poniedziałek, 12 grudnia 2011

bad mood...

Znowu się wszystko pojebało. Znowu było dobrze a przecież być dobrze nie może. Nie mogę należeć nie mogę być z nie mogę żyć dla nic nie mogę. Mogę tylko tu siedzieć i czekać na nic, co nigdy się nie dzieje. Mogę też wstać iść ale nie mam dokąd nie mam z kim każdy ma z kim a ja nie, więc siedzę tu sama i czuję się tak żałośnie tak paskudnie i tak pusto...ale przecież nikomu o tym nie powiem, bo nikogo to nie obchodzi. Może nie czuję się wcale? Czekam na dzień kiedy wyjadę z tego miasta i chociaż wiem że tam gdzie będę nie stanie się nic będzie mi o wiele lepiej. Bo tam dom twój, gdzie serce twoje a ono jest tam...a może nie? może zostało u kogoś kto był a kogo nie ma? Albo zabrał je ktoś kto był tylko na chwilę? Ten ostatni przyszedł i wyszedł jak złodziej nie zabierając niby nic a jednak coś i nie zostawiając nic poza odciskiem, który na zawsze zostanie...bo wciąż czuję za mocno, myślę za dużo a skórę mam za cienką. Muszę wstać i iść do nikąd bez nikogo przed siebie bez celu,,,bo po co mi cel skoro i tak do niego nie dojdę bo im dalej idę tym dalej on jest i tym mniej wyraźny się wydaje.

1 komentarz: