzisiaj zajęcia wcześniej. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że wrócę w takim przypadku do domu, ugotuję obiad, zmienię pościel i umyję okno w kuchni (swoją drogą zaczęło padać kiedy tylko je zamknęłam HIGH FIVE) pewnie bym go wyśmiała. W zeszłym roku nikt nie przypuszczał, że mogłabym ugotować cokolwiek o jednej z lepszych pomidorówek jakie jadłam nie wspomnę. Kiedyś to w ogóle inaczej się żyło. Patrząc wstecz, choćby 5 lat, nie chce mi się wierzyć, że świat...mój świat może sie tak zmienić. 5 lat temu poznałam moją  Przyjaciółkę. 5 lat temu miałam ambicje, żeby zmieniać świat. Wtedy myślałam, że to możliwe. Wierzyłam, że ludzie potrafią być dobrzy, tylko są głupi i trzeba im pomóc. 5 lat temu nosiłam agrafkę w uchu, arafatkę i trampki i słuchałam Pidżamy Porno. Nie żebym nadal nie lubiła odpalić sobie marchfi w butonierce, ale ostatnio znajomy uświadomił mi że Ada, to nie wypada. Powiedział, że to muzyka dla dzieciaków i że ludzie w moim wieku już tego nie słuchają. Zapytałam go więc, jako doświadczonego starszego kolegi, czego się słucha jak się ma 21 lat....powiedział że nie wie, bo jak on miał tyle co ja teraz była inna muzyka. Skoro więc on nie wie, to ja dalej będę słuchać Grabaża i Kazika i Jackowskiej i Rojka i wielu innych przy których dorastałam. Oczywiście wielu powie, że co ja mogę wiedzieć o dorosłości w tym wieku. Pewnie niewiele. Ja się w ogóle na mało czym znam. Tak czy inaczej świat się jakiś inny zrobił. Dziś z dawnych chwil chwały, rebelii i chęci zmian zostało mi tylko gderanie i wyśmiewanie ludzi. Już niedługo poczuję na własnej skórze co to zanik włókien kolagenowych i klimakterium. No i wtedy to już w ogóle się nie ogarnę. KTO MNIE WTEDY ZECHCE?! Ja już jestem za stara dla panów w galeriach handlowych. O nie. W momencie kiedy zaczynam mówić jak podstarzała stara panna pora zejść ze sceny. dobranoc więc.

środa, 11 kwietnia 2012

I see U in da club.

Carl: Tak jak powiedziałam, patrzę na człowieka a nie na masę. Oczywiście są mili i kulturalni ale nie brakuje także rozpieszczonych synków bogatych rodziców mających wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu. Hańba im. Każdego trzeba oceniać inywidualnie, to jedna z podstawowych zasad pedagogiki. Co do Twojego znajomego z pracy uściskaj go od Rudej! Nie zapomnij proszę. Co do panów w ten deseń powiem tak. Powinno się ich przed każdym użyciem wygotować albo chociaż potraktować domestosem. Niczego nie brzydzę się tak jak publicznych toalet i mężczyzn, których każda miała. Jak powiedziała kiedyś moja znajoma nie wiadomo co z ptaszkiem przyleciało. Uuughhh...niesmak. Najgorsze jest to, że większość przybytków rozpusty zwanych potocznie klubami Krakowskimi pęka w szwach od takich gości. Czasem się nawet koło mnie kręcą. Swoją drogą...to takie przewidywalne. Można nawet wyróżnić kilka dla klubowych 'ruchaczy' podstawową taktykę działania:
  1. Faza I PRZYCZAJONY TYGRYS Myśliwy obserwuje zwierzynę. Śledzi mój taniec, obserwuje, wirtualną linijką mierzy mnie od stóp do głów i od głów do stóp.Prześwietla mniej więcej co mam pod ubraniem. Niby nic popija piwo, ukradkiem zerka. Wytrawni gracze zerkają, pierwszoroczniaki, nastawieni na utratę dziewictwa gapią się wręcz maniakalnie. C drudzy zwykle rezygnują w zalążku, wytrawni gracze przechodzą do kolejnej fazy
  2. Faza II SATELITA kiedy myśliwy zdecyduje się już upolować mnie na kolację zaczyna krążyć. Krótko mówiąc łazi za mną po całej sali, niby to przypadkiem znajdując się ciągle tam gdzie ja. Dalej zerka, czasem łapie nawet kontakt wzrokowy. Przeważnie na tym etapie to ja odchodzę, żeby przypadkiem nie przeszedł do fazy trzeciej, ale kilka razy zdecydowałam się w celach badawczych kontynuować farsę.
  3. Faza III COME AT ME BRO! W tym odcinku mój księżyc zbliża sie do mnie. Nie prosi mnie jak na młodego, dobrze wychowanego człowieka przystało do tańca, ani nie pyta o imię. Nie czas na to. Narazie zaczyna się o mnie ocierać. Plecami, później brzuchem, niby ciągle przypadkiem, niby przechodząc zbiera się do ostatecznego skoku.
  4. Faza IV NAJZ TU MIT JU do tego momentu dotrwałam raz...było nawet miło. o imionach się mówiło, o tym kto studiuje i co. Nie było chamstwa, chłopak nawet miły, trzeźwy, nie obmacywał mnie ale...nie należy ufać mężczyznom poznanym przypadkowo w klubie, kiedy wychodzisz z przyjaciółkami cieszyć się wolnością i wspólnym towarzystwem. Po prostu nie. Poza tym prawdopodobieństwo poznania wielorazówki w klubie jest dużo bardziej prawdopodobne niż w każdych innych okolicznościach...więc po prostu wyszłam. Żeby nie doszło do fazy V PANI ŁADNA, JA ŁADNY MOŻE ZADZIAŁAMY? nie mogę jej na szczęście opisać, bo nigdy do niej nie doszłam. I nie dojdę. Bo przeważnie, przynajmniej jak wynika z relacji świadków dochodzi w publicznych toaletach, których brzydzę się równie jak wielorazówek.
Tyle na dziś. Krótko nie powiem, ale jako argument na swoją obronę powiem, że spędziłam 12 godzin na uczelni. Wśród ludzi. Adios Misie więc:*

wtorek, 10 kwietnia 2012

O mężczyznach znów słow kilka.

Okej Carl:) Co sądzę o metroseksualizmie? Jak dla mnie jak w przypadku każdej społeczności, subkultury, grupy społecznej ważny jest człowiek a nie masa. Znam kilku mężczyzn, których można podciągnąć pod wizerunek metroseksualnego. Wiem z doświadczenia, że wiele osób uważa to za niemęskie, za przejaw homoseksualizmu, którego jak  wiesz nie potępiam. Metroseksualni mężczyźni stanowią dla wielu skazę męskim rodzie i uważani są za półprodukt. Dla mnie osobiście jest to nic innego jak właściwa Polsce i polaczkom, nie Polakom, a właśnie polaczkom przez małe pe, ciasnota myśli, stereotypowość ignorancja i ksenofobia. Ludzie boją się tego, co nowe, inne i nietypowe. Podobnie jak kiedyś wynalezienie spłuczki uznano za spisek żydowski, tak dzisiaj mężczyzna, który nie chleje piwska litrami, nie przegryza tego obrzydliwą, tłustą kiełbachą, nie zapuścił pożółkłego od tytoniu wąsa i nie chodzi w śmierdzącej, przepoconej koszulce stanowi wybryk natury i należy to tępić. Wszelkimi możliwymi sposobami, ze wszystkich sił swoich. Doprawdy nie wiem, skąd bierze się w ludziach przekonanie o tym, że zadbany, dobrze ubrany, inteligentny chłopak, który przeczytał w życiu więcej niż ulotkę informacyjną dołączoną do witaminy c jest złem wcielonym. Osobiście wolę towarzystwo inteligenta w miętowym sweterku niż napakowanego kreatyną chama z wsiowej dyskoteki. Oczywiście istnieje i tu pewna subtelna granica, poza którą nie powinien mężczyzna wychodzić. Choćbyś nie wiem jak metroseksualny był powinieneś pamiętać, że to ja jestem kobietą i powinieneś zachować się wobec mnie jak dżentelmen. Odsunąć krzesło, czasem przynieść kwiaty, rozumiesz ogólnie co mam na myśli. Wychodzę jednak z założenia, że dla mężczyzny obytego i inteligentnego jest to oczywiste. No i nie mogę tolerować chamstwa. W żadnej także i w tej grupie społecznej a i takie przypadki zapewne medycyna zna. W każdym razie podsumowując tę część mojej wypowiedzi wolę Cię z kulturą w różowych trampkach niż bez kultury w mega męskim stroju.
Pozostając przy tematyce mężczyzn jako takich, chciałam ustosunkować się do przeczytanego dziś...nie chcę nazywać tego tworu artykułem bo byłaby to swego rodzaju obraza. Przeczytałam takie coś. Zapraszam do lektury, żeby później było Wam łatwiej zrozumieć skąd tyle jadu. Na ogół nie wchodzę na kwejka, ale dzisiaj musiałam po tym jak mój znajomy podpisał się pod tym na facebooku obiema rękami.<PRZECZYTAJ> Drodzy mężczyźni. Doskonale wiecie, że generalizowanie jest złe, ale skoro autor TEGO pisze w imieniu was wszystkich czuję się w obowiązku zwrócić do ogółu. Nie wiem ilu z was podziela poglądy autora tego tekstu, ale trzymajcie się z daleka ode mnie. Myślę, że nie na darmo załączono tam zdjęcie kopulujących słoni. W końcu tak płytkie myślenie właściwe jest raczej zwierzętom niż człowiekowi. Podsumowując. Nie lubisz znajomych swojej dziewczyny, matki swojej dziewczyny, nie lubisz z nią (dziewczyną nie matką) rozmawiać, jej problemy uważasz za głupie...to po cholerę z nią jesteś? Żeby z nią sypiać? Przecież nie chodzi Ci tylko o seks. Kobieta się dla Ciebie nie poświęca gotując Ci obiady, piorąc Twoje gacie, oglądając mecze, których nie znosi, tolerując Twoich głupawych kumpli mówiących tylko o piłce nożnej i seksie? Nie no skąd. Tyle odniesienia a teraz słowo ode mnie. Czy doprawdy w dzisiejszych czasach tylko o seks chodzi? Czy nie umiemy już ze sobą rozmawiać, spędzać czasu na zwyczajnym byciu razem, oglądaniu filmów, spacerach, grach video, piciu piwa ze znajomymi w barze? Ludzie ogarnijcie się! Kobieta nie jest worem na spermę. To, że z każdego kąta wyłażą cycki nie znaczy, że jest to kwintesencja związku. To, że panie w pornosach lubią w pupę i bawi je kiedy spuszczają się im na twarz nie znaczy że każda z nas to lubi. Przynajmniej nie ja...i pewnie nie znajdę przez to nikogo kto mnie pokocha. Bo nie pozwolę na bicie mnie do krwi pejczem i seks z czterdziestoma innymi kobietami. Argument o wierności warunkowanej zaspokojeniem seksualnym w domu też uważam za głupi. Znaczy okej nie zaspokajam Cię zdradzaj mnie, puszczaj się z każdą, która tyłek wystawi ale nie dzwoń do mnie więcej obrzydliwy bydlaku. Kobieta nie jest przedmiotem. Nie pozwolę na upodlenie, zmieszanie z błotem i zgnojenie. Bo jeśli tak to ma wyglądać to od dzisiaj zbieram na operację zamiany mnie w muszkę owocową. Bo kobietą dłużej nie chce mi się być a mężczyzną tym bardziej. Chyba coś w tym jednak jest, że samców jest wielu, mężczyzn prawie wcale. Przepraszam was drodzy czytelnicy za płyciznę mentalną mojej dzisiejszej wypowiedzi, ale musiałam się do tego odnieść, a nie sposób pisać o gównie złotymi zgłoskami. Pozdrawiam wszystkich mężczyzn, którzy szanują kobiety i nie mają nas tylko za zabawki erotyczne, wszystkie kobiety zniesmaczone tekstem pana powyżej i Carla. Bo naiwnie wierzę że jesteś inny. Adios Misie;*

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wychowanie.

Prawda że mężczyźni kochają krągłości? Mój będzie musiał kochać, inaczej nie będzie mógł być mój i niech ginie. Krótko mówiąc jeśli nawet jakimś cudem ostatnimi czasy udało mi się zrzucić zbędne gramy...po świętach zaadoptowałam kolejne zbędne kilogramy. I nie zrobiłam tego z łakomstwa. Ja po prostu nie mogę przeboleć, że jedzenie się zmarnuje a dzieci w Afryce nie mają co jeść. Więc zjadłam, żeby się nie zmarnowało...i zapiłam winem. Porzeczkowym, benedyktyńskim, pysznym. Swoją drogą, to były o dziwo przyjemne święta. Nie powinno mnie to cieszyć, bo nie będę miała z czego szydzić ale NAPRAWDĘ bylo przyjemnie...mimo że miałam mokre włosy...i płaszcz...i spodnie...i wszystko...ale mój osobisty trzylatek tak bardzo się cieszył, że nie miałam serca mu przerywać. Swoją drogą naszła mnie dziś refleksja...nad bezstresowym wychowaniem. Nie od dziś uważam, że jest to fikcja i nie ma czegoś takiego jak bezstresowe wychowanie. Wychowanie to kształtowanie a kształtowanie z natury rzeczy wiąże się z pakowaniem w formę (gdyby pan Witold mnie słuchał a właściwie czytał, pewnie dostałabym w twarz...chociaż w sumie on na końcu sam doszedł do podobnego wniosku...nie ważne). Dziwi mnie to, że ludzie narzekają na dzisiejszą młodzież...przecież sami są sobie winni. Nie od dziś wiadomo, że takie będą rzeczpospolite, jakie młodzieży chowanie. Dorasta na naszych oczach pierwsze pokolenie dzieciaków, których rodzice zachłysnęli się zapewne zachodnią modą na partnerstwo, równość i braterstwo (okej...to raczej wschodnie landy ale w sumie...) wiecie co mam na myśli. Podejście pod tytułem 'pozwalajmy mu być tym kim chce, nie krzyczmy na niego, nie zabraniajmy, bądźmy jego przyjaciółmi', znane nam z głupawych programów jednej z podobno muzycznych telewizji dziś owocuje falą alkoholizmu, narkomanii i ciąż u dziesięciolatek. Dziewczynki wyglądają jak kobiety, kobiety pozwalają im na to, radząc jak dobrać podkład do młodocianej cery, chłopcy na siłe chcą być mężczyznami, tylko zarostu brak. Picie alkoholu jest fajne, palenie dowodem dorosłości...gra w gumę zastąpiona została zupełnie inną gumą i tak dalej...a to wszystko w lukrowo słodkiej miłosnej atmosferze bez grama stresu, w przyjacielskim domu. Szlag mnie trafia, kiedy przychodzą do nas kolejni rodzice, których dzieci weszły im na głowę i zejść nie chcą, a oni nie mają żadnego posłuchu i autorytetu. Trudno się dziwić, odpowiadam zwykle, żeby się nie dziwili, że ich dziecko nie słucha ich w sprawach poważnych, skoro przy okazji błahych panowała wolna amerykanka. Zoooobacz kochanie! Staś zrzucił wazon,  nie krzyczmy na niego, żeby nie hamować jego ekspresji. Pięć lat później Staś ląduje na komisariacie a rodzice bezradnie rozkładają ręce, bo nie są w stanie wpłynąć na dziecko. Wtedy zwykle to my, nauczyciele jesteśmy winni, bo szkoła ma wychowywać. Oczywiście że ma....ale nie przerobi całego gnoju, który naprodukowaliście. Swoją drogą jak już jesteśmy przy oświacie...czy licencjata można napisać od myślników? Bo jeśli nie, to powinnam zacząć robić cokolwiek, żeby miał inną, bardziej pełną formę. Swoją drogą Misie moje puszyste...ja sobie tak piiszę i piiiszę a wy tak sobie czytacie i czytacie, ale sama nie wiem, czy tematy przeze mnie poruszane są dla was interesujące. Jeśli chcecie, żebym o czymś napisała, do czegoś się ustosunkowała piszcie do mnie na: rudowlosyswiatpaskudy@onet.pl Adios Misie;*

sobota, 7 kwietnia 2012

Na Wielkanoc przyszła pora...

Pisanki pomalowane, schody umyte, baranek pocukropudrowany, bazie na stole, można zacząć świętować Wielkanoc w Polandii. Jutro pewnie nie będę miała czasu żeby tu zajrzeć, więc już dzisiaj wszystkim Wam moi drodzy czytelnicy składam bardzo serdeczne, szczere i bez grama ironii życzenia świąteczne. Dużo słonecznych dni, tańszej benzyny, żeby Polska wyszła z grupy śmierci i w ogóle. Wszystkiego najlepszego. Jeśli zaglądają tu osoby, które Wielkanocy nie obchodzą, zaprawdę powiadam wam! Nie czujcie się wykluczeni i pominięci! Wam składam życzenia z okazji międzynarodowego dnia Romów, który to możecie celebrować już jutro. Niestety na lany poniedziałek nie znalazłam żadnego święta, ale proponuję odrzucić na bok podziały religijne i skorzystać z jedynej w roku okazji wylania znienawidzonej sąsiadce na głowę wiadra wody. W końcu to lany poniedziałek, a że tradycja rzecz święta, policmajstry nie będą mogły was wsadzić na 48. Więc korzystajcie! A niech mnie który spróbuje oblać! Zginie w męczarniach, skazany na kilkugodzinny reczital na flecie prostym w moim wykonaniu. Zaznaczam umiem zagrać tylko "żabkę małą" a i jej daleko do ideału. Więc zanim zdecydujecie się wylać wiadro pomyj na moją świeżo pokolorowaną głowę zastanówcie się siedemdziesiąt razy. Swoją drogą, czy Wy też czujecie już ten dreszcz ekscytacji wzdłuż kręgosłupa na samą myśl o kolejnym zjeździe rodzinnym? Ja tak. Znowu będą sprawdzać ile jest w stanie pomieścić nie tylko mój żołądek ale i przełyk i gardło wpychając kolejne porcje ciast, ciasteczek, mięsa, sosów, ziemniaków i alkoholu. Tego ostatniego akurat sobie nie odmówię zważywszy na fakt, że moja ciotka robi genialną pigwówkę. Kiedy już pozwolą mi nie jeść widząc, że robię się zielonkawa i NAPRAWDĘ więcej nie pomieszczę zacznie się moja ulubiona część każdych świąt, znana chyba każdemu, kto chociaż raz spędzał święta w gronie rodziny. Jako że już nie rosnę, nie usłyszę Matko Boska, ale z Ciebie już duża panna niedługo przerośniesz wujka! Nie przerosłam żadnego. Pojawi się natomiast wątek mojego domniemanego zamążpójścia. Nie wiedzieć czemu, od kiedy urósł mi biust i legalnie mogę zawierać związki małżeńskie, co jakiś czas ktoś wyrywa się z zamiarem wsadzenia mi na palec obrączki, nie przejmując się tym, że menopauza za pasem a ja nie mam kandydata na męża. Panowie, nie traktujcie tego jako zaproszenie. Kiedy już ustalimy, że nie wychodzę narazie za mąż, będzie można płynnie przejść do ulubionej działki mojej mamy- studiów. Znowu usłyszę jaka jestem niesamowita, a jaka mądra, a jaka zdolna i jak to mi super nie idzie. Biorąc pod uwagę, że nie umiem przyjmować pochwał a moja praca licencjacka leży i kwiczy, bo znacznie przyjemniej jest pisać bloga niż opisywać proces rozwoju mowy zrobię to co co roku i wyjdę do kuchni pomóc ciotce kroić kolejną porcję ciasta, żeby tego nie słuchać i nie palić się ze wstydu. Kiedy wrócę będą już wałkować tradycyjne polskie tak zwane 3P tematy świąteczne politykę, pogodę i plebs. Założę się, że usłyszycie, że rząd jest do de, pogoda jeszcze gorsza, ten zmarł, tamta co mieszkała koło tamtej i była siostrą tego a do klasy to chodziła z tamtym zanim się nie przeprowadzili to coś tam. Dolary przeciw orzechom, że u was będzie to samo. Najgorsze jest to, że nie dosć, że mówię że jak byłam dzieckiem to coś tam, to zaczynam prowadzić dialogi w stylu tych o plebsie i pogodzie. Chyba już naprawdę czas wyjść za mąż i przeżyć menopauzę. A tymczasem idę szykować koszyczek. Adios Misie;*

środa, 4 kwietnia 2012

Anonim 1:  Dzięki:) w sumie to złamał mi się dzisiaj paznokieć...i wypadło nawet kilka włosów ale hm...takie życie:) Cieszę się, że Ci się tu podoba no i zapraszam ponownie;) Co do tego, że ludzie piszący blogi sobie nie radzą hm...może są i tacy...z pewnością są. Może jest ich więcej niż mi się wydaje? Dla mnie pisanie jest owszem, próbą zbierania myśli, niekiedy pisaniem o tym co mnie boli, ale głównie chodzi o to, że po prostu lubię pisać. Jak beznadziejne moje teksty by nie były, piszę bo sprawia mi to przyjemność.
Anonim 2:  Trochę wiem. Wciąż za mało, wciąż szukam, czytam i nie uważam się za największego eksperta w tej dziedzinie. Pogodziłam się z faktem, że jest wielu mądrzejszych i lepiej znających się na temacie. Jeśli Ty znasz się dobrze na psychologii oddaję Ci palmę pierwszeństwa i składam wyrazy uznania, jeśli możesz polecić mi jakieś opracowania, chętnie poszukam i przeczytam. Co do kotów i fałszywości podobno idą w parze, nie raz się o tym przekonałam choćby u znajomych hodujących te futrzaki. Świat jest bardzo fałszywy, dwulicowy i to nie jest dobre i bardzo mnie to smuci. Mogę powiedzieć o sobie że nie jestem fałszywa, choć pewnie i tak znajdą się osoby, które powiedzą że jestem. Trudno tak naprawdę mówić o sobie, kiedy każdy człowiek widzi Cię inaczej. Swoją drogą muszę Ci podziękować. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że niektóre moje myśli brzmią jak samozachwyt i sprawiam wrażenie osoby, z której szydzę. Dzięki za słowo trzeźwiące.
Tyle na dziś. Pora piec ciasta i malować pisanki. Adios Misie;);*

wtorek, 3 kwietnia 2012

bloggerzy

Czasem pozornie mała rzecz popycha nas do wielkich czynów. Tak było dziś ze mną. Jak już pewnie zdecydowana większość z was zauważyła, nie toleruję głupoty, ignorancji i publicznych toalet, więc nie mogłam przejść obojętnie obok obrazka wstawionego przez pana X na nową, szałową, w kosmos wyczesaną oś fejsbókową pani Y. Obrazek ten przedstawia dwie rozmawiajace kobiety ( konstrukcja tego zdania dowodzi jak bardzo destrukcyjnym jest obecnie panujący model polskich matur, kto zdawał ten wie co mam na myśli 'In this picture I can see/ This photo shows...' goddamnit.) Jedna z nich czuje się nierozumiana i że nikt nie liczy się z jej zdaniem, na co druga odpowiada, żeby zrobiła to co zawsze robi się w takiej sytuacji, czyli założyła bloga. Taa...okej ja wiem, ja sobie zdaję sprawę z tego, że jak w przypadku wszystkiego w dzisiejszych czasach również w świecie blogów dużo jest chłamu. W sumie mój blog też możecie za taki uznać, podobnie jak w kwestii wyglądu pozostawiam to waszej subiektywnej opinii i wątek oficjalnie zamykam, bo już o tym pisałam. Wydaje mi się jednak, że pisanie i publikowanie w jakiejkolwiek postaci jest raczej wyrazem głębszej refleksji, przejawem rzadko dziś spotykanej myśli wszelakiej. To nie tak, że nikt nie liczy się z moim zdaniem, nikt mnie nie słucha i nie rozumie...po prostu nie sposób w rozmowie wypowiedzieć wszystko, a coraz częściej dobry rozmówca to towar luksusowy tylko za dolary. Ludzie nie zastanawiają się co zjedzą na obiad, więc jak można wymagać od nich przemyślenia na tematy abstrakcyjne. Większość nie łapie moich żartów, nie dostrzega ironii albo co gorsza bierze ją na poważnie. Rzuciłam kiedyś jakimś wyszukanym żartem kalibru abstrakcja poziom hard na temat całkiem przyziemny...nie zrozumiała. Musiałam później dobrą godzinę ciągnąć z nią temat, który wyśmiałam i celowo przedstawiłam w karykaturalny sposób. Poczatkowo myślałam że żartuje...jednak szybko zorientowałam się, że wierzy w moje słowa i traktuje je poważnie...cóż było robić...poszłam kupić sobie puszke coli. Poza tym...pisząc bloga też można rozmawiać. Pozdrowienia dla mojego ulubionego Anonima. Wesołych Świąt Mordeczko jakbyśmy się już nie widzieli ;* No i przy okazji mam nadzieję skłaniać was do myślenia i krytycznego spoglądania na rzeczywistość. Pewnie wielu z Was drodzy czytelnicy nie poznam, nigdy nie spotkam, może część z was spotykam codziennie w tramwaju? W każdym razie chciałabym, żebyście wyrabiali sobie swoje zdanie, albo je modyfikowali, choćbyście się mieli ze mną nie zgadzać. Myśląc bronisz się przed manipulacją, a od niej o krok do zniewolenia, a przecież każdy z nas lubi wolność. Nie mam się tu za wielkiego reformatora, mędrca czy choćby mini wieszcza. Po prostu, lubię się z wami dzielić i jeśli tylko lubicie to czytać cieszy mnie to. Adios Misie;*

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

LUB czasopisma.

Anonimie: Mam nadzieję, to zaskoczenie z gatunku tych pozytywnych. Nie wiem na ile zdołałeś mnie poznać...ale gdybyś znał mnie dobrze wiedziałbyś, że jestem kotem. Przeważnie chodzę swoimi drogami i wbijam pazury w najmniej odpowiednim momencie z gromkim HHHSSSSSSS na pyszczku, ale są dni, przeważnie długie wieczory, zamieniam się w mruczącą puchatą kulę pełną miłości wskakującą na kolana i przesłaniająca Ci laptopa ogonem. To był jeden z takich wieczorów.
Od kiedy weszłam pewnego dnia do jednej z większych księgarni i zobaczyłam na dziale 'psychologia' cały regał zastawiony publikacją jednego z bardziej znanych polskich dziennikarzy...wiedziałam że jest źle. Wiedziałam, że psychologia nie będzie psychologią nigdy więcej a przynajmniej nie w oczach opinii publicznej. Kiedy pada pytanie o studia, a ja na nie odpowiadam opcje są trzy. Jedni zapytają czy znam język migowy (99.9%), drudzy już zawsze będą patrzeć na mnie jak na Matkę Teresę kochającą wszystkie stworzenia żywe (90%) albo zapytają czy to to samo co psychologia, po czym i tak nie rozumiejąc czym psychologia a czym pedagogika są wrzucą to do worka 'przeczytałem najnowszy poradnik Kasi Ce o wychowaniu dzieci więc jestem automatycznie nie tylko lepszym pedagogiem niż Ty, ale też mam bilion razy większe pojęcie o psychologii wszelakiej' cóż hm...psychologia to nie tylko poradniki...plebsie. Znaczy bez obrazy...ale skoro faktycznie chcesz się na tym znać sięgnij po coś bardziej szanującego się autora, co ma chociaż TROCHĘ wspólnego z dyscypliną naukową. Takich ludzi jest około 40%. Wiem, że moje statystyki procentowe przebiły te z poprzednich wyborów u Przyjaciół ze Wschodu, ale podział ten jest jak najbardziej celowy i adekwatny do sytuacji. Wracając do sedna! Kiedy pogodziłam się już z tym, że psychologia leży i kwiczy a większość czasopism dla kobiet jestem w stanie przeczytać od deski do deski stojąc przy regale w kiosku przyszedł czas na ostatni przybytek nadziei...na moje ostatnie światełko na mierzei...naprawdę myślałam, że męskie czasopisma są bardziej ambitne. BA! Byłam święcie przekonana, że skoro tyle śliny marnujecie na krytykowanie naszych wasze są na poziomie minimum dysput Platona ale nie. Pomyliłam się niestety. Zamiast spodziewanego męskiego spojrzenia, komentarza do rzeczywistości spotkałam 8 stronicowy artykuł o tym, że biust Polek jest coraz większy i już nie nosimy B tylko C. Nic to! pomyślałam podpisując akt łaski i poszłam szukać dalej...było coraz gorzej. Im dalej w las tym więcej drzew się zmarnowało na stworzenie tego szmatławca. Płaczę nad tymi wszystkimi wierzbami rosochatymi, i dzięcielina pała, które musiały umrzeć, bo męski ród postanowił objawić mi prawdę żywą o tym, jak zaspokoić kobietę o figurze klepsydry, gruszki, jabłka...szkoda kur...że nie śliwki. Oczywiście o zaspokajaniu potrzeb seksualnych kobiet w kształcie kuli ani elipsy nic nie znalazłam a szkoda. Mogłabym powiesić nad łóżkiem, gdyby przyszły te od zawsze oczekiwane lepsze czasy. Dalej znalazłam bardzo ciekawe zestawienie z gatunku jak podbić serce kobiety na pierwszej randce nie mając do dyspozycji chloroformu. Nie chciało mi się tego czytać w całości...po prostu...nie. Ale jedno sobie wynotowałam. Kiedy kobieta zachowuje się oficjalnie zrób to samo. W końcy wg jakiejś tam super ważnej sprawdzonej zasady psychologicznej numer 35654656546356423434siedem automatycznie lubimy ludzi do siebie podobnych...ja się nie znam może...ale zwykle za pierwszym razem ludzie zachowują się wobec siebie dość oficjalnie...poza tym gdyby wszyscy zachowywali się jak ja, nikt nie podejmowały relacji społecznych i wszyscy byśmy umarli w sensie parszywa rasa ludzka. Bo nas kiedyś to czeka tak czy siak. Morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany...gdy nie mamy nic mądrego do powiedzenia drzew nie wycinamy...ewentualnie prowadzimy bloga. jak ja. Adios Misie;*