sobota, 23 czerwca 2012

Tomku: Gdzieś Ty tak daleko zawędrował?! Już nawet zapomniałam o tym wpisie. Masz rację, w Polsce trudno o dobrego specjalistę. Nie wiem dlaczego pierwszym skojarzeniem w tym temacie są dla mnie lekarze. Może dlatego, że samochód z bólem serca ale można kupić nowy. Uszkodzone zdrowie albo i życie to nieco droższa impreza. Najlepszego przykładu dostarczyła mi ostatnio znajoma, która z anginą wybrała się na pogotowie, gdzie zmanierowana pani doktor kazała jej wybrać sobie antybiotyk, "bo ona nie wie co jej zapisać" ciekawe co by było, gdyby wybrała taki, którym się bydło uśmierca. "Na szczęście" dziewczyna miała już do czynienia z antybiotykami, więc poprosiła o taki, który już jej kiedyś pomógł. W moim poście chodziło mi raczej o ludzi, którzy nie mając pojęcia na dany temat prawią morały tym, którzy coś o tym wiedzą. Nie mam się za guru nauk pedagogicznych, ale mimo wszystko szlag mnie trafia jak jedna z moich znajomych neguje wszystko co powiem na ten temat. Choćbym przedstawiała jej gotowe raporty, dokumenty, opracowania i tak będzie mnie przekonywała bezsensownymi argumentami do swoich racji.

Anonimie: Mam nadzieję, że sesja pozwoli i znajdziesz czas na byle konstruktywną polemikę. 

Carl: Pozdrów znajomą! Już ją lubię, mimo że stanowi dla mnie poważną konkurencję :D Co do inteligencji jest moim atutem z powodu niedorozwoju urody, więc siłą rzeczy muszę ją wykorzystywać. Przeważnie do odstraszania ludzi. Dziś kobieta nie tylko powinna ważyć mniej niż 50 kilo, ale zaczyna być źle widziane kiedy potrafi się podpisać.

Ech. Sesja, sesja, sesja. Jeszcze tylko mam nadzieję 1 egzamin (tu uśmiecham się błagalnie do wykładowczyni, u której zdawałam ostatnio) i wreszcie będę miała czas na czytanie książek, obcowanie ze sobą i niespotykanie się ze społeczeństwem. Swoją drogą mam zamiar co jakiś czas polecać Wam (lub nie) czytane książki. Pora żeby kultura zajrzała pod strzechy i Ruda pokazała, że umie czytać. A tymczasem dziś znowu słodko- kwaśno, damsko- męsko. Ruda potrafi zepsuć wszystko, co znajdzie się w zasięgu ręki. Ostatnio uszkodziłam wieszak w łazience i zrobiłam to tak mocno, że spadł. Po długich i mozolnych próbach przykręcenia go na miejsce, kilku pokaźnych wiązankach, doszłam do wniosku, że mężczyźni jednak są potrzebni. I nie chodzi tu o to, że nie poradziłam sobie z tym czelendżem. Poradziłam sobie i zrobiłam to wręcz wyśmienicie (wieszak dalej jest na ścianie, mimo że minęły już 2 dni) ale czy nie lepiej i ekonomiczniej byłoby powiedzieć 'się zepsuło napraw' i mieć dodatkowe pół godziny na robienie innych, ciekawszych rzeczy? Oczywiście że tak! Podobnie jak radzę sobie z ciężkimi walizkami, bo kiedy je taszczę, wszyscy usłużni dżentelmeni są akurat na L4. Podobnie jak w przypadku niedosięgania do wysokich regałów i zabijania owadów, gdzie łatwiej uznać mnie za histeryczkę niż po prostu zabić paskudztwo. No i jak tu dzisiejsza kobieta nie ma być silną, niezależną skoro nigdy Was nie ma kiedy jesteście potrzebni? Ja to w ogóle myślę, że teoria o 2 połówkach jabłka jest przereklamowana. A jeśli nie jest moja połówka albo mieszka 200000000000000000000 kilometrów ode mnie albo już zginął pod kołami jakiegoś samochodu. Innej opcji nie ma. Dlatego też postnowiłam sobie kupić psa. Pomóżcie myśleć nad imieniem.
Tymczasem idę dalej uczyć się na zupełnie nieśmieszny egzamin. Adios Misie!

poniedziałek, 18 czerwca 2012

No i jak to mówią euro, euro i po euro. Jestem trochę nie na czasie, ale kiedy tylko usłyszałam, że przegraliśmy już wiedziałam, że 17 czerwca będzie nie tylko imieninami Alberta i laury (wszystkiego najlepszego dla solenizantów) ale przede wszystkim świętem zdejmowania flag z okien, balkonów, samochodów i wyjmowania ich sobie z dupy, bo nie możemy być pewni czy nawet tam nie dotarły. Nie pomyliłam się. Dzień po meczu z Czechami nagle przestało być mi biało-czerwono przed oczami. Z pewnością jest z tego jedna korzyść. Nie słuchałam pijackich śpiewów i wuwuzeli do rana. Jednak prawdziwe przejawy polskości docierają do nas dopiero teraz. Niestety jak nasz kraj długi i szeroki nie umiemy zaakceptować faktu, że przegraliśmy bo byliśmy gorsi, albo po prostu mieliśmy pecha. Dziś każdy z nas obwinia działaczy sportowych, selekcjonera, pogodę, siebie wzajemnie. Ciekawe co zrobią kiedy się dowiedzą, że to moja wina bo kibicowałam Polandii a zawsze jest tak, że drużyna za którą jestem przegrywa. Śmiało więc blejm it on mi. A działaczy zostawcie w spokoju oni po boisku nie biegali...przynajmniej nie w meczu o wszystko.
Kolejnym plusem tego, że euro już za nami jest to, że mężczyźni wreszcie będą mogli poświęcić swoim kobietom więcej czasu. Swoją drogą muszę wam przytoczyć kolejną zabawną historię z mojego życia. Mną jako kobietą mało kto się interesuje, ale kiedy już to robi zwykle jest tak daremnie i żenująco że Jezu.
Od zeszłego roku towarzyszy mi plaga internetowych ruchaczy, którzy bawiąc się w znaną i lubianą zabawę 'zostałeś zaczepiony przez użytkownika (...)' próbują mnie zaciągnąć do łóżka uważając to za szczyt polotu i finezji. Nawet dzisiaj jeden odpowiadając na moje kultura;lne pytanie o co mu się przepraszam rozchodzi i jak mogę pomóc odpowiedział że ma na imię Stefan, ma 30 lat, lubi kobiety i seks bez zobowiązań. Nie wiem dlaczego automatycznie skojarzyło mi się to z tekstem cześć Aniu tu Wojtek, też mam 12 lat, chętnie Cię poznam. Albo co gorsza cześć, jestem Adam, piję od 10 lat. Nie zostało mi nic innego jak pozorując zachwyt inteligentnie kazać mu dać mi spokój. Jak się okazało stary, sprawdzony numer na mienie inteligencji, planów i ambicji jako dodatku do dupy i cycków okazał się jak zawsze skuteczny i niezawodny. Dlaczego tacy mężczyźni boją się takich kobiet? w sumie...dla mnie lepiej no ale dlaczego? Inna sytuacja, jeszcze bardziej groteskowa zdarzyła się ze 2 lata wstecz, kiedy to apsztyfikant najpierw wdał się ze mną w dyskusję na tematy ogólne a później zniknął. Po kilku dniach od jego rozpłynięcia zapytałam czy przypadkiem nie obraziłam go w jakiś sposób, bo czasem nieświadomie to robię więc jakby coś to przepraszam i w ogóle. Napisał że w sumie to szukał tylko dziewczyny do łóżka a ja jestem na to za inteligentna. Jeśli myślicie, że to jest koniec opowieści to nie. Jakiś czas później z rok temu, kiedy już na dobre zdołałam o nim zapomnieć (co wbrew pozorom nie było zbyt trudne) odezwał się znowu, płaszcząc się i posypując głowę popiołem. Pisał o trudnym okresie sprzed roku i o tym jaka to ja nie jestem wartościowa...jeśli dobrze pamiętam zahaczył nawet o wspólne starzenie się. Doprawdy, czekam tylko aż zbierze się ich tak z 10, bo narazie nie opłaca mi się odpalać komory. Panowie apeluję do Was! Nie idźcie tą drogą! Ja rozumiem, że romantyzm ssie i jest kiczowy, sama mam na niego alergię ale bez przesady. Trochę polotu, finezji...CZEGOKOLWIEK. Cóż. kolejny raz zniesmaczona rodzajem męskim udaję się na spoczynek. Adios Misie;*

