poniedziałek, 5 marca 2012

Już Ci niosę suknię z welonę....

Jedzenie makaronu z warzywami wśród kobiet może zaowocować depresją, poczuciem bezsensu i świadomością, że wasze zycie zmierza do nikąd. Nie wiem jak u was, ale wokół mnie zaroiło się ostatnio od ludzi zaręczających się , wychodzących za mąż czy też planującą bliżej określoną lub nieokreśloną przyszłość, podczas gdy ja nadal siedzę nad talerzem z makaronem posypanym marchewką i zastanawiam się, dlaczego ma taki wynaturzony kształt. Nie dorosłam do swych lat a romantyczne uniesienia nie przestają mnie śmieszyć. Większość dziewczyn zarzuca mi wtedy, że myślę tak dlatego, że nikogo nie mam. Taa...z serii zaskocz mnie. Komedie romantyczne, gdzie ona upuszcza długopis a on go podnosi i już w 3 minucie filmu wiesz jak się cała historia skończy nie bawiły mnie i nie bawią, a wręcz z wiekiem coraz bardziej irytują swoją naiwnością. Zastanawia mnie jedno. Gdzie sens i logika w oświadczaniu się, kiedy on siedzi na drugim końcu Polandii i nie zanosi się na powrót. Być może jestem wybrakowana pod względem kobiecości....jestem skłonna uważać to za wysoce prawdopodobne, niemniej jednak zaręczanie się BO TAK, BO TRZEBA, BO ONA CHCE I MUSI BO UMRZE NA SEPSE jest dla mnie nie tyle nawet nielogiczne co głupie. Poza tym frazy BO MÓJ...tu pada zwykle imię księcia małżonka działąją na mnie jak płachta na byka. Niee tu znowu nie chodzi o zazdrość, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że większość z dziewczyn zaczynających co drugie zdanie od takiej frazy nie ma nic do zaoferowania samymi sobą. Bo jej (...) tyle zarabia, bo jej (...) to mieszka tu, widził to zrobił to...no generalnie zajebiście chwalisz się czy żalisz? mam paść zemdlona z wrażenia i rozpłynąć się w zachwycie? Nie. po prostu...nie. Stoję sobie więc zwykle z nieobecnym wzrokiem wbitym w ścianę i po chwili zastanowienia odpalam jakiś bezsensowny tekst, nie mający nic wspólnego z tematem. Cóż...nie mogę pomóc, jestem kotem. Coraz mniej nadaję się dożycia w społeczeństwie. Zwłaszcza w środowisku kobiet....szydzę, przeklinam, nie oglądam komedii romantycznych i nie noszę szpilek. Czas zmienić płeć...także tego...ja biegnę szukać jakiegoś dobrego chirurga a wy rozkoszujcie się urokami wiosny. Adios Misie.:*

2 komentarze:

  1. hehe jak mówiłam moja ulubiona rozkmina:D nie wiem czy to specyfika związków długofalowych, nadobnych koleżanek czy czego ale jak dla mnie idea "bo pierścionek muszę muszę muszeeeee" jest dosyć nie bardzo... zwłaszcza argumentacja: bo wszyscy JEGO znajomi się już hajtają/zaręczają.

    i jeszcze a propos notki poprzedniej: to w sumie temaciki ładnie się przeplatają- tam feminizm, tu zamążchciejstwo...:P za radykalną feministkę się nie uważam, ale zdecydowanie nie widzę sensu w postępowaniu wyżej wspomnianych koleżanek... Bo szydziłabym z nich jeszcze ale... coś weny nie mam... chyba za bardzo nie rozumiem ich rozumowania. Jak zrozumiem to dopiszę;P

    RedSth

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy to nie jest normalne jak się podkreśla, że właśnie TEN facet jest MÓJ! "Mój mąż", "Mój chłopak", "Mój ukochany facet zarabia tyle, że mogę podcierać się tą kasą!" ;D to rozkoszne i chyba naturalne, że kobieta zaborczo podkreśla, że dany samiec należy do niej, że walczyła o niego i że jak któraś się zbliży to zabijesz ją laserem z oczu!;)

    Co do zaręczyn to też naturalna kolej związku, z tego co piszesz to się sama o tym przekonasz kiedyś Ruda!;)

    I jeszcze jedno mnie zastanawia... Raz podkreślasz, że jesteś kobietą i to z krwi i kości a raz piszesz, że zbierasz na operację zmiany płci, bo nie pasujesz to kobiet, bo "nie nosisz szpilek i nie oglądasz komedii romantycznych".
    Ja oglądam czasem i przyznam, że na jednej czy dwóch zdarzyło mi się uronić łezkę... takie wiem wstyd dla faceta, bo facet ma być męski! poczytaj sobie jakie są cechy męskie a jakie kobiece... to się dopiero obudzi feminizm!

    miłego wieczoru;)

    OdpowiedzUsuń