Teoretycznie zawsze jest o czym pisać ale praktycznie jakość się też liczy. Ostatnio więcej milczę niż mówię czy piszę, jednak nie oznacza to, że nie myślę i nie analizuję.
Zaskoczyłeś mnie mój Anonimie. Już myślałam że o mnie zapomniałeś, nie wiedząc że schnę bez Ciebie jak mokry chomik na patelni. Nie rób tego więcej.
Zastanawiające jest swoją drogą jak łatwo znikamy z czyjegoś życia. I jak trudno się z tym pogodzić i jakie to nieprzyjemne. Gorsze od zniknięcia jest chyba tylko powtórne spotkanie i siadomość, że to już nigdy nie będą te same świeże kotlety.
Idąc krok dalej czy lepiej jest z czyjegoś życia zniknąć czy nigdy się w nim nie pojawić? Być samotnym bez straty czy po niej? Z jednej strony bolesnym jest poczucie utraconego czlowieka a z drugiej czasem przychodzi takie uczucie, że chciałoby sie do kogoś należeć. Być dla kogoś i zapełnić pustkę jaka powstaje w życiu. Czy nie jest tak, że kiedyś stanowiliśmy całość a później z biegiem lat ktoś wyrywał po kolei nasze cząstki zabierając je odchodząc? Czy nie próbujemy niekiedy..często byle czym..kim zasypać te dziury?
Nie jestem bez winy...choć może jestem? Czy i ja kiedyś kogoś okradłam? Czy zabrałam cząstkę kogoś odchodząc? Jeśli tak chciałabym mu ją oddać...albo chociaż wrócić i znowu być. Żeby juz nie musiał zalepiać pustki po mnie wyżutą gumą. Jeśli kiedyś odeszłam bez pożegnania przepraszam...to się nie powtórzy...
wzruszyłam się tym wpisem...
OdpowiedzUsuńjuż tak przywykłaś do mojej obecności? czyli nie jestem jedynym człowiekiem, który przywiązuje się do ludzi szybciej niż neutrino przebywa drogę z Cern do Gran Sasso? miło.
Ja tu byłem tak swoją drogą, tylko milczałem.
A wpis wzruszył mnie, bo czuję jakbyś pisała o mnie...Mnie też kiedyś boleśnie porzucono i dziura po tej osobie nie znikła. Nie można zalepić jej gumą do żucia.
To zastanawiające...czy kiedyś i ja komuś wyżłobiłem dziurę? czy ktoś przeklina mnie w myślach za to, że nie zauważyłem jego uczuć?
Dajesz mi powody do zastanawiania się.