Tomku: Gdzieś Ty tak daleko zawędrował?! Już nawet zapomniałam o tym wpisie. Masz rację, w Polsce trudno o dobrego specjalistę. Nie wiem dlaczego pierwszym skojarzeniem w tym temacie są dla mnie lekarze. Może dlatego, że samochód z bólem serca ale można kupić nowy. Uszkodzone zdrowie albo i życie to nieco droższa impreza. Najlepszego przykładu dostarczyła mi ostatnio znajoma, która z anginą wybrała się na pogotowie, gdzie zmanierowana pani doktor kazała jej wybrać sobie antybiotyk, "bo ona nie wie co jej zapisać" ciekawe co by było, gdyby wybrała taki, którym się bydło uśmierca. "Na szczęście" dziewczyna miała już do czynienia z antybiotykami, więc poprosiła o taki, który już jej kiedyś pomógł. W moim poście chodziło mi raczej o ludzi, którzy nie mając pojęcia na dany temat prawią morały tym, którzy coś o tym wiedzą. Nie mam się za guru nauk pedagogicznych, ale mimo wszystko szlag mnie trafia jak jedna z moich znajomych neguje wszystko co powiem na ten temat. Choćbym przedstawiała jej gotowe raporty, dokumenty, opracowania i tak będzie mnie przekonywała bezsensownymi argumentami do swoich racji.
Anonimie: Mam nadzieję, że sesja pozwoli i znajdziesz czas na byle konstruktywną polemikę.
Carl: Pozdrów znajomą! Już ją lubię, mimo że stanowi dla mnie poważną konkurencję :D Co do inteligencji jest moim atutem z powodu niedorozwoju urody, więc siłą rzeczy muszę ją wykorzystywać. Przeważnie do odstraszania ludzi. Dziś kobieta nie tylko powinna ważyć mniej niż 50 kilo, ale zaczyna być źle widziane kiedy potrafi się podpisać.
Ech. Sesja, sesja, sesja. Jeszcze tylko mam nadzieję 1 egzamin (tu uśmiecham się błagalnie do wykładowczyni, u której zdawałam ostatnio) i wreszcie będę miała czas na czytanie książek, obcowanie ze sobą i niespotykanie się ze społeczeństwem. Swoją drogą mam zamiar co jakiś czas polecać Wam (lub nie) czytane książki. Pora żeby kultura zajrzała pod strzechy i Ruda pokazała, że umie czytać. A tymczasem dziś znowu słodko- kwaśno, damsko- męsko. Ruda potrafi zepsuć wszystko, co znajdzie się w zasięgu ręki. Ostatnio uszkodziłam wieszak w łazience i zrobiłam to tak mocno, że spadł. Po długich i mozolnych próbach przykręcenia go na miejsce, kilku pokaźnych wiązankach, doszłam do wniosku, że mężczyźni jednak są potrzebni. I nie chodzi tu o to, że nie poradziłam sobie z tym czelendżem. Poradziłam sobie i zrobiłam to wręcz wyśmienicie (wieszak dalej jest na ścianie, mimo że minęły już 2 dni) ale czy nie lepiej i ekonomiczniej byłoby powiedzieć 'się zepsuło napraw' i mieć dodatkowe pół godziny na robienie innych, ciekawszych rzeczy? Oczywiście że tak! Podobnie jak radzę sobie z ciężkimi walizkami, bo kiedy je taszczę, wszyscy usłużni dżentelmeni są akurat na L4. Podobnie jak w przypadku niedosięgania do wysokich regałów i zabijania owadów, gdzie łatwiej uznać mnie za histeryczkę niż po prostu zabić paskudztwo. No i jak tu dzisiejsza kobieta nie ma być silną, niezależną skoro nigdy Was nie ma kiedy jesteście potrzebni? Ja to w ogóle myślę, że teoria o 2 połówkach jabłka jest przereklamowana. A jeśli nie jest moja połówka albo mieszka 200000000000000000000 kilometrów ode mnie albo już zginął pod kołami jakiegoś samochodu. Innej opcji nie ma. Dlatego też postnowiłam sobie kupić psa. Pomóżcie myśleć nad imieniem.
Tymczasem idę dalej uczyć się na zupełnie nieśmieszny egzamin. Adios Misie!
Tymczasem idę dalej uczyć się na zupełnie nieśmieszny egzamin. Adios Misie!