Czasem pozornie mała rzecz popycha nas do wielkich czynów. Tak było dziś ze mną. Jak już pewnie zdecydowana większość z was zauważyła, nie toleruję głupoty, ignorancji i publicznych toalet, więc nie mogłam przejść obojętnie obok obrazka wstawionego przez pana X na nową, szałową, w kosmos wyczesaną oś fejsbókową pani Y. Obrazek ten przedstawia dwie rozmawiajace kobiety ( konstrukcja tego zdania dowodzi jak bardzo destrukcyjnym jest obecnie panujący model polskich matur, kto zdawał ten wie co mam na myśli 'In this picture I can see/ This photo shows...' goddamnit.) Jedna z nich czuje się nierozumiana i że nikt nie liczy się z jej zdaniem, na co druga odpowiada, żeby zrobiła to co zawsze robi się w takiej sytuacji, czyli założyła bloga. Taa...okej ja wiem, ja sobie zdaję sprawę z tego, że jak w przypadku wszystkiego w dzisiejszych czasach również w świecie blogów dużo jest chłamu. W sumie mój blog też możecie za taki uznać, podobnie jak w kwestii wyglądu pozostawiam to waszej subiektywnej opinii i wątek oficjalnie zamykam, bo już o tym pisałam. Wydaje mi się jednak, że pisanie i publikowanie w jakiejkolwiek postaci jest raczej wyrazem głębszej refleksji, przejawem rzadko dziś spotykanej myśli wszelakiej. To nie tak, że nikt nie liczy się z moim zdaniem, nikt mnie nie słucha i nie rozumie...po prostu nie sposób w rozmowie wypowiedzieć wszystko, a coraz częściej dobry rozmówca to towar luksusowy tylko za dolary. Ludzie nie zastanawiają się co zjedzą na obiad, więc jak można wymagać od nich przemyślenia na tematy abstrakcyjne. Większość nie łapie moich żartów, nie dostrzega ironii albo co gorsza bierze ją na poważnie. Rzuciłam kiedyś jakimś wyszukanym żartem kalibru abstrakcja poziom hard na temat całkiem przyziemny...nie zrozumiała. Musiałam później dobrą godzinę ciągnąć z nią temat, który wyśmiałam i celowo przedstawiłam w karykaturalny sposób. Poczatkowo myślałam że żartuje...jednak szybko zorientowałam się, że wierzy w moje słowa i traktuje je poważnie...cóż było robić...poszłam kupić sobie puszke coli. Poza tym...pisząc bloga też można rozmawiać. Pozdrowienia dla mojego ulubionego Anonima. Wesołych Świąt Mordeczko jakbyśmy się już nie widzieli ;* No i przy okazji mam nadzieję skłaniać was do myślenia i krytycznego spoglądania na rzeczywistość. Pewnie wielu z Was drodzy czytelnicy nie poznam, nigdy nie spotkam, może część z was spotykam codziennie w tramwaju? W każdym razie chciałabym, żebyście wyrabiali sobie swoje zdanie, albo je modyfikowali, choćbyście się mieli ze mną nie zgadzać. Myśląc bronisz się przed manipulacją, a od niej o krok do zniewolenia, a przecież każdy z nas lubi wolność. Nie mam się tu za wielkiego reformatora, mędrca czy choćby mini wieszcza. Po prostu, lubię się z wami dzielić i jeśli tylko lubicie to czytać cieszy mnie to. Adios Misie;*
Widzieć się nie będziemy;) Dziękuje za życzenia Kocico! Również życzę spokojnych, radosnych i meeeeega mokrych Świąt:) w sumie nie wiem czy powinienem składać życzenia na coś w co nie wierzę.
OdpowiedzUsuńJa mam takie zdanie o ludziach, którzy piszą blogi, że nie potrafią sobie poradzić z tym co dzieje się w ich głowach, bądź chcą być "popularni"? Nie pisałem i pisać nie będę blogów i innych śmieciowych rzeczy, raczej się śmieje z tego.
Jednak Twój blog wywołuje u mnie sprzeczne uczucia i emocje. Nie śmieje się z niego, nie krytykuje jak inne blogi o tym "jak to mi się złamał paznokieć", "jak to dziś mnie mój Misiu zranił", "ruchałem dziś taką blondyne...". Z takich blogów się wyśmiewam i krytykuje, gnoje. Czemu Twojego nie wyśmiewam? hmm.. chyba mi się tu podoba i chyba zostałem przyjęty do "ekipy", to chyba złe słowo. W każdej notce jest coś z czym się zgadzam, w paru mnie pozdrowiłaś:) Choć lubię szyderę, to tu nie mam z czego szydzić, chyba, że razem z Tobą Kotku:)
PS. To tylko chwila słabości, dlatego tak słodzę. Nie przyzwyczajaj się;)