środa, 13 czerwca 2012

Jestę humnanistą, wolno mi wszyską.

Rozjuszyć mnie i doprowadzić mnie do ostateczności jest stosunkowo łatwo. Trzeba tylko wiedzieć gdzie uderzyć. Dziś po raz kolejny uświadomiłam sobie jak bardzo vintage jestem i jak bardzo nie pasuję do smutnych realiów rzeczywistości, gdzie nie bardzo liczy się to co nosi głowa a jedynie to co nosi stanik, majtki i co udekorowane ładną buzią made by photoshop. Jeśli nie chcesz mieć Rudej za wroga (a nie chcesz) nie należy mówić mi że jestem głupia. Możesz śmiało powiedzieć, że jestem gruba, brzydka i nieśmieszna, cóż zrozumiem, a nawet Ci przytaknę, jednak nigdy NEVER nie mów że jestem głupia. Ten strategiczny błąd popełnił dziś jeden z ludzi, których nazwiska nie podaje się głośno. Pragnę z tego miejsca przeprosić wszystkich Wybitnej klasy inżynierów, którzy są bardziej ludźmi niż ja i którym ze swoimi manualno- językowo- literackimi (?) zdolnościami zabieram tlen. Rodzi się jednak pytanie, czy Wasz mądry świat idei dalej byłby tak kolorowy gdyby nie my? Czy zniżalibyście się do poziomu dziecka, żeby kształcić nowe pokolenia inżynierów? Być może nie zarobię miliona, nie jestem ani w jednej czwartej tak boska a nawet jak Wy, ale cóż. Przynajmniej umiem narysować konia, który wygląda jak koń a nie pies (tu uśmiech w stronę mojego ojca- inżyniera, który zawsze przegrywał w konkursie na lepszego rodzica z moją nieścisłą mamą, która nie tylko ze mną rysowała, wycinała, wyklejała, ale też zdecydowanie lepiej czytała bajki i zarażała mnie umiłowaniem dla literatury i nauk przyrodniczych). Okej możecie mieć mnie za nic nie wartą szmatę, która w przyszłości będzie Wam podawać hamburgery, a na pewno nie zajdzie za daleko, bo przecież tylko matematyka się liczy, jednak nie zdziwcie się proszę, jeśli za kilka lat usłyszycie o mnie jako o tej, która zmienia świat ludzi niepełnosprawnych. Bo Wy to przecież macie w DUPIE. Wy jesteście na to ZA DOBRZY i ZBYT BOSCY i WYSZUKANI. Pluję dziś na was wszyscy zarozumiali ścisłowcy, którzy za nic macie moje zdolności, gardzę waszą wyższością i ciepłym strumieniem traktuję wszystkie potencjalne propozycje pracy w charakterze sprzątaczki w waszych zawszonych imperiach. Płońcie na stosie mendy. Pragnę jedynie przeprosić wszystkich tych, którzy mimo zdolności matematycznych dostrzegają coś jeszcze i którzy nie mają mnie za nic niewartego parcha. Wam podaję dłoń, reszta niech płonie. Pozdrawiam, Ruda. Tymczasem pora wrócić do polonistyki. Adios Misie.

sobota, 9 czerwca 2012

tarira Ojro.

No to moi drodzy mamy w Polandii Euro. Jako że leży mi na sercu dobro naszej ojczyzny, pragnąc wykazać się tradycyjną polską gościnnością pragnę powitać Was Bracia ze Wschodu, Zachodu, Południa i Północy. Witajcie, Welcome, hallo, Salut, Ahoj, привет (nie wiem czy dobrze przetłumaczyło, nie znam cyrylicy, w każdym razie jakby coś to co złego to nie ja) γειά σου, Sveiki, ¡Hola, ciao i tak dalej. Witam Was wszystkich Przybysze z dalekich stron w kraju, gdzie wódka jest zawsze zimna, kobiety gorące a orkiestra gra do końca. Na wstępie pragnę przeprosić za stan dróg, kolei, kulturę osobistą polskiej swołoczy i krakowskie gołębie. Pragnę zapewnić, że dołożę wszelkich starań, aby Wasz pobyt tu był udany i abyście wrócili do domów z przeświadczeniem, iż Polska to już nie komuna i białe niedźwiedzie na ulicach a kraina mlekiem i wódką płynąca. Po pierwsze gwarantuję, że na czas euro nie będę wychodzić z domu, żeby nie przełamywać mitu o urodzie Polek. Do Przyjaciół Moskali kieruję szczególne słowo NIE LĘKAJCIE SIĘ. Pan Jarosław nie jest szkodliwy. Pluje jadem na wszystkich, nie tylko Was. Na mnie też pluje, bo nie wspieram rozgłośni Radia M. i oglądam TVN. Przygotowałam dla Was również moi mili goście krótki niezbędnik pod tytułem jak przetrwać w Polsce:
  1. Nigdy nie odmawiaj wódki. Kto wódki nie pija ten jest wywrotowcem. Więc lej prosto w gardło i zapijaj.
  2. Nie karm gołębi krakowskich. Wszyscy staramy się ich pozbyć więc je głodzimy. 
  3. W Polsce zawsze wszystko jest złe, smutne i do dupy, więc nie próbuj nas przekonywać że jest inaczej.
  4. Przyswój słowo k***a jako słowo klucz, otwierające wszystkie zamki i pasujące do każdego kontekstu, 
  5. Tematy zakazane: Katyń, Smoleńsk (ku**a), teczki w IPN, polityka w ogóle, polskie kluby piłkarskie (pamiętajcie NIE WIECIE, NIE ZNACIE SIĘ, NIE STOICIE PO NICZYJEJ STRONIE) i jeszcze pewnie sporo innych. Najlepiej rozmawiajcie o pogodzie i chorobach. Te tematy są zawsze spoko, na czasie i chodliwe.
Czyli że spotykamy się w finale? Okej tyle ode mnie. Niestety poza powitaniem nie mam za wiele do powiedzenia, bo generalnie mam gdzieś ten cały cyrk i niemożebnie drażnią mnie wuwuzele. Więc bawcie się, imprezujcie, zwiedzajcie, kibicujcie i omijajcie rudy punkt na krakowskiej ulicy, bo nie chce mi się z Wami gadać i was oprowadzać. Adios Misie;* 

niedziela, 27 maja 2012

Carl: Nie jestem osobą aż tak skrajnie złą, żeby nienawidzić ludzi za ich szczęście. Nigdy tez nie starałam się niczyjego szczęścia niszczyć. Więc wbrew obiegowej opinii nie jestem aż takim wcieleniem zła i szatana. Chociaż wiem, że się mną interesuje, bo jeszcze niedawno na mojej głowie jawił się żel...niestety nie mam już irokeza i nie muszę sklejać czupryny.

Jadzeg: byłam?

Dawno się do was nie odzywałam. Nie chcę raczyć was byle czym, byle napisać i byle stali bywalcy mieli co czytać. Co jakiś czas zbieram w całość swoje przemyślenia i wtedy do was wpadam. Poza tym jestem ostatnio dość zajęta,  bo mam praktyki, a dzieci zwłaszcza małe są dość jak wiadomo absorbujące. I w sumie o dzieciach dzisiaj słów kilka również będzie, bo temat macierzyństwa jest z dziećmi luźno bo luźno, ale wciąż związany. Wczoraj w nadwiślańskim kraju obchodziliśmy Dzień Matki. Tu składam wszystkim mamom na całym świecie, zwłaszcza tym, które czytają rudowłosy świat serdeczne życzenia. Ja wczoraj zaliczyłam powrót do przeszłości, bo kiedy przyszłam do mojej mamy z kwiatami, wiedziałam, że uśmiecha się tylko z grzeczności. Bukiet był paskudny. Nauczyło mnie to tylko tego, żeby nie kupować kwiatów na wyjątkowe okazje w dniu tych okazji, bo odwalają wyjątkową fuszerkę. Na szczęście mama, nauczona latami doświadczeń i otrzymywania paskudnych, dziecinnych laurek i figurek z plasteliny uśmiechnęła się ogarniając mnie ramieniem i zapewniając, że są piękne. Nie były. Uwierzcie nie były, a ja dawno nie wstydziłam się tak bardzo jak wczoraj za to co daję drugiej osobie. Jeśli sądzicie, że mam zamiar jechać dzisiaj po mojej mamie, jesteście w błędzie. Jest jedną z niewielu osób, które jeszcze w ogóle szanuję na tym świecie i która bądź co bądź trochę ze mną przeżyła. Okresy buntu, ,urazy, pierwsze próby z alkoholem (znaczy ona mnie ratowała a nie poiła), zakażenie gronkowcem...nie miała ze mną łatwo. Nadal nie ma, bo mnie do ideału wciąż sporo brakuje. Jakby na to nie spojrzeć, to ona odegrała główną rolę w moim byciu tutaj. Okej ojciec może i przyczynił się w pewnym stopniu do mojego powstania, ale to ona dała się za mnie pokroić, żebym przypadkiem nie urodziła się niedotleniona czy coś tam. Patrząc na jej i jeszcze kilku innych matek przykład dochodzę do wnioksu, że ja za cholerę nie nadaję się na rodzicielkę. Po pierwsze przez bite 9 miesięcy i kilkadziesiąt następnych po urodzeniu paskudy juniora, trzęsłabym się o potencjalne niepełnosprawności, które mogłyby się u niego rozwinąć, czym skutecznie trułabym życie nie tylko sobie, al i jemu i całemu otoczeniu. Po drugie nie uważam, że kwiaty raz w roku mogą być warte igły w kręgosłupie, nacinania krocza i świadomości przeciskania się człowieka przez moją waginę. W dodatku musiałabym to kochać a do tego coraz mniej zdolności mam. No i nie mogłabym bezkarnie szydzić z jego nieogarnięcia, bo przecież to karalne i mogłoby mu zwichrować psychikę. Ogólnie kocham dzieci. Mogą ze mną robić co chcą i nigdy nie odmówię im pomocy. Póki są obce. Dla swojego z pewnością byłabym wyrodną matką, której prędzej czy później by się wyrzekł a ja nie mogłabym się temu dziwić, mając świadomość jak paskudnym człowiekiem jestem. Także tego. Dzięki Bogu, tudzież innej sile sprawczej nie mam póki co dzieci i niech tak zostanie, amen. Chociaż uprzedzając wasze obawy, jeśli kiedyś zdarzy mi się mieć małą paskudę lub małego paskuda, postaram się pokochać jak swoje i nigdy, never nie zdecyduję się na aborcję 'bo tak'. Kim by nie było (nawet nosicielem moich genów) ma prawo żyć. także tego. adios Misie;*

poniedziałek, 14 maja 2012

Przepraszam, jeśli Cię uraziłam Carl, nie chciałam. Niska tak, puszysta kwestia gustu ale w mojej opinii tak, jadowita i szydercza bywam, w okularach chadzam tylko ta zacięta mina. Owszem często bywa, ale ogólnie dość często się śmieję...wiem nie pasuje to do mojego opisu, ale tak, bywam uśmiechnięta, zwłaszcza wśród ludzi których znam. Jadzeg napisał mi kiedyś, że zupełnie inaczej zachowuję się wśród obcych a inaczej przy znajomych. To nie kwestia fałszywości, nie nie. Ja po prostu nie umiem podejmować relacji społecznych. Przypomina mi się tu sytuacja, kiedy któregoś dnia wychodziłam z mieszkania. Może już kiedyś to opisywałam, ale doskonale nadaje sie to do opisu mojego przypadku. Wychodząc z mieszkania spotkałam chłopaka. Schodził z góry, ja zamykałam drzwi. Powiedział cześć a ja odpowiedziałam. Szliśmy chwilę razem, w milczeniu. Próbowałam wymyślić cokolwiek logicznego, co mogłabym do niego powiedzieć- na próżno. Jedyne co przyszło mi na myśl to stwierdzenie, że zimno dziś i że fajnie się mieszka w tym naszym bloku, jednak jak wiadomo nie mogłam tego powiedzieć, bo jedynie pogorszyłabym swoją sytuację. Rozeszliśmy się nie mówiąc ani słowa. Często rozchodzę się z ludźmi bez słowa. Ja po prostu nie umiem z nimi rozmawiać ani ich zatrzymywać przy sobie. I szczerze mówiąc szlag mnie jasny trafia kiedy widzę jak moi znajomi układają sobie życie, wychodzą za mąż, rodzą dzieci, przeżywają romanse i zauroczenia a ja brnę sama jak ten lodołamacz, który musi pogodzić się z faktem, że resztę życia spędzi z buldożkiem francuskim, którego nawet jeszcze nie mam. Nieuniknione jest, że któregoś dnia zostanę sama. I wiem co powiesz, jestem taka młoda i mam całe życie przed sobą. Może nawet będziesz mnie zapewniał, że przecież jestem ładna i w ogóle wystarczy sie otworzyć a miłość na pewno czeka za rogiem. Nie czeka. Nie czekała nigdy ani nie zanosi się na to, żeby miała się zza niego wyłonić. Po prostu już nie wierzę w  szczęście ani miłość...moje szczęście ani moją miłość. Czuję się nieco wypalona wewnętrznie swoją samotnością, tymi wszystkimi kobietami w moim otoczeniu. Uwielbiam je, ale z drugiej strony mam świadomość, że żyjąc tylko w ich świecie. Marzeniem wielu kobiet w tym moim jest chociaż raz zaprzeć dech w piersi jakiegoś mężczyzny. Ja nie zaparłam i nie zaprę. Blogi są jednak dla niezrównoważonych i nieradzących sobie z własnym życiem. Adios Misie.

sobota, 12 maja 2012

Carl: Urzekło mnie Twoje stwierdzenie 'ludziom i facetom' przyłóż łapkę do monitora, właśnie przybijam Ci wirtualną piątkę. Rozmawiałam niedawno ze znajomą, która również czyta rudowłosy świat Paskudy i Twoje komentarze. Nie wiem czy Cię to ucieszy czy zmartwi, w każdym razie stałeś się częstym elementem naszych dyskusji. W każdym razie znajoma stwierdziła, że mi pojechałeś w ostatnim komentarzu i że powinnam się na Ciebie obrazić. Ja powiedziałam jednak, że o prawdę nie można się obrażać. Trzeba ją szanować, bo staje się towarem deficytowym. Skoro mogę Cię stworzyć jakim chcę, będziesz przede wszystkim dobrym człowiekiem. Nie możesz być za wysoki, bo ja jestem niska. Nie możesz też być za niski, bo lubię obcasy i mimo chorego kolana wciąż je noszę a nie chcę być od Ciebie wyższa. Możesz być brunetem, blondynem, rudym, Azjatą czy Eskimosem możesz być kimkolwiek, ale bądź dla mnie dobry. Kiepska dziś pogoda dla dobrych ludzi, pewnie dlatego ich tak mało. Poza tym muszę się z Tobą zgodzić, że w internetach możesz powiedzieć o sobie wszystko, a ja tego nie zweryfikuję. Tak samo jak Ty stworzyłeś mnie jako wredną, jadowitą, zakompleksioną sucz, która pewnie w Twoich myślach przypomina dziewczyny z playboya...nie przypominam. Swoją drogą, byłam ostatnio ze znajomym w sklepie RTV AGD. Chciał kupić nowy telewizor, ale że i on i ja znamy się na tym jak słoń na całkach poprosiliśmy o pomoc pana z obsługi. Mimo że niemożebnie drażniło mnie jego kompulsywne powtarzanie frazy 'tak zwany, zwana, zwane' natchnął mnie do ładnego podsumowania ostatnich dni. Powiedział, że on by się nie zdecydował na kupno telewizora ani żadnego innego sprzętu jednej ze znanych marek, bo jest za ładny, żeby go użytkować. Zaprojektowany przez Armaniego telewizor zapewne rozpadnie się na pierwszym zakręcie. No bo w sumie czego spodziewać się po naćpanym gościu projektującym majty i zegarki? Zdaniem pana Kazimierza jakość broni się sama i nie potrzebuje do tego dizajnu. Podobnie jest z ludźmi. Jeśli są niezawodni i mają w środku japońską precyzję, ludzie będą w nich inwestować, pomimo czasem gorszej jakości szaty graficznej. Im ładniejsze opakowanie, tym gorsze wnętrze. Ludzie niemający nic do zaoferowania zbyt dbają o wygląd, żeby przykryć wewnętrzną pustkę lub co gorsza zgniliznę. Wbrew moim ogólnie panującym zwyczajom wybrałam się ostatnio między ludzi, żeby zebrać trochę materiału empirycznego do przemyśleń, lub jak kto woli na koncert i piwo z koleżankami. Spotkałam tam również mężczyzn, którymi postanowiłam wyjątkowo nie gardzić, lecz spróbować nawiązać więź emocjonalno- społeczną. Pierwszy miał na imię nie pamiętam jak, nie było to dla mnie istotne. Był znajomym mojej koleżanki. Podszedł do nas nonszalanckim krokiem, a im był bliżej tym bardziej myślałam sobie 'o nie, idzie do nas, o nie zaraz usiądzie, o nie zaraz zacznie do mnie mówić', a wszystko to przy filmowym zwolnionym tempie. Nie powiem, przystojny był. Każda normalna dziewczyna zgwałciłaby na miejscu przypakowanego, nażelowanego bruneta z nonszalancko rozpiętą koszulą i zatkniętymi na czubku głowy okularami przeciwsłonecznymi z filtrem chroniącym jego czarne oczy. Takie physis wschodzącej gwiazdy piłki nożnej tudzież innego sportu, gdzie występują panowie do patrzenia, rzadko (choć czasem się zdarzają) do rozmowy. Już samo jego wejście wywołało u mnie falę niechęci, lecz czara goryczy przelała się kiedy otworzył usta. W sumie to sporo jest ludzi, którzy póki milczą zasługują na mój szacunek. Niestety zwykle później otwierają usta. Dalej był tylko przesącz jego słów bla bla bla TRENING bla bla bla PRACA bla bla bla STUDIA. Generalnie nie powiem wam o czym do mnie mówił, bo siedziałam gapiąc się w jakiś nieokreślony punkt w czasoprzestrzeni i myślałam jakim kalibrem go załatwić.  Niestety to dość powszechne zjawisko. Nie wiedzieć dlaczego mężczyźni uważają dziś, że skoro mają ładną powłokę nie muszą mieć wnętrza. Zwłaszcza, kiedy coś trenują. Wyznają zasadę 'pójdź w me ramiona i doceń fakt, że z Tobą rozmawiam' cóż...w takich przypadkach zostaje mi tylko w na ogół dość lapidarny sposób uświadomić że nooo nie rozłożę przed nim nóg na trzy cztery. Ech. A na dodatek przeważnie nie chwytają mojego wyszukanego poczucia humoru i zamiłowania do imiesłowów, którego tu nie okazawszy za często. Morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany, gdy za ładna jest buźka, to się nie spoufalamy. (bo w środku pewnie gnój) Tym czasem leciwszy na swój reczital fletowy. Adios Misie;*