poniedziałek, 2 kwietnia 2012

LUB czasopisma.

Anonimie: Mam nadzieję, to zaskoczenie z gatunku tych pozytywnych. Nie wiem na ile zdołałeś mnie poznać...ale gdybyś znał mnie dobrze wiedziałbyś, że jestem kotem. Przeważnie chodzę swoimi drogami i wbijam pazury w najmniej odpowiednim momencie z gromkim HHHSSSSSSS na pyszczku, ale są dni, przeważnie długie wieczory, zamieniam się w mruczącą puchatą kulę pełną miłości wskakującą na kolana i przesłaniająca Ci laptopa ogonem. To był jeden z takich wieczorów.
Od kiedy weszłam pewnego dnia do jednej z większych księgarni i zobaczyłam na dziale 'psychologia' cały regał zastawiony publikacją jednego z bardziej znanych polskich dziennikarzy...wiedziałam że jest źle. Wiedziałam, że psychologia nie będzie psychologią nigdy więcej a przynajmniej nie w oczach opinii publicznej. Kiedy pada pytanie o studia, a ja na nie odpowiadam opcje są trzy. Jedni zapytają czy znam język migowy (99.9%), drudzy już zawsze będą patrzeć na mnie jak na Matkę Teresę kochającą wszystkie stworzenia żywe (90%) albo zapytają czy to to samo co psychologia, po czym i tak nie rozumiejąc czym psychologia a czym pedagogika są wrzucą to do worka 'przeczytałem najnowszy poradnik Kasi Ce o wychowaniu dzieci więc jestem automatycznie nie tylko lepszym pedagogiem niż Ty, ale też mam bilion razy większe pojęcie o psychologii wszelakiej' cóż hm...psychologia to nie tylko poradniki...plebsie. Znaczy bez obrazy...ale skoro faktycznie chcesz się na tym znać sięgnij po coś bardziej szanującego się autora, co ma chociaż TROCHĘ wspólnego z dyscypliną naukową. Takich ludzi jest około 40%. Wiem, że moje statystyki procentowe przebiły te z poprzednich wyborów u Przyjaciół ze Wschodu, ale podział ten jest jak najbardziej celowy i adekwatny do sytuacji. Wracając do sedna! Kiedy pogodziłam się już z tym, że psychologia leży i kwiczy a większość czasopism dla kobiet jestem w stanie przeczytać od deski do deski stojąc przy regale w kiosku przyszedł czas na ostatni przybytek nadziei...na moje ostatnie światełko na mierzei...naprawdę myślałam, że męskie czasopisma są bardziej ambitne. BA! Byłam święcie przekonana, że skoro tyle śliny marnujecie na krytykowanie naszych wasze są na poziomie minimum dysput Platona ale nie. Pomyliłam się niestety. Zamiast spodziewanego męskiego spojrzenia, komentarza do rzeczywistości spotkałam 8 stronicowy artykuł o tym, że biust Polek jest coraz większy i już nie nosimy B tylko C. Nic to! pomyślałam podpisując akt łaski i poszłam szukać dalej...było coraz gorzej. Im dalej w las tym więcej drzew się zmarnowało na stworzenie tego szmatławca. Płaczę nad tymi wszystkimi wierzbami rosochatymi, i dzięcielina pała, które musiały umrzeć, bo męski ród postanowił objawić mi prawdę żywą o tym, jak zaspokoić kobietę o figurze klepsydry, gruszki, jabłka...szkoda kur...że nie śliwki. Oczywiście o zaspokajaniu potrzeb seksualnych kobiet w kształcie kuli ani elipsy nic nie znalazłam a szkoda. Mogłabym powiesić nad łóżkiem, gdyby przyszły te od zawsze oczekiwane lepsze czasy. Dalej znalazłam bardzo ciekawe zestawienie z gatunku jak podbić serce kobiety na pierwszej randce nie mając do dyspozycji chloroformu. Nie chciało mi się tego czytać w całości...po prostu...nie. Ale jedno sobie wynotowałam. Kiedy kobieta zachowuje się oficjalnie zrób to samo. W końcy wg jakiejś tam super ważnej sprawdzonej zasady psychologicznej numer 35654656546356423434siedem automatycznie lubimy ludzi do siebie podobnych...ja się nie znam może...ale zwykle za pierwszym razem ludzie zachowują się wobec siebie dość oficjalnie...poza tym gdyby wszyscy zachowywali się jak ja, nikt nie podejmowały relacji społecznych i wszyscy byśmy umarli w sensie parszywa rasa ludzka. Bo nas kiedyś to czeka tak czy siak. Morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany...gdy nie mamy nic mądrego do powiedzenia drzew nie wycinamy...ewentualnie prowadzimy bloga. jak ja. Adios Misie;*

1 komentarz:

  1. Kotem? Jedną z podstawowych cech, która przypisywana jest kotą to fałszywość. Jesteś fałszywa?
    Tak dobrze znasz się na psychologii?

    OdpowiedzUsuń