Reddy: kocham kocham:) głownie za ludzi kocham:) tych ogarniętych znaczy się. No i wiosną tu ładnie.
Anonimie (Kamil?) żalić się jest rzeczą ludzką napisz co Cię gryzie a ja się do tego ustosunkuję jeśli to coś da. A teraz moi drodzy Paskuda idzie spać i już intensywnie myśli co napisać jutro mam nadzieję, że MPK nie umili mi kolejnego dnia. Adios po raz drugi dzisiaj Miśki:*
wtorek, 28 lutego 2012
Red i w sumie też Anoinimie bo się odnosiłeś:) Zaufanie faktycznie przychodzi z czasem. Na szczęście zdarzają się niekiedy ludzie, na których można polegać i którzy zostają w naszym życiu jak Ty w moim Reddy:):* Oczywiście nie przychodzi to szybko i nie jest to łatwy proces.
Anonimie (Anonimie moja różo mój misiaczku): możesz pewnie że możesz mówić do mnie Paskuda możesz mówić do mnie jakkolwiek a jeśli nie reaguję rzucać przedmiotami w mój poniemiecki łeb. Imię na dziś to Witold:) A piosenki dzisiaj słuchałam jadąc do szkoły:)
Zawsze kiedy myślę, że napisałam już notkę o wszystkim co tylko możliwe i za chwilę nie będę miała z czego szydzić, życie pisze dla mnie scenariusze takie, że plebs nie ogarnia. Myślałam, że żyjąc w naszej strefie klimatycznej nie powinniśmy być zaskoczeni zimą w lutym. Dziś przekonałam się, że śnieg o tej porze roku moze skutecznie sparaliżować ruch tramwajów w całym Mieście Krakowie. A było to tak...za górami za lasami na jednym z głównych węzłów komunikacyjnych żyła sobie królewna trakcja. Trakcja zwykle była bardzo posłuszna, lecz pewnego zimowego dnia, kiedy powinno się siedzień w domu a nie na nudnych i nieśmiesznych ćwiczeniach Trakcja uznała, że jest to idealny moment żeby wkroczyć w okres buntu i być się zje....przestać działać. W całym królestwie zapanował chaos. Nikt nie wiedział gdzie dojedzie, kiedy dojedzie i czy w ogóle już nawet dojedzie ale w ogóle ruszy. Tak oto utknęłam na Nowej Hucie chcąc jechać gdzieś zupełnie indziej. Powrót stamtąd zajął mi jakieś 1,5 godziny. Pomijając już fakt, że jeden z motorniczych nie był na tyle uprzejmy żeby udzielić nam jakiejkolwiek informacji tylko kulturalnie i jak na człowieka wykształconego kazał nam wysiadać z tramwaju, używając do tego słów powszechnie uznawanych w niektórych środowiskach za lapidarne i obraźliwe. Na szczęście dosyć szybko zapanowano nad sytuacją i będę miała całkiem realną szansę powrotu do mieszkania. Nie była to pierwsza tego typu akcja w wykonaniu Krakowskiego przewoźnika. Rok temu komunikacja stanęła przez całą noc tylko dlatego, że zasypało tory i nie dało się ich odśnieżyć. W końcu to niebywałe, żeby w grudniu sypał śnieg. Jako morał tej całej opowieści można powiedzieć, że komunikacja miejska w krakowie psuje się rzadko, ale gdy już tak sie dzieje nie sposób się gdziekolwiek dostać i można docenić walory mieszkania w małym mieście. Wracam na ćwiczenia, a wy cieszcie się wolnym wieczorem i perspektywą niewracania do domu późno w spartańskich warunkach. Adios Misie;*
Anonimie (Anonimie moja różo mój misiaczku): możesz pewnie że możesz mówić do mnie Paskuda możesz mówić do mnie jakkolwiek a jeśli nie reaguję rzucać przedmiotami w mój poniemiecki łeb. Imię na dziś to Witold:) A piosenki dzisiaj słuchałam jadąc do szkoły:)
Zawsze kiedy myślę, że napisałam już notkę o wszystkim co tylko możliwe i za chwilę nie będę miała z czego szydzić, życie pisze dla mnie scenariusze takie, że plebs nie ogarnia. Myślałam, że żyjąc w naszej strefie klimatycznej nie powinniśmy być zaskoczeni zimą w lutym. Dziś przekonałam się, że śnieg o tej porze roku moze skutecznie sparaliżować ruch tramwajów w całym Mieście Krakowie. A było to tak...za górami za lasami na jednym z głównych węzłów komunikacyjnych żyła sobie królewna trakcja. Trakcja zwykle była bardzo posłuszna, lecz pewnego zimowego dnia, kiedy powinno się siedzień w domu a nie na nudnych i nieśmiesznych ćwiczeniach Trakcja uznała, że jest to idealny moment żeby wkroczyć w okres buntu i być się zje....przestać działać. W całym królestwie zapanował chaos. Nikt nie wiedział gdzie dojedzie, kiedy dojedzie i czy w ogóle już nawet dojedzie ale w ogóle ruszy. Tak oto utknęłam na Nowej Hucie chcąc jechać gdzieś zupełnie indziej. Powrót stamtąd zajął mi jakieś 1,5 godziny. Pomijając już fakt, że jeden z motorniczych nie był na tyle uprzejmy żeby udzielić nam jakiejkolwiek informacji tylko kulturalnie i jak na człowieka wykształconego kazał nam wysiadać z tramwaju, używając do tego słów powszechnie uznawanych w niektórych środowiskach za lapidarne i obraźliwe. Na szczęście dosyć szybko zapanowano nad sytuacją i będę miała całkiem realną szansę powrotu do mieszkania. Nie była to pierwsza tego typu akcja w wykonaniu Krakowskiego przewoźnika. Rok temu komunikacja stanęła przez całą noc tylko dlatego, że zasypało tory i nie dało się ich odśnieżyć. W końcu to niebywałe, żeby w grudniu sypał śnieg. Jako morał tej całej opowieści można powiedzieć, że komunikacja miejska w krakowie psuje się rzadko, ale gdy już tak sie dzieje nie sposób się gdziekolwiek dostać i można docenić walory mieszkania w małym mieście. Wracam na ćwiczenia, a wy cieszcie się wolnym wieczorem i perspektywą niewracania do domu późno w spartańskich warunkach. Adios Misie;*
poniedziałek, 27 lutego 2012
Anonimie: Skoro nie Darek to...będę zgadywać przy każdym wpisie a jak zgadnę to powiesz że zgadłam i wygram toster. Imię na dziś too...Michał.
Red: Jeśli chodzi o zaufanie jestem ciężką osobą więc moja opina może nie być miarodajna. Nie ma wielu osób, którym ufam całkowicie...w sumie to chyba nie ma takich ludzi. Jestem sobie wiatrem sterem i okrętem i powiem szczerze pasuje mi to. Ktoś kiedyś powiedział mi, że słucham tylko siebie i miał w tym sporo racji. Co do budowania zaufania w związku myślę, że z czasem przychodzi samo jednak zawsze należy mieć jakiś tam margines błędu. Oczywiście mozesz się ze mną nie zgadzać, ale ja nie wyobrażam sobie ślubu bez intercyzy. Cóż...koty już tak mają. Dajemy się głaskać, ale nigdy nie należymy do nikogo w całości. Życie bywa nieprzewidywalne. I nie mówię tylko o zaufaniu ale o całokształcie. Zdecyduję się na dzieci dopiero kiedy będę je w stanie SAMA utrzymać. Nie o tym jednak rzecz dzisiaj będzie. Mam wrażenie że ostatnio tematem, który wyskakuje mi z każdego kąta są kwestie przynależności płciowej i homoseksualizmu. Booo oglądaliśmy sobie kiedyś mieszkaniowo tap szpadla, którego nie wiem czy już wyśmiewałam jeśli nie zrobię to zapewne jutro ALE. Pojawiła się tam postać Michaliny...mniejsza o nazwisko nie mam pamieci do tego w każdym razie Michaliny, która urodziła się hermafrodytą. Nie moi drodzy to NIE TO SAMO co zmiana płci. Poczytajcie sobie ignoranty moje na ten temat zanim zaczniecie krytykować. Persona ta budzi dość skrajne uczucia. Jeden z moich znajomych wręcz jej nie znosi, innym jest obojętna, część jej nie zna, a dla mnie jest piękna. Nie chodzi mi o wygląd zewnętrzny, choć i tu nie można doszukiwać się brzydactwa lecz ze względu na siłę charakteru i umiejętność walki o szczęście i o swoje. Za odwagę do bycia sobą, czego wielu dziś brakuje, przez co są nieszczęśliwi i jeszcze chcą ciągnąć za sobą innych na dno. Innym spornym tematem jest kwestia homoseksualizmu. Znam kilka osób o takiej orientacji, kilka osób biseksualnych i wiecie co? Z całego serca życzę im szczęścia. Tyle się dziś mówi o tolerancji, o indywidualizmie, o byciu sobą mimo wszystko i mimo wszystkich a jednak za każdym razem ucinamy głowy tym, którzy wystają ponad szereg. Kazać homoseksualnemu mężczyźnie zakochać sie w kobiecie to tak jakby zmusić siebie do kochania w nie taki sposób jak chcemy. Co komu do tego z kim sypiam, to ja mam być szczęśliwa. Niestety polaczki mają na to inny pomysł i nie kupują pomysłu z byciem sobą bo przecież zajebiście jest być szczęśliwym bo tak. Żal mi ludzi, którzy mieszczą swoją tolerancję li tylko w granicach konwenansu. Choćby Gej (przepraszam jeśli kogoś razi to słowo) był nie wiem jak zniewieściały i nie wiem co, jeśli będzie dobrym, lojalnym człowiekiem dla mnie zawsze będzie tylko dobrym i lojalnym człowiekiem. Jeśli wytknę go placem to nie z powodu orientacji lecz przez to, ze może okazać się wrednym konfidentem i bumelantem, jak każdy heteryk z resztą. Nie mogę doczekać się czasów kiedy będziemy patrzeć na ludzi przez pryzmat ich człowieczeństwa a nie koloru skóry, religii czy orientacji. Chcesz by akceptowano Ciebie? Zrób to samo dla innych. I teraz na zakończenie mojego dzisiejszego wywodu apel! Nie bójcie się być sobą. Nigdy. Jeśli wy nie dpcenicie sami siebie nikt tego nie zrobi. Opinię społeczną miejcie w d*pie. Nie ich sprawa. Jeśli czujecie w taki a nie inny sposób po prostu czujcie a nie patrzcie na innych. Nikt za waz życia nie przeżyje, ani za was nie umrze. Dla mnie każdy z was może być piękny jeśli będzie dobrym człowiekiem. Pominę już brak ciasnoty umysłowej, bo to się rozumie samo przez się. ode mnie dla was klik
Adios Misie;):*
Red: Jeśli chodzi o zaufanie jestem ciężką osobą więc moja opina może nie być miarodajna. Nie ma wielu osób, którym ufam całkowicie...w sumie to chyba nie ma takich ludzi. Jestem sobie wiatrem sterem i okrętem i powiem szczerze pasuje mi to. Ktoś kiedyś powiedział mi, że słucham tylko siebie i miał w tym sporo racji. Co do budowania zaufania w związku myślę, że z czasem przychodzi samo jednak zawsze należy mieć jakiś tam margines błędu. Oczywiście mozesz się ze mną nie zgadzać, ale ja nie wyobrażam sobie ślubu bez intercyzy. Cóż...koty już tak mają. Dajemy się głaskać, ale nigdy nie należymy do nikogo w całości. Życie bywa nieprzewidywalne. I nie mówię tylko o zaufaniu ale o całokształcie. Zdecyduję się na dzieci dopiero kiedy będę je w stanie SAMA utrzymać. Nie o tym jednak rzecz dzisiaj będzie. Mam wrażenie że ostatnio tematem, który wyskakuje mi z każdego kąta są kwestie przynależności płciowej i homoseksualizmu. Booo oglądaliśmy sobie kiedyś mieszkaniowo tap szpadla, którego nie wiem czy już wyśmiewałam jeśli nie zrobię to zapewne jutro ALE. Pojawiła się tam postać Michaliny...mniejsza o nazwisko nie mam pamieci do tego w każdym razie Michaliny, która urodziła się hermafrodytą. Nie moi drodzy to NIE TO SAMO co zmiana płci. Poczytajcie sobie ignoranty moje na ten temat zanim zaczniecie krytykować. Persona ta budzi dość skrajne uczucia. Jeden z moich znajomych wręcz jej nie znosi, innym jest obojętna, część jej nie zna, a dla mnie jest piękna. Nie chodzi mi o wygląd zewnętrzny, choć i tu nie można doszukiwać się brzydactwa lecz ze względu na siłę charakteru i umiejętność walki o szczęście i o swoje. Za odwagę do bycia sobą, czego wielu dziś brakuje, przez co są nieszczęśliwi i jeszcze chcą ciągnąć za sobą innych na dno. Innym spornym tematem jest kwestia homoseksualizmu. Znam kilka osób o takiej orientacji, kilka osób biseksualnych i wiecie co? Z całego serca życzę im szczęścia. Tyle się dziś mówi o tolerancji, o indywidualizmie, o byciu sobą mimo wszystko i mimo wszystkich a jednak za każdym razem ucinamy głowy tym, którzy wystają ponad szereg. Kazać homoseksualnemu mężczyźnie zakochać sie w kobiecie to tak jakby zmusić siebie do kochania w nie taki sposób jak chcemy. Co komu do tego z kim sypiam, to ja mam być szczęśliwa. Niestety polaczki mają na to inny pomysł i nie kupują pomysłu z byciem sobą bo przecież zajebiście jest być szczęśliwym bo tak. Żal mi ludzi, którzy mieszczą swoją tolerancję li tylko w granicach konwenansu. Choćby Gej (przepraszam jeśli kogoś razi to słowo) był nie wiem jak zniewieściały i nie wiem co, jeśli będzie dobrym, lojalnym człowiekiem dla mnie zawsze będzie tylko dobrym i lojalnym człowiekiem. Jeśli wytknę go placem to nie z powodu orientacji lecz przez to, ze może okazać się wrednym konfidentem i bumelantem, jak każdy heteryk z resztą. Nie mogę doczekać się czasów kiedy będziemy patrzeć na ludzi przez pryzmat ich człowieczeństwa a nie koloru skóry, religii czy orientacji. Chcesz by akceptowano Ciebie? Zrób to samo dla innych. I teraz na zakończenie mojego dzisiejszego wywodu apel! Nie bójcie się być sobą. Nigdy. Jeśli wy nie dpcenicie sami siebie nikt tego nie zrobi. Opinię społeczną miejcie w d*pie. Nie ich sprawa. Jeśli czujecie w taki a nie inny sposób po prostu czujcie a nie patrzcie na innych. Nikt za waz życia nie przeżyje, ani za was nie umrze. Dla mnie każdy z was może być piękny jeśli będzie dobrym człowiekiem. Pominę już brak ciasnoty umysłowej, bo to się rozumie samo przez się. ode mnie dla was klik
Adios Misie;):*
niedziela, 26 lutego 2012
Anonimie, Anonimie, moja różo, mój misiaczku (sorry skojarzyło mi się z wierszem Dariusza do Karoliny w trudnych sprawach xD jeśli masz na imię Darek to sorry do obejrzenia na YT) nie mam korzeni hiszpańskich, mam za to niemieckie co widać po moim podłym physis (nigdy nie wiem jak to zapisać) a Adios to swego rodzaju maniera, stały element programu, jak dialogi z Tobą, które lubię z resztą :) No i witam także moją ulubioną wiewiórkę Red:)
Dziś będzie o zdradzie. Pisałam już kiedyś o moim stosunku do zdrady wszelakiej, ale dziś chciałam wyjątkowo i szczegółowo przerobić całe zagadnienie. Otóż jak powszechnie wiadomo że jej nie toleruje. Czy to fizyczna, czy emocjonalna boli tak samo. Czy zdradził partner, czy przyjaciel rani w ten sam sposób. Szczerze podziwiam kobiety...wróć żeby nie było że tylko mężczyźni są ci źli, podziwiam ludzi potrafiących wybaczać. Ktoś kiedyś powiedział, że wybaczyć nie oznacza zapomnieć. true. jednak czy nie jest tożsamym brak wybaczenia i zapomnienia? Było w moim życiu wielu ludzi, którzy zdradzali, w mniej lub bardziej perfidny sposób. Za każdym razem bolało i upokarzało tak samo. Najbardziej bolały policzki, które dostawałam od ludzi, którym już wcześniej wybaczałam, którym ufałam i których traktowałam jak przyjaciół. Wielkich przyjaźni nie kończy się bez słowa, mimo to nie umiem się jakoś przełamać, żeby wrócić. Był kiedyś ktoś bardzo ważny. Uważałam go za przyjaciela ale popełnił dwa błędy. Jeden a później kilkanaście następnych. Pretendował do miana złego człowieka, choć wiem że nigdy nim nie był. Mogłam zadzwonić do niego o 3 nad ranem i powiedzieć jak bardzo jest źle...takich ludzi nie można nazwać złymi. Jednak i on potraktował mnie jak wielu i chyba nawet nie wie jak bardzo mnie złamał. Jak głęboko wbił nóż i jak bardzo bolało kiedy odchodził. Bez słowa, bez przepraszam i nie próbując nawet zrozumieć co zrobił źle. Nie zauważył nawet, że mnie nie ma. Jak teraz się do tego ustosunkować? czy można tak po prostu zapomnieć i wrócić? Nie wydaje mi się. Niesmak pozostanie, choćby nie wiem co. Jak w takiej sytuacji odbudować zaufanie? Dla mnie byłoby to wyczekiwanie kolejnego ciosu. Nie umiałabym już nigdy traktować tego człoweka w ten sam sposób. Napisałam to nieprzypadkowo. Od pewnego czasu toczy się we mnie batalia. Mam jescze bardzo wiele do przemyślenia i nie wiem co wymyślę. Staram się unikać tak osobistych notek tutaj. Nie wnoszą nic w sens świata jednak dziś z jednego dla mnie oczywistego powodu musiałam to zrobić. A teraz zostawiam was:) Adios Misie:)
Dziś będzie o zdradzie. Pisałam już kiedyś o moim stosunku do zdrady wszelakiej, ale dziś chciałam wyjątkowo i szczegółowo przerobić całe zagadnienie. Otóż jak powszechnie wiadomo że jej nie toleruje. Czy to fizyczna, czy emocjonalna boli tak samo. Czy zdradził partner, czy przyjaciel rani w ten sam sposób. Szczerze podziwiam kobiety...wróć żeby nie było że tylko mężczyźni są ci źli, podziwiam ludzi potrafiących wybaczać. Ktoś kiedyś powiedział, że wybaczyć nie oznacza zapomnieć. true. jednak czy nie jest tożsamym brak wybaczenia i zapomnienia? Było w moim życiu wielu ludzi, którzy zdradzali, w mniej lub bardziej perfidny sposób. Za każdym razem bolało i upokarzało tak samo. Najbardziej bolały policzki, które dostawałam od ludzi, którym już wcześniej wybaczałam, którym ufałam i których traktowałam jak przyjaciół. Wielkich przyjaźni nie kończy się bez słowa, mimo to nie umiem się jakoś przełamać, żeby wrócić. Był kiedyś ktoś bardzo ważny. Uważałam go za przyjaciela ale popełnił dwa błędy. Jeden a później kilkanaście następnych. Pretendował do miana złego człowieka, choć wiem że nigdy nim nie był. Mogłam zadzwonić do niego o 3 nad ranem i powiedzieć jak bardzo jest źle...takich ludzi nie można nazwać złymi. Jednak i on potraktował mnie jak wielu i chyba nawet nie wie jak bardzo mnie złamał. Jak głęboko wbił nóż i jak bardzo bolało kiedy odchodził. Bez słowa, bez przepraszam i nie próbując nawet zrozumieć co zrobił źle. Nie zauważył nawet, że mnie nie ma. Jak teraz się do tego ustosunkować? czy można tak po prostu zapomnieć i wrócić? Nie wydaje mi się. Niesmak pozostanie, choćby nie wiem co. Jak w takiej sytuacji odbudować zaufanie? Dla mnie byłoby to wyczekiwanie kolejnego ciosu. Nie umiałabym już nigdy traktować tego człoweka w ten sam sposób. Napisałam to nieprzypadkowo. Od pewnego czasu toczy się we mnie batalia. Mam jescze bardzo wiele do przemyślenia i nie wiem co wymyślę. Staram się unikać tak osobistych notek tutaj. Nie wnoszą nic w sens świata jednak dziś z jednego dla mnie oczywistego powodu musiałam to zrobić. A teraz zostawiam was:) Adios Misie:)
sobota, 25 lutego 2012
Pewnie myślicie drodzy Czytelnicy, zwłaszcza Ty mój kochany Anonimie, że spłynęłam wraz z lutowym śniegiem, który swego czasu uprzykrzał nam wszystkim życie, a teraz jeszcze bardziej uprzykrza bo znika i robią się kałuże na ulicach a idioci, którzy mnie potrafią ich omijać urządzają nam co jakiś czas mini a czasem całkiem maksi tsunami. Poważnie, uważam, że na kursach prawa jazdy a zwłaszcza na egzaminach powinno się wprowadzić czelendż- omijanie kałuż. KIEROWCO! ZA KAŻDYM RAZEM KIEDY OCHLAPUJESZ MI TWARZ WODĄ Z KAŁUŻY, GDZIEŚ NA ŚWIECIE BÓG STAWIA KOLEJNY FOTORADAR. Z wodą w twarz chciałabym żartować, niestety raz pewien pan, którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiam...giń szmato...a który niestety pozostał anonimowy, rozbryzgał wodę z takim zacięciem, że mieszanka gówna, piachu i liści poleciała prosto w moje oczy, na włosy i mało nie do ust. Ma szczęście że nie widziałam numerów bo miałby przerąbane teraz, albo umorzyliby z powodu małej szkodliwości społecznej czynu i by nie miał. Tak czy inaczej drodzy czytelnicy i Ty Anominie, kończąc tę przydługą ale za to jaką pouczającą dygresję pragnę was wszystkich uspokoić, żyję, mam się dobrze, przedzieram się zwinnie przez gąszcz absurdów i ludzkiej głupoty, czym chętnie się z wami dzielę. Nie wiem niestety jak długo potrwa ta sielanka, gdyz jak uprzejmie donosi jeden z większych portali dla odmóżdżeńców mamy do czynienia z epidemią jakiegoś tam gronkowca i nie można dotykać poręczy w tramwajach, bo można sie zarazić. A ja dotykam, bo nie chcę polecieć na ryj, więc pewnie rychło umrę na kiłę. Swoja drogą to zaskakujące. Bywam na wielu róznych portalach donoszących o różnych rzeczach, oglądam wiadomości, słucham radia, tylko gazet nie czytam bo lasy giną i w ogóle głupio tak się użerać z kartkami wielkości średniego obrusa, a mimo to nie słyszałam nie czytałam nigdzie o żadnej epidemii. Jak dobrze że jest ten portal, który między rankingiem lubrykantów a mrożącą krew w żyłach dyskusją o kolorach lakieru do paznokci, który modny a który nieostrzega mnie o zagrożeniu. Dziękuję!:*** z całego serca. Będę myła ręce tak często jak zaleca to świętej pamięci Rysio Lubicz. WŁAŚNIE!!! Kolejna wielka postać odeszła a w wiadomościach ni hu hu. Czyżby posłuchali mojego apelu? Chyba są zbyt zajęci roztrząsaniem sytuacji w Syrii. Swoją drogą abstrahując od sytuacji na Wschodzie, to zaskakujące z jakim upodobaniem polskie wojska włączają się w kolejne konflikty zbrojne. Kiedy Polskę okupowali i reformowali mówiliśmy o zaborach, dzisiaj jedziemy na wojnę o pokój walczyć. Jednym z najlepszych i ponadczasowych stwierdzeń Smolenia było zdanie o tym, że 'oni tam są porąbani, oni wojnę pokazują a o pokój walczą'. Tylko dlaczego zawsze w krajach gdzie jest ropa? Jestem chyba za głupia na zrozumienie polityki międzynarodowej. Albo jestem za leniwa na latanie z karabinem. Właściwie, to jestem za leniwa nawet na dojście do sedna mojej wypowiedzi, ale w sumie przyszłam do was moi drodzy czytelnicy a nie do sedna więc jestem chyba rozgrzeszona. Tym oto przyjemnym akcentem kończę moją notkę o niczym i zaczynam zbierać materiał na nową. Już niedługo! Adios Misie;*
czwartek, 16 lutego 2012
Chyba wiecie o czym chcę dziś napisać. Tłusty czwartek to kolejne święto, obok sylwestra i dni (tu pada nazwa małego miasta gdzie raz w roku odbywa się święto żelu i plastiku pachnące festynem czyli moczem, piwem, watą cukrową i smażoną kiełbachą), które MUSISZ po prostu MUSISZ BO UMRZESZ obchodzić. Nienawidzisz pączków? TYRUDNO!!! ŻRYJ!!!! nie jara Cię zmiana daty i w sumie nie masz z kim spędzić tej nocy? TYRUDNO!!! MUSISZ BO UMRZESZ spędzić ten wieczór ze znajomymi, których być może nawet nie lubisz tylko dlatego, by później z czystym sumieniem powiedzieć sąsiadowi Kaziu aśmy się tej nocy schlali, no mówię Ci rzygałem dalej niż widziałem jak jakiś dziki wieprz mówię Ci. Do dobrego tonu należy również wyliczenie wszystkich partnerów seksualnych. Rzeczywistych i potencjalnych liczonych jako rzeczywistych, bo przecież nikt nie musi wiedzieć, że ta laska leżała pod Twoim ciężarem nie dlatego, że ją bzykałeś ale dlatego, że się na nią przewróciłeś próbując wykonywać konwulsyjne ruchy potocznie uważane w niektórych środowiskach za taniec. Dobrą opcją dla kobiet jest też pochwalenie się na facebooku miliardem zdjęć cycków tylko dlatego że ten psotnik Maciek wam je zrobił i kazał wrzucić (pod groźbą śmierci przez powieszenie za ziobro..żebro.) na tablice. No i najważniejsze!!! Historie te należy przypominać systematycznie co 2 tygodnie przy każdej możliwej okazji żeby przypadkiem nikt w promieniu dwudziestu tysięcy mil morskich nie zapomniał jak to świetnie się nie bawiliście na sylwestrze. Prawdziwym rajem na ziemi dla każdego polskiego imprezowicza jest sezon wiosna-lato-wczesna jesień, kiedy to mamy bardzo wiele okazji na leżenie w krzakach z powodu nadmiernego spożycia alkoholu, podpalanie tyłka w czasie skakania przez ognisko, dawanie pracownikom WOPRU kolejną okazję do spotkania się z topielcem oko w oko tylko dlatego, po 30 browarach i 20 litrach wódki (norma wg skali gimnazjalistów z co drugiego gimnazjum) wydawało nam się że Otylia to wam może skoczyć. O tym wszystkim oczywiście znowu należy przez rok opowiadać znajomym z wypiekami na twarzy bo przecież rzyganie i robienie z siebie kretyna jest glamour. Ech...a pomyśleć, że miało być o jedzeniu pączków, bo to przecież taaakie słodkie i taaaaakie pyszne jedzonko. Dobra Misie ja idę pracować na kolejne samotne walentynki pochłaniając jak dzika świnia kolejne pączki a wy w ramach zadania domowego przeliczcie ile dzisiaj zjedliście i jak długo będziecie musieli mrugać żeby to spalić. Smacznego więc i Tobie ANONIMIE bo podejrzewam, że podobnie jak ja drżysz z ekscytacji na samą myśl o wchłonięciu kolejnej porcji tłuszczu. Adios Misie:*
wtorek, 14 lutego 2012
Tojużdziśtojużdziśtojużdziiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiś!!!!! TO JUŻ DZIŚ!!! moje ulubione święto w roku. WALENTYNKI. Wprost drżę z ekscytacji na samą myśl ile alkoholu można kupić za całą kasę zostawioną w tym i kilku ostatnich dniach w kwiaciarniach, perfumeriach, sklepach z bielizną etc. Ktoś musi trzepać niezłą kasę na wszystkich 'zakochanych'. Byłam wczoraj na zakupach. Weszłam do jednego ze sklepów z butami i już na wejściu uderzył mnie wielki banner 'dla zakochanych 20% rabatu.' Ciekawe czy gdybym podeszła do kasy z jakimiś butami za pół tysiąca i powiedziała, że jestem zakochana dostałabym tę zniżkę. Nie spróbowałam niestety. Pomyślicie, że moje narzekanie na walentynki wynika z tego, że nikogo nie mam. Nie. Zdarzały się walentynki, które miałabym z kim spędzić ale jakoś nigdy nie miałam na to ochoty. Nie lubię tego święta od zawsze. Poczatkowo uważałam, że jest po prostu głupie, później poszłam do szkoły i nauczyłam się ładnie brzmiącego w ustach krakowskiego hipstera słowa KOMERCJA. I tak od kilku ładnych lat walentynki są dla mnie komercyjnym chłamem i dorobkiem popkultury zachodu, którą skrzętnie tępię i wyśmiewam. Bo moim zdaniem w miłości nie chodzi o kwiaty, misie czy trzymanie się za ręce. Owszem to miłe wszystko jest ale w dawce z 14. lutego jest dość toksyczne jak na mój gust. Miłość to dla mnie coś więcej. To powiedzenie okej, nie jesteś doskonały, okej wkurzasz mnie Ty i Twoi przygłupawi kumple od wódki ale biorę Cię w pakiecie takiego jaki jesteś, bo i ja nie jestem doskonała. I zawsze dla Ciebie będę. Dziś, jutro, za 30 lat...ZAWSZE. Osoba, którą kocham może wiele. Może do mnie zadzwonić o 4 nad ranem i powiedzieć 'jestem na*ebany jak świnia, przyjedź po mnie bo nie trafie do domu' owszem wkurzę się ale stłamszę w sobie najbardziej plugawe przekleństwa i przyjadę. I znajdę klucze w kieszeni, i zaprowadzę do mieszkania i zdejmę buty. I to nie dlatego, że nie mam poczucia godności i jestem służalczym pieskiem na posyłki. Nie. Zrobię to by mieć pewność, że cały i zdrowy dotarł do domu. Nie wpadł pod żaden samochód, tramwaj, autobus, że nikt go nie pobił, nie okradł i że nie skończy zamarznięty na Plantach. Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji kiedy odbieram telefon, z wiadomością że coś mu się stało. Gdyby tak było, dostałby ode mnie wszystko. Tyle krwi i organów ile tylko dusza zapragnie, żeby on mógł żyć. Miłością jest dla mnie sztuką odpuszczania. Powiedzenia okej, nie musisz kupować mi kwiatów. Jeśli kupisz mi bukiet, nie będziesz miał na fajki. kwiaty zwiędną na nałóg jest nałogiem. Jest jednak jedna, jedyna rzecz, której nie jestem w stanie przeżyć, wybaczyć zdrada. Może już pisałam o tym wcześniej ale i tu na ten wątek jest miejsce. Zdrady nigdy nikomu nie wybaczyłam. Żadnej. Fizycznej, mentalnej, żadnej. I nie wybaczę.
Miłości nie da się urwać w połowie. Kiedy się kogoś kocha to całe życie. Mimo że czasem albo w sumie Z czasem miłość zyskuje zupełnie inny wymiar. Zdarza się, że nie możemy być z kimś kogo kochamy. Że układamy życie bez tej osoby i czasem nigdy więcej jej nie spotykamy. Jednak prawdziwa miłość...to taka, która nawet po latach nadal ta osoba może zadzwonić i powiedzieć że jest pijana i ktoś musi ją odwieźć do domu. I teraz przeciwstawmy to kiczowemu dorobkowi popkultury i lukrowanym miłostkom z pierwszych stron gazet. Ech. Pora iść wręczyć sobie wielkie serce z czekoladkami w środku i kwiaty. Adios Misie.:*
Miłości nie da się urwać w połowie. Kiedy się kogoś kocha to całe życie. Mimo że czasem albo w sumie Z czasem miłość zyskuje zupełnie inny wymiar. Zdarza się, że nie możemy być z kimś kogo kochamy. Że układamy życie bez tej osoby i czasem nigdy więcej jej nie spotykamy. Jednak prawdziwa miłość...to taka, która nawet po latach nadal ta osoba może zadzwonić i powiedzieć że jest pijana i ktoś musi ją odwieźć do domu. I teraz przeciwstawmy to kiczowemu dorobkowi popkultury i lukrowanym miłostkom z pierwszych stron gazet. Ech. Pora iść wręczyć sobie wielkie serce z czekoladkami w środku i kwiaty. Adios Misie.:*
niedziela, 12 lutego 2012
Czy wiecie drodzy czytelnicy, że w czasie tegorocznej fali mrozów zamarzło już ponad 600 osób? Czy wiecie że tylko dzisiejszej nocy i tylko we Wrocławiu 9 osób zginęło w pożarach kiedy wy beztrosko spaliście albo piliście wódke? Może i tak...ale teraz łapka w górę, kto zna nazwisko choćby jednej z nich? Kto wymieni choć jedną zasługę, powie cokolwiek konkretnego o ponad połowie tysiąca osób, które nie żyją? A no właśnie. NIKT. Dlaczego? Bo nie ćpali, nie śpiewali, nie byli prezydentami, nie mieli kochanków tyle co zer na koncie. Jak się łatwo domyślić chodzi mi o śmierć pani Huston. I tu nie chodzi o wyśmiewanie śmierci. Nie, nie, nie...każda śmierć jest przykra i tak samo bolesna dla bliskich zmarłego ale o splendor jaki fundują nieboszczykowi media. W świetle prawa, Boga i biologii wszyscy jesteśmy równi. W oczach mediów są równi i równiejsi. I to smutne jest bardzo. Jeszcze wczoraj była ćpunką, która spóźniała się na swoje koncerty po kilka godzin, dziś jest wielką a za razem bardzo skromną divą, na którą czekało się godzinami ale było warto. Tu parafrazuję wypowiedź jednej 'gwiazd' naszego podwórka. Przykro mi bardzo, że Huston nie żyje ale dajmy jej katolickim obyczajem spoczywać w pokoju (hotelowym w Beverly Hills) a nie rozwlekajmy tragedii. Można powiedzieć, że bohaterzy pierwszych stron gazet są trochę jak państwa bogate w rope. Tylko tam świat wysyła swoich żołnierzy i tylko tam toczą się wojny. A przecież jak pisał Skamandryta "Twoja jest krew a ich jest nafta" ech...przepraszam za powtarzalność swoich wypowiedzi ale no sami widzicie, że nie da się przejść obojętnie obok niektórych spraw. Swoją drogą ja też przeżywam swoją osobistą tragedię. Od piątku moi drodzy żyję jak jakiś mały Kenijczyk. Nie ma wody, bo rura pękła i nie mogą sobie z tym poradzić, a jeszcze wczoraj trąd wyłączyli. A jak nie ma trądu to i ogrzewanie szlag trafia więc sami widzicie, że żyję jak w trzecim świecie. Aaa no i jeszcze mojej mamie strzelił but na pięcie, to też klasyfikuje się jako klęskę żywiołową i to nie ze względu na sam fakt zniszczenia bo ma kilka zastępczych par ale moja kochana sierotka zgubiła paragon i nie może kozaczków reklamować. Sami widzicie plagi egipskie poziom hard. Ledwo co człowiek po ciężkich egzaminach wraca w rodzinne strony ledwo co jest w ogródku i wita się z gąską a już same nieszczęścia spadają mu na głowę. No i znowu mój misternie opracowany wczorajszej nocy przemyślany temat dnia poszedł się paść bo życie podsunęło zupełnie inny powód do szydzenia. No cóż. Wy idźcie wciągać makaron i kroić kotlety jak na prawdziwego polaka w niedziele przystało a ja idę opłakiwać Huston. I śpiewać I will always love you na dwa głosy z wyjącym psem.
A! no i jeszcze tradycyjnie słowo do Anonima. Tu się nie ma z czego śmiać tu trzeba wiarę w czyn wcielać i pracować na lepsze jutro. Adios Misie;*
A! no i jeszcze tradycyjnie słowo do Anonima. Tu się nie ma z czego śmiać tu trzeba wiarę w czyn wcielać i pracować na lepsze jutro. Adios Misie;*
niedziela, 5 lutego 2012
Nie znam się, więc się wypowiem.
Ludzie to jednak łatwowierni są. Ktoś wymyślił sobie kiedyś, że inteligentny człowiek zna się na wszystkim i na każdy temat można z nim porozmawiać, a społeczeństwo od razu wprowadziło wiarę w czyn hołdując zasadzie 'nie znam się więc się wypowiem'. Bywając na różnego rodzaju rautach, czy tam zwyczajnych popijawach, jadąc tramwajem, rozmawiając ze znajomymi różnych środowisk doszłam do wniosku, że większość urządza konkurs na bycie NAJwiększym światowcem i poliglotą ever. Tak bardzo wzięli sobie do serca swoją inteligencję że stali się ekspertami niemal we wszystkim. Polityka, medycyna, meteorologia, ekonomia, najbardziej wymyślne kultury odległych zakątków świata, sztuka, film, muzyka, teatr, film, sport, chiromancja i wróżenie z fusów....a to wszystko perfect a to wszystko i jeszcze więcej w jednym palcu i na jednym oddechu wypowiedziane. Ludzie mają to w jednym palcu a ja...ignorant i ogranicznik mam większość z wyżej wymienionych w d...no wiadomo gdzie. Może dlatego jest taka wielka? Nie kupuję sztuki nowoczesnej, nie znam się na piłce nożnej, nie znam stanowiska rządu Indonezji na temat importu ogórków. Nawet sera pleśniowego nie lubię mimo że wspaniale komponuje się w wytrawnym winem, którego nie znoszę i bagietką...a to wszystko razem jest takie światowe, in i zawsze na czasie.
Kiedy zaczynałam studia, a pokolenie dzieci facebooka weszło na nowy poziom rozwoju każdy a przynajmniej większość zaczynała naukę nowego języka. 'Lingwisty j**ane' już po pierwszej lekcji wypisywały w rubryce języki ten, którego zaczęły się uczyć. Już się nie mogę doczekać aż za 2 tygodnie będę mogła wpisać w swoją rubryczkę migowy. Jak narazie ograniczę się do polskiego, angielskiego i sarkazmu.
Nie rozumiem też tego podenerwowania i okrzyku zaskoczenia kiedy mówię, że nie wiem co tam u Kasi Ce. No i że nie smakują mi oliwki...i owoce morza...i suszone pomidory. Nie nadaję się do życia w wielkich światach. Chyba jednak po prostu zostanę szarym oświatowcem, bez blichtru i sławy. Ech! Ubierajcie się ciepło i jedzcie witaminę c. No i nie dajcie się sesji. Adios Misie;*
Kiedy zaczynałam studia, a pokolenie dzieci facebooka weszło na nowy poziom rozwoju każdy a przynajmniej większość zaczynała naukę nowego języka. 'Lingwisty j**ane' już po pierwszej lekcji wypisywały w rubryce języki ten, którego zaczęły się uczyć. Już się nie mogę doczekać aż za 2 tygodnie będę mogła wpisać w swoją rubryczkę migowy. Jak narazie ograniczę się do polskiego, angielskiego i sarkazmu.
Nie rozumiem też tego podenerwowania i okrzyku zaskoczenia kiedy mówię, że nie wiem co tam u Kasi Ce. No i że nie smakują mi oliwki...i owoce morza...i suszone pomidory. Nie nadaję się do życia w wielkich światach. Chyba jednak po prostu zostanę szarym oświatowcem, bez blichtru i sławy. Ech! Ubierajcie się ciepło i jedzcie witaminę c. No i nie dajcie się sesji. Adios Misie;*
czwartek, 2 lutego 2012
Się zmarło babci Wisi. Smutne to. Ładne wiersze pisała. Oczywiście społeczność 'kto Ty jesteś Polak mały, mam skarpetki i sandały' już ją kocha. Tak samo jak Amy...i Michaela...i nawet pana Leszka...Jarka(?) w każdym razie tego od księżyca.
Jestem wręcz pewna że obok łóżka denatki rosła brzoza i jest to jeden wielki spisek Towrzyszy ze wschodu. (cała redakcja pozdrawia pana Antoniego.) Swoją drogą smutne to, że trzeba umrzeć żeby zostać docenionym przez Polaków. W sumie to Sokratesa też najpierw otruli a później mu pomniki stawiali ale mimo to. Od wczoraj nie słyszę nic innego tylko wiersze Szymborskiej wszędzie. Trzeba lecieć do sklepu po wszystkie jej płyty i czekać na pośmiertne teledyski. Dlaczego nie możemy cenić wielkich za życia? Dlaczego mamy pieniąde na produkowanie miliarda durnych, nic nie wnoszących programów rozrywkowych, wszystkich w jeden deseń i na jedno dajmy na to prawe tylne kopyto, które nic nie wnoszą, a na kulturę żywego słowa, poezję, teatr,ambitny film już nie? Dlaczego potrafimy szydzić, nienawidzić i bluzgać a po śmierci uznać kogoś za męża stanu i wielkiego ojca narodu? Nie. nie popieram braci K. ale no na miłość Boską. Owszem, żal człowieka, każda śmierć jest przykra ale no nie popadajmy w paranoje. To samo teraz. Rzesza ignorantów nagle stanie się koneserami poezji. Tomik pod pachę i jazda. Coraz częściej gardzę swoimi rodakami. Nietolerancyjna, wiecznie niezadowolona, prymitywna rzesza magistrów z dziewiczym umysłem myślą nieskażonym pretendująca do miana erudytów i ludzi wielkiego świata. Dlaczego człowiek musi być istotą społeczną? dlaczego potrzeba nam innych ludzi, nie możemy być samowystarczalni? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
Damn it. powinnam sie uczyć. Jeszcze 1 egzamin i wreszcie wolność. toteż wracam do stenów, tenów i wykresów. Adios Misie;):*
AA!! właśnie!! Anonim co z Tobą? dlaczego zniknąłeś?
Jestem wręcz pewna że obok łóżka denatki rosła brzoza i jest to jeden wielki spisek Towrzyszy ze wschodu. (cała redakcja pozdrawia pana Antoniego.) Swoją drogą smutne to, że trzeba umrzeć żeby zostać docenionym przez Polaków. W sumie to Sokratesa też najpierw otruli a później mu pomniki stawiali ale mimo to. Od wczoraj nie słyszę nic innego tylko wiersze Szymborskiej wszędzie. Trzeba lecieć do sklepu po wszystkie jej płyty i czekać na pośmiertne teledyski. Dlaczego nie możemy cenić wielkich za życia? Dlaczego mamy pieniąde na produkowanie miliarda durnych, nic nie wnoszących programów rozrywkowych, wszystkich w jeden deseń i na jedno dajmy na to prawe tylne kopyto, które nic nie wnoszą, a na kulturę żywego słowa, poezję, teatr,ambitny film już nie? Dlaczego potrafimy szydzić, nienawidzić i bluzgać a po śmierci uznać kogoś za męża stanu i wielkiego ojca narodu? Nie. nie popieram braci K. ale no na miłość Boską. Owszem, żal człowieka, każda śmierć jest przykra ale no nie popadajmy w paranoje. To samo teraz. Rzesza ignorantów nagle stanie się koneserami poezji. Tomik pod pachę i jazda. Coraz częściej gardzę swoimi rodakami. Nietolerancyjna, wiecznie niezadowolona, prymitywna rzesza magistrów z dziewiczym umysłem myślą nieskażonym pretendująca do miana erudytów i ludzi wielkiego świata. Dlaczego człowiek musi być istotą społeczną? dlaczego potrzeba nam innych ludzi, nie możemy być samowystarczalni? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
Damn it. powinnam sie uczyć. Jeszcze 1 egzamin i wreszcie wolność. toteż wracam do stenów, tenów i wykresów. Adios Misie;):*
AA!! właśnie!! Anonim co z Tobą? dlaczego zniknąłeś?
Subskrybuj:
Posty (Atom)