Pisanki pomalowane, schody umyte, baranek pocukropudrowany, bazie na stole, można zacząć świętować Wielkanoc w Polandii. Jutro pewnie nie będę miała czasu żeby tu zajrzeć, więc już dzisiaj wszystkim Wam moi drodzy czytelnicy składam bardzo serdeczne, szczere i bez grama ironii życzenia świąteczne. Dużo słonecznych dni, tańszej benzyny, żeby Polska wyszła z grupy śmierci i w ogóle. Wszystkiego najlepszego. Jeśli zaglądają tu osoby, które Wielkanocy nie obchodzą, zaprawdę powiadam wam! Nie czujcie się wykluczeni i pominięci! Wam składam życzenia z okazji międzynarodowego dnia Romów, który to możecie celebrować już jutro. Niestety na lany poniedziałek nie znalazłam żadnego święta, ale proponuję odrzucić na bok podziały religijne i skorzystać z jedynej w roku okazji wylania znienawidzonej sąsiadce na głowę wiadra wody. W końcu to lany poniedziałek, a że tradycja rzecz święta, policmajstry nie będą mogły was wsadzić na 48. Więc korzystajcie! A niech mnie który spróbuje oblać! Zginie w męczarniach, skazany na kilkugodzinny reczital na flecie prostym w moim wykonaniu. Zaznaczam umiem zagrać tylko "żabkę małą" a i jej daleko do ideału. Więc zanim zdecydujecie się wylać wiadro pomyj na moją świeżo pokolorowaną głowę zastanówcie się siedemdziesiąt razy. Swoją drogą, czy Wy też czujecie już ten dreszcz ekscytacji wzdłuż kręgosłupa na samą myśl o kolejnym zjeździe rodzinnym? Ja tak. Znowu będą sprawdzać ile jest w stanie pomieścić nie tylko mój żołądek ale i przełyk i gardło wpychając kolejne porcje ciast, ciasteczek, mięsa, sosów, ziemniaków i alkoholu. Tego ostatniego akurat sobie nie odmówię zważywszy na fakt, że moja ciotka robi genialną pigwówkę. Kiedy już pozwolą mi nie jeść widząc, że robię się zielonkawa i NAPRAWDĘ więcej nie pomieszczę zacznie się moja ulubiona część każdych świąt, znana chyba każdemu, kto chociaż raz spędzał święta w gronie rodziny. Jako że już nie rosnę, nie usłyszę Matko Boska, ale z Ciebie już duża panna niedługo przerośniesz wujka! Nie przerosłam żadnego. Pojawi się natomiast wątek mojego domniemanego zamążpójścia. Nie wiedzieć czemu, od kiedy urósł mi biust i legalnie mogę zawierać związki małżeńskie, co jakiś czas ktoś wyrywa się z zamiarem wsadzenia mi na palec obrączki, nie przejmując się tym, że menopauza za pasem a ja nie mam kandydata na męża. Panowie, nie traktujcie tego jako zaproszenie. Kiedy już ustalimy, że nie wychodzę narazie za mąż, będzie można płynnie przejść do ulubionej działki mojej mamy- studiów. Znowu usłyszę jaka jestem niesamowita, a jaka mądra, a jaka zdolna i jak to mi super nie idzie. Biorąc pod uwagę, że nie umiem przyjmować pochwał a moja praca licencjacka leży i kwiczy, bo znacznie przyjemniej jest pisać bloga niż opisywać proces rozwoju mowy zrobię to co co roku i wyjdę do kuchni pomóc ciotce kroić kolejną porcję ciasta, żeby tego nie słuchać i nie palić się ze wstydu. Kiedy wrócę będą już wałkować tradycyjne polskie tak zwane 3P tematy świąteczne politykę, pogodę i plebs. Założę się, że usłyszycie, że rząd jest do de, pogoda jeszcze gorsza, ten zmarł, tamta co mieszkała koło tamtej i była siostrą tego a do klasy to chodziła z tamtym zanim się nie przeprowadzili to coś tam. Dolary przeciw orzechom, że u was będzie to samo. Najgorsze jest to, że nie dosć, że mówię że jak byłam dzieckiem to coś tam, to zaczynam prowadzić dialogi w stylu tych o plebsie i pogodzie. Chyba już naprawdę czas wyjść za mąż i przeżyć menopauzę. A tymczasem idę szykować koszyczek. Adios Misie;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz