środa, 18 kwietnia 2012

Carl: albo jesteś bardzo stary, albo budzisz postrach. Powinnam się bać i czuć wyrzuty sumienia bo powiedziałam do Ciebie młody człowieku? Hm....nie czuję. Taki już nas belferski przywilej, że możemy wyzywać od dzieciaków każdego kto się nawinie.
Nie rozumie, dlaczego zawsze, ilekroć moja kora podsuwa mi jakiś mądry, z przesłaniem i na poziomie pomysł na notkę, kretyn los postanawia dostarczyć mi okazji do opisania czegoś na pograniczu absurdu i złego smaku. O istnieniu pola magnetycznego i tego, że niektóre substancje się przyciągają nie muszę chyba nikogo przekonywać, ani specjalnie zagłębiać się w mechanizmy funkcjonalne tego zjawiska. Wyobraźcie sobie, że Wasza ulubiona Ruda Paskuda również ma właściwości magnetyczne. Serio. Mam wyjątkowy dar do przyciągania ekshibicjonistów, miłośników jazdy na ręcznym. Mówiłam, że tematy które dyktuje mi los są na pograniczu dobrego smaku? Moja przygoda z wesołymi panami zaczęła się jakieś 3 lata temu, kiedy jeszcze jako młode, płoche dziewczę szłam sobie najspokojniej z koleżankami nad jezioro. Spotkałyśmy nieskrępowanego zupełnie innymi spacerowiczami pana, który ochoczo pokazał nam co ma najlepszego i co potrafi z tym zrobić. Spieszę wyjaśnić, że nie był ani pierwszej młodości, ani przesadnie przystojny. Jak na prawdziwego katolika przystało wybaczyłam, zapomniałam, jednak jakiś rok temu znowu spotkałam tego samego pana, znowu w dość jednoznacznej sytuacji. Przyznam szczerze, że tym razem nie było mi już tak do śmiechu. Szłam sama, uliczką, gdzie mało kto chodzi. Na szczęście nie poszedł za mną. tamtego dnia wracałam do domu okrężną drogą. Ostatnia na szczęście historia to świeżynka. Wsiadłam do wieczornego tramwaju pod uczelnią. Czekał na mnie w pełnej krasie, popijając wódkę. Uhhhh na szczęście mnie nie widział i mogłam schować się w tłumku ludzi na drugim końcu pojazdu, gdzie z w miarę zaspokojoną równowagą psychiczną mogłam dojechać do celu. Jeśli ktoś zapytałby mnie gdzie jest moja granica tolerancji i dobrego smaku odpowiedziałabym że właśnie tu. Nie wiem skąd bierze się takie zjawisko i co motywuje takimi ludźmi, jednak nie mogę, nie potrafię tego zaakceptować. Najgorsze jest to, że nie tylko ja mam takie doświadczenia i wiele moich koleżanek. Rodzi się pytanie co robić w takiej sytuacji? Krzyczeć, ignorować, krytykować? Ja wybieram ignorancję jak zawsze, jednak zwykle jeszcze długo po spotkaniu pałam niesmakiem do mężczyzn. Ja rozumiem, jesteście samotni, macie swoje potrzeby OKEJ ale nie każcie ludziom na to patrzyć to obleśne i budzi najgorsze instynkty. Przynajmniej u mnie. Cóż, idę przeżywać traumę a was zostawiam w zniesmaczeniu. Smacznego, i dobrej nocy Adios Misie;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz