czwartek, 16 lutego 2012
Chyba wiecie o czym chcę dziś napisać. Tłusty czwartek to kolejne święto, obok sylwestra i dni (tu pada nazwa małego miasta gdzie raz w roku odbywa się święto żelu i plastiku pachnące festynem czyli moczem, piwem, watą cukrową i smażoną kiełbachą), które MUSISZ po prostu MUSISZ BO UMRZESZ obchodzić. Nienawidzisz pączków? TYRUDNO!!! ŻRYJ!!!! nie jara Cię zmiana daty i w sumie nie masz z kim spędzić tej nocy? TYRUDNO!!! MUSISZ BO UMRZESZ spędzić ten wieczór ze znajomymi, których być może nawet nie lubisz tylko dlatego, by później z czystym sumieniem powiedzieć sąsiadowi Kaziu aśmy się tej nocy schlali, no mówię Ci rzygałem dalej niż widziałem jak jakiś dziki wieprz mówię Ci. Do dobrego tonu należy również wyliczenie wszystkich partnerów seksualnych. Rzeczywistych i potencjalnych liczonych jako rzeczywistych, bo przecież nikt nie musi wiedzieć, że ta laska leżała pod Twoim ciężarem nie dlatego, że ją bzykałeś ale dlatego, że się na nią przewróciłeś próbując wykonywać konwulsyjne ruchy potocznie uważane w niektórych środowiskach za taniec. Dobrą opcją dla kobiet jest też pochwalenie się na facebooku miliardem zdjęć cycków tylko dlatego że ten psotnik Maciek wam je zrobił i kazał wrzucić (pod groźbą śmierci przez powieszenie za ziobro..żebro.) na tablice. No i najważniejsze!!! Historie te należy przypominać systematycznie co 2 tygodnie przy każdej możliwej okazji żeby przypadkiem nikt w promieniu dwudziestu tysięcy mil morskich nie zapomniał jak to świetnie się nie bawiliście na sylwestrze. Prawdziwym rajem na ziemi dla każdego polskiego imprezowicza jest sezon wiosna-lato-wczesna jesień, kiedy to mamy bardzo wiele okazji na leżenie w krzakach z powodu nadmiernego spożycia alkoholu, podpalanie tyłka w czasie skakania przez ognisko, dawanie pracownikom WOPRU kolejną okazję do spotkania się z topielcem oko w oko tylko dlatego, po 30 browarach i 20 litrach wódki (norma wg skali gimnazjalistów z co drugiego gimnazjum) wydawało nam się że Otylia to wam może skoczyć. O tym wszystkim oczywiście znowu należy przez rok opowiadać znajomym z wypiekami na twarzy bo przecież rzyganie i robienie z siebie kretyna jest glamour. Ech...a pomyśleć, że miało być o jedzeniu pączków, bo to przecież taaakie słodkie i taaaaakie pyszne jedzonko. Dobra Misie ja idę pracować na kolejne samotne walentynki pochłaniając jak dzika świnia kolejne pączki a wy w ramach zadania domowego przeliczcie ile dzisiaj zjedliście i jak długo będziecie musieli mrugać żeby to spalić. Smacznego więc i Tobie ANONIMIE bo podejrzewam, że podobnie jak ja drżysz z ekscytacji na samą myśl o wchłonięciu kolejnej porcji tłuszczu. Adios Misie:*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zjadłem 7! Jeszcze jeden i złamałoby się krzesło pode mną;)
OdpowiedzUsuńCzekam na następną notkę pełną jadu i szyderstwa