Czy wiecie drodzy czytelnicy, że w czasie tegorocznej fali mrozów zamarzło już ponad 600 osób? Czy wiecie że tylko dzisiejszej nocy i tylko we Wrocławiu 9 osób zginęło w pożarach kiedy wy beztrosko spaliście albo piliście wódke? Może i tak...ale teraz łapka w górę, kto zna nazwisko choćby jednej z nich? Kto wymieni choć jedną zasługę, powie cokolwiek konkretnego o ponad połowie tysiąca osób, które nie żyją? A no właśnie. NIKT. Dlaczego? Bo nie ćpali, nie śpiewali, nie byli prezydentami, nie mieli kochanków tyle co zer na koncie. Jak się łatwo domyślić chodzi mi o śmierć pani Huston. I tu nie chodzi o wyśmiewanie śmierci. Nie, nie, nie...każda śmierć jest przykra i tak samo bolesna dla bliskich zmarłego ale o splendor jaki fundują nieboszczykowi media. W świetle prawa, Boga i biologii wszyscy jesteśmy równi. W oczach mediów są równi i równiejsi. I to smutne jest bardzo. Jeszcze wczoraj była ćpunką, która spóźniała się na swoje koncerty po kilka godzin, dziś jest wielką a za razem bardzo skromną divą, na którą czekało się godzinami ale było warto. Tu parafrazuję wypowiedź jednej 'gwiazd' naszego podwórka. Przykro mi bardzo, że Huston nie żyje ale dajmy jej katolickim obyczajem spoczywać w pokoju (hotelowym w Beverly Hills) a nie rozwlekajmy tragedii. Można powiedzieć, że bohaterzy pierwszych stron gazet są trochę jak państwa bogate w rope. Tylko tam świat wysyła swoich żołnierzy i tylko tam toczą się wojny. A przecież jak pisał Skamandryta "Twoja jest krew a ich jest nafta" ech...przepraszam za powtarzalność swoich wypowiedzi ale no sami widzicie, że nie da się przejść obojętnie obok niektórych spraw. Swoją drogą ja też przeżywam swoją osobistą tragedię. Od piątku moi drodzy żyję jak jakiś mały Kenijczyk. Nie ma wody, bo rura pękła i nie mogą sobie z tym poradzić, a jeszcze wczoraj trąd wyłączyli. A jak nie ma trądu to i ogrzewanie szlag trafia więc sami widzicie, że żyję jak w trzecim świecie. Aaa no i jeszcze mojej mamie strzelił but na pięcie, to też klasyfikuje się jako klęskę żywiołową i to nie ze względu na sam fakt zniszczenia bo ma kilka zastępczych par ale moja kochana sierotka zgubiła paragon i nie może kozaczków reklamować. Sami widzicie plagi egipskie poziom hard. Ledwo co człowiek po ciężkich egzaminach wraca w rodzinne strony ledwo co jest w ogródku i wita się z gąską a już same nieszczęścia spadają mu na głowę. No i znowu mój misternie opracowany wczorajszej nocy przemyślany temat dnia poszedł się paść bo życie podsunęło zupełnie inny powód do szydzenia. No cóż. Wy idźcie wciągać makaron i kroić kotlety jak na prawdziwego polaka w niedziele przystało a ja idę opłakiwać Huston. I śpiewać I will always love you na dwa głosy z wyjącym psem.
A! no i jeszcze tradycyjnie słowo do Anonima. Tu się nie ma z czego śmiać tu trzeba wiarę w czyn wcielać i pracować na lepsze jutro. Adios Misie;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